*

Offline MWK

  • *****
  • 569
    • Zobacz profil
    • www.mwkpegasus.prv.pl
Joe & Mac
« dnia: Maj 13, 2018, 17:32:05 »
DAF mnie uruchomił i zapragnąłem odświeżyć sobie gre, która była dokładnie drugą kupioną za gówniarza po 168in1 (pierwszy był Jackie Chan za 50 tyś starych zł kupiony w (!) sklepie papierniczym, ha, to było piękne, wówczas kartridże do Pegasusa leżały dosłownie wszędzie), mowa tutaj o :

Joe & Mac - The Caveman Ninja
1992 - Data East / Elite

Pamiętam, że nie byłem do końca zachwycony tym zakupem, ale o tym na końcu. To były jeszcze czasy podstawówki i układ był prosty. Ja przynoszę rodzicom świadectwo (ładne, niekoniecznie z paskiem), a w zamian mogłem iść sobie "upatrzyć" nową grę do Pegasusa. Jak to zrobiłem, to wracałem do haupy z raportem, co, gdzie i za ile. Gre nabyłem w rzeszowskim sklepie komputerowym "Bajt", który początkowo mieścił się na tyłach Pawilonu Handlowego "Sezam" przy ulicy Rejtana, a następnie został przeniesiony nieopodal do zaprzedszkolnej przybudówki, gdzie od dłuższego czasu zaopatrywałem się w "akcesoria" do małego Atari. W momencie jak pojawiły się tam kartridże do Pegasusa to postanowiłem właśnie do Bajtu skierować moje pierwsze kroki w celu zakupu jakiejś fajnej gry. Padło oczywiście na omawianych tu jaskiniowców.

Gra wita nas prostą acz ładną muzyką o przyjemnym, rzec by można "jaskiniowym" zabarwieniu, oraz statycznym ekranem tytułowym.


W grze mamy na celu odzyskanie uprowadzonych lasek przez jakichś neandertalczyków, którzy pod osłoną nocy wdarli się do naszej osady i popełnili rzeczony akt ścigany z urzędu. Aby nam się to udało, musimy przeprawić się przez 10 krótkich etapów. No właśnie, tu pierwszy minus tej gry, oczywiście w moim odczuciu. Etapy są strasznie krótkie i zanim zdążymy się "rozgrzać" to już dochodzimy do Bossa. Wiem, że gra stara się wiernie naśladować swój arcade-owy oryginał, tam też bowiem levele są takie króciutkie, dlatego nie krytykuję tutaj wersji na naszą konsolę, lecz grę - jako całość.


Poziomy, mimo iż krótkie, są niezwykle malownicze i dopracowane. Grafika zdecydowanie na plus. Już w piewszym etapie możemy cieszyć się niezwykle widowiskowym, sześciostopniowym tudzież sześciopoziomowym parallax scrollingiem. Nasza postać skacze, schyla się, rzuca młotkami, napotykając przy tym całą gamę różnorodnych przeciwników, głównie wrogich jaskiniowców oraz wszędobyskich pterodaktyli. Na naszej (krótkiej) drodze spotykamy również "tragarzy". Pokonani, zostawiają nam alternatywną broń, którą możemy podnieść. Należy jednak uważać ponieważ broń zmieniamy nieodwracalnie, aż do straty życia a, jest kilka rodzajów oręża, które nie nadają się do niczego. Nasz podstawowy młotek jest... podstawowy, zadaje rozsądne obrażenia i nie warto go zmieniać na słabszy kamyczek albo bumerang. Jeśli natomiast znajdziemy koło, to można je śmiało brać, jest o wiele skuteczniejsze. Jednak jedna znajdźka, która pojawia się bardzo rzadko - ogień - to najmocniejsza broń, przy pomocy której każdy przeciwnik/boss pada jak długi.


Skoro już o Bossach mowa, to jeden z głównych elementów gry, który ją wyróżnia. Są duże i śliczne. W ogóle większość postaci w tej grze jest bardzo dobrze animowana. Tak jest również w przypadku bossów, no może oprócz jednego, który tylko stoi w miejscu i rusza łbem. Na końcu każdego z 10 etapów przyjdzie nam zmierzyć się z takim wielkim bossem. Owszem, w pierwszej planszy jest tylko mały dinozaur, leczj już w drugiej stajemy przed obliczem jego większej "wersji", czyli samego Tyranozaura. Jest też "Krwiożercza Roślina" niemal żywcem przeniesiona z kultowego filmu lat osiemdziesiatych Little Shop of Horrors, który to horroro-musical oglądałem jak byłem małym sztruclem i którego panicznie się bałem (jednak bakcyl na horrory został pokłnięty i już od tamtych lat zakochałem się w horrorach). Jakież było moje zdziwienie gdy zobaczyłem roślinkę w tej grze 8)


Etapów jest 10 ale bossów 6 (nie licząc tego małego dinozaura), wobec czego tradycyjnie (jak to w tych grach bywa), kilku z nich będziemy musieli pokonać raz jeszcze, tym razem w nieco bardziej agresywnych odmianach - mały dinozaur (kozaczy i nie ucieka już do tyłu za każdym razem gdy go uderzymy), Tyranozaur oraz Duży Pterodaktyl. Co dwa poziomy ratujemy jedną laskę, co dzieli całość gry na 5 takich podwójnych sekcji.


Podsumowując. Gra jest jednocześnie fajna i niefajna. Grywalność jest mocna, ale zepsuta przez dramatycznie krótkie etapy. Muzycznie OK, ale za bardzo na jedno kopyto. Graficznie bajka, ale to odrobinę za mało, aby mówić o tej grze jak o majstersztyku. Polecam na jakieś luźne posiedzenie tudzież rozgrzewkę przed grudziądzkim poważnym graniem. Dla mnie ta gra zawsze zostanie na plus w moim sercu, ale głównie z sentymentu, ze względu na stare czasy, chociaż pamiętam, że nie byłem pocieszony gdy ukończenie jej (już wtedy) zajęło mi zaledwie kilka dni 8)

*

Offline daf

  • *****
  • 911
    • Zobacz profil
Odp: Joe & Mac
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 13, 2018, 17:53:07 »
Ja z kolei za małolata posiadałem tę grę tylko na kartridżu z siedmioma hackami Mario. ;) Jak dobrze wiadomo, Mario 16 to hack Joe & Mac i jedynie taką właśnie wersję z hydraulikiem w latach młodzieńczych poznałem. Nigdy nie wciągnęła mnie na dłużej. Z tamtej składanki zdecydowanie wolałem Mario 10 (wspomniany przez Ciebie Jackie Chan, prawdziwy majstersztyk), Mario 14 (Kaiketsu Yanchamaru 3) i inne, nie pamiętam już wszystkich hacków tam zawartych.

Paralaksa w grafice zawsze robiła na mnie wrażenie, jednak na tym się kończyło. No i może jeszcze ten okrzyk, gdy dostawaliśmy hita. Jednakże to pokraczne chodzenie Mariana, prostota leveli, dziwna grafika (jakaś taka "inna" w porównaniu do innych gier z tej epoki) sprawiały, że zbyt długo w Mario 16 nie grałem, a co za tym idzie nie przeszedłem nigdy tego tytułu (gdzieś tam może do połowy dotarłem). Przekonanie to pozostało mi po dzień dzisiejszy i jakoś nie ciągnie mnie, aby nadrobić zaległości. No ale ostatnie dni (tygodnie?) mam fazę na odkrywanie niepoznanych przeze mnie gier na Pegasusa, więc kto wie, kto wie...? ;)

Aaa, no i kółeczka to rzeczywiście moja ulubiona broń z tej gry, natomiast ognia nie kojarzę, możliwe że nigdy go nie zdobyłem.

*

Offline OsA

  • **
  • 92
    • Zobacz profil
    • #58OsA
Odp: Joe & Mac
« Odpowiedź #2 dnia: Maj 14, 2018, 07:35:33 »
Nie spodziewałem się, że można o tej grze napisać tak wiele.

Ja sam również darzę ją sporym sentymentem, jednakże...
plusy zostały już wymienione. To przede wszystkim ciekawa animacja, spoko grafika i świetni bossowie (wizualnie).

Jednak największym jej minusem jest to, że jest bardzo statyczna. Pomimo iż poziomy się różnią wizualnie to właściwie nadal przechodzimy je w niemalże identyczny sposób. Niewiele się zmienia. Do tego są niezwykle króciutkie. Momentami ma człowiek wrażenie, że gra w wersję demonstracyjną.

Jednak vol. 2.
Lubię tę grę. Przywykłem już do tego, że jest krótka i można ją szybko ukończyć.

Odp: Joe & Mac
« Odpowiedź #3 dnia: Maj 14, 2018, 08:07:25 »
Jednak największym jej minusem jest to, że jest bardzo statyczna. Pomimo iż poziomy się różnią wizualnie to właściwie nadal przechodzimy je w niemalże identyczny sposób. Niewiele się zmienia. Do tego są niezwykle króciutkie. Momentami ma człowiek wrażenie, że gra w wersję demonstracyjną.

Nie chcę nic mówić ale to jest opis ponad 90% gier NES i nadal (chyba) nikomu to nie przeszkadza

Odp: Joe & Mac
« Odpowiedź #4 dnia: Maj 14, 2018, 18:07:21 »
Też miałem tą grę w postaci hacka "Mario 16". Ukończyłem jeszcze za dzieciaka - kiedyś z kolegą zawzięliśmy się, by to przejść. Ze wspomnianym wcześniej bossem-rośliną męczyłem się najdłużej, bardzo wkurzało mnie też tracenie HP przy zbyt długim "ładowaniu" broni. Gierka podobała mi się, mimo tego, że miała z mojej ówczesnej perspektywy dosyć dziwny klimat. Z dzieciństwa w głowie utknęło mi najbardziej to, że myślałem, że kamienie, którymi plują bossowie "T-Rexy" to zgniecione kulki z papieru :P

Polecam sprawdzić wersję na SNESa - jest dłuższa i ma tryb CO-OP.
« Ostatnia zmiana: Maj 14, 2018, 19:52:29 wysłana przez Gustlik »

*

Offline żur0

  • *****
  • 572
  • Piszcie posty Kamraci Pegasusa!
    • Zobacz profil
    • Contrabanda. O Retro. Po Bandzie.
Odp: Joe & Mac
« Odpowiedź #5 dnia: Maj 14, 2018, 18:29:52 »
Miałem "w oryginale" czyli Joe&Mac (a nie hacka z Mario) na pirackim carcie. Grę zapamiętałem głównie ze względu na piękną grafikę (te gały bohatera wychodzące z orbit kiedy widzi bossa) i charakterystyczną, nużącą muzykę, która mnie niesamowicie wkur...ła. Całej gry nigdy nie przeszedłem, ale jakoś też nigdy mocniej nie przykuł mnie ten tytuł przed ekran. Na pewno wielkim plusem jest w tym przypadku wykonanie graficzne bossów :)
"Dalej nie ma sensu rozmawiać, bo ty przychodzisz i zaczynasz robić politykę, ja nie chcę tu z tobą politykować tylko rozmawiać o tym jak jest. Oczywiście teraz zrobisz ze mnie głupka, bo jesteś wielki polityk, ale ja się nie dam, bo wstaję i mam ciebie i twoje gadki w d... " ~ Lio