*

Offline Dred

  • *****
  • 515
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
NKR - Nieznany Kanon Rocka
« dnia: Wrzesień 21, 2015, 19:11:37 »
Temat kontynuujemy ze starego forum, w poście następnym znajdą się moje nowe znaleziska.

NKR - Nieznany Kanon Rocka. Pojęcie ukute przez nieodżałowanego Tomasza Beksińskiego w swoich audycjach w latach dziewięćdziesiątych, w których prezentował wykonawców sprzed lat mało znanych, lecz bardzo dobrych. O co chodzi tak na prawdę? O digging muzyczny. O odkrywanie nowych, fascynujących dźwięków z lat 60'tych i 70'tych. Takie zespoły jak Beach Boys, Doors, Pink Floyd, Led Zeppelin i podobne są na prawdę dobre, a nawet wyśmienite... ale ile można słuchać tego samego? Nie rozwijając się człowiek jedynie stoi w miejscu, a nawet się cofa.

Słuchaną muzykę biorę głównie z dwóch blogów -> rockasteria.blogspot.com i podobnie brzmiący therockasteria.blogspot.com. sporo też można powyszukiwać na progarchives.com, rateyourmusic i stronach zawierających artykuły o scenach muzycznych z danego kraju:

Australia: http://milesago.com/
Nowa Zelandia: http://www.sergent.com.au/music/nzmusic.html
RPA: http://www.rock.co.za/
Japonia: http://japrocksampler.com/

 
A tutaj mała szczypta tego co można ciekawego posłuchać.

http://www.youtube.com/watch?v=suF78CWla6g

http://www.youtube.com/watch?v=d26ZPnSsP2o

http://www.youtube.com/watch?v=NOlr4ZUrhi0

http://www.youtube.com/watch?v=3k6oVPGzEg8

http://www.youtube.com/watch?v=Xj6kTanKlrw

http://www.youtube.com/watch?v=j-Hdmm304Uw
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 21, 2015, 19:19:48 wysłana przez Dred »

*

Offline Dred

  • *****
  • 515
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
Odp: NKR - Nieznany Kanon Rocka
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 21, 2015, 19:59:55 »


ostatnio TROSZECZKĘ musnąłem tematykę francuskiego prog rocka. i to zupełnym przypadkiem - przeszukując ofertę wydawniczą japońskiej wytwórni Captain Trip Records, natknąłem się na okładkę debiutu żabojadowego Clearlight, która, jak się możecie domyśleć, zaintrygowała mnie. i mogę Wam potwierdzić, że okładka jest równie dobra co zawartość muzyczna. od pierwszego razu płytę przesłuchałem chyba z 10 razy, i nadal nie mogę przestać jej chłonąć i nią się fascynować. jest niesamowita.

wyobraźcie sobie takiego Jarre'a, tyle że z instrumentarium rozbudowanym o te bardziej tradycyjno-rockowe "przeszkadzajki". całość podzielona na dwuczęściową, instrumentalną, bardzo przestrzenną (space'ową?) suitę.

https://www.youtube.com/watch?v=W2K-fx3uoeo

jest także (podobno) najbardziej znany francuski zespół progresywny, czyli Ange. chłopaki śpiewają w swoim rodzimym języku:

https://www.youtube.com/watch?v=Ei3Xq-b52BQ

https://www.youtube.com/watch?v=5zN_PIPAMmw

a jak komuś muzyka francuska kojarzy się przede wszystkim z "seksownymi" kobiecymi wokalami, jest też coś i dla nich.

https://www.youtube.com/watch?v=CNb8rU9vi1k

i na sam koniec jeszcze coś takiego:

https://www.youtube.com/watch?v=xguNKeK2lSg

*

Offline Dred

  • *****
  • 515
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
Odp: NKR - Nieznany Kanon Rocka
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 10, 2015, 00:16:32 »
chyba w końcu udało mi się znaleźć to co mnie interesowało od zawsze - czy istnieje w ogóle jakakolwiek chińska (niech juz nawet będzie z Hong Kongu lub Tajwanu) psychodelia... :D

tylko kuźwa, jak to (i gdzie) znaleźć, pobrać, kupić czy cuś......

https://rateyourmusic.com/release/album/%E5%B0%A4%E9%9B%85/%E5%B0%A4%E9%9B%85%E5%8D%97%E9%81%8A%E7%AC%AC%E4%B8%80%E5%BC%B5%E7%B4%80%E5%BF%B5%E9%87%91%E5%94%B1%E7%89%87/

koks, pomógłbyś?


also, słucham sobie dzisiaj The 13th Floor Elevators. niby dość typowy dla swej epoki psychodeliczny rock/garaż, ale biorąc pod uwagę datę wydania albumu, można powiedzieć o wizjonerstwie. no i ten elektryczny (?) dzban (jug) w składzie. nie można też mówić o jakimś super duper wykopie muzycznym, bowiem są oni uznawani za klasyków lat sześćdziesiątych.

https://www.youtube.com/watch?v=47SI1FddVqY

i jeszcze cosik takiego po randomie z mojej playlisty dzisiejszej. zwą się The Rainbow Press, są z USA i prezentowali bogato aranżowany psychodeliczny pop, który, zdaniem mojego kochanego taty, przypomina miejscami The Moody Blues.

https://www.youtube.com/watch?v=32VXO_Ph7nI

*

Offline Dred

  • *****
  • 515
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
Odp: NKR - Nieznany Kanon Rocka
« Odpowiedź #3 dnia: Grudzień 07, 2015, 02:45:26 »

dzisiejszy wykop, włoska odpowiedź na The Velvet Underground. na pewno cała płyta wymaga co najmniej kilku przesłuchań. na razie nie mam wyrobionej opinii na temat krążka.

https://www.youtube.com/watch?v=a0SqXyxAVis

na pewno przed przesłuchaniem warto przeczytać fenomenalną (jak zawsze) recenzjofelietonoartykuł Juliana Cope'a.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 07, 2015, 02:47:32 wysłana przez Dred »

*

Offline Dred

  • *****
  • 515
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
Odp: NKR - Nieznany Kanon Rocka
« Odpowiedź #4 dnia: Grudzień 11, 2015, 00:54:30 »

Fumanzoku, japoński zespół, który nagrał tylko jedną płytę (prawdopodobnie wydaną prywatnie w jakimś komicznie małym nakładzie dla krewnych i znajomych królika). znaleźć o nim info nie mogę żadnego, nawet po japońsku...

pierwsza strona zawiera kompozycje folkowe (co jest kłamstwem, bo jeden wałek zahacza o całkiem pieniężny funk), zaś druga strona oryginalnego placka to utwory dużo bardziej zadziorne, hard rockowe. całość utrzymana w bardzo pogodnym, radosnym klimacie. myślę, że płytka nawet najbardziej zanurzonego w depresji osobnika by pobudziła do życia. :) nie jest to oczywiście jakieś nie wiadomo jak odkrywcze granie, więc nie spodziewajcie się żadnego nie wiadomo jakiego odkrycia.

zaś jeśli potrzeba Wam czegoś, co by było idealnym soundtrackiem przy okazji przedświątecznego gotowania i chcielibyście w jakiś sposób podbić tą miłą atmosferę, słuchajcie śmiało. :)

najbardziej wyróżnia się kawałek inspirowany dokonaniami Black Sabbath. ale za to są to Sabbsi obdarci z tego gitarowego ciężaru, duchoty. i tak, wychodzi to utworowi na zdrowie. https://youtu.be/LO2qM555X-0?t=7m36s

nawet Julian Cope nic nie wie o tym zespole. ;_;
« Ostatnia zmiana: Grudzień 11, 2015, 00:56:44 wysłana przez Dred »

*

Offline Dred

  • *****
  • 515
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
Odp: NKR - Nieznany Kanon Rocka
« Odpowiedź #5 dnia: Grudzień 24, 2015, 13:10:22 »
nieznany kanon rocka cały czas się poszerza (przynajmniej w mojej świadomości), czytaj: strasznie dużo ostatnio dobrej muzyki poznałem, ale nie miałem czasu kompletniej o niej pisać. w przerwie świątecznej na przykład zafunduję Wam mały przeglądzik amerykańskiego rocka progresywnego (i nie, nie będę tam pisał o Kanzas, Boston i Styx xD bo ich zna każdy... inna sprawa, ze Kanzas są chujowi na dłuższą metę), zaś ostatnią noc spędziłem na ściąganiu co ciekawszych kąsków z nurtu krautrocka, w tym poznałem przepyszną płytę koncertową niemieckiego Grobschnitt.



jak to ktoś ładnie stwierdził, Grobschnitt są jakby hamburgerowym ekwiwalentem krautrocka. w głównej mierze progresywni, nawiązujący muzycznie do klasyki (w sensie Bach, Mozart i reszta ekipy), zaś aranżacyjnie muskali kosmicznymi syntezatorami. tylko że to wszystko jakieś takie jest podejrzanie... przystępne, w porównaniu do chociaćby Amon Duul II, czy pierwszych płyt Tangerine Dream i Guru Guru. i tak sobie egzystowali, grali koncerty (z ciekawymi akcentami humorystyczno-parateatralnymi). no i mieli jeszcze suitę na drugiej płycie, która się nazywała Solar Music.

https://www.youtube.com/watch?v=vwpwlIJv5m8

w związku z tym, że całkiem im się ona udała to ją dodali do setlisty koncertowej. a że lubili muzykować na scenie, to im się przez te prawie dziesięć lat ta suita rozciągnęła z piętnastu minut do o kurwa ja pierdole ponad godziny. i pewnego dnia pan lider zespołu Eroc zabrał na jedno tournee iluśtamścieżkowy magnetofon i zaczął nagrywać koncerty... efektem tego była już na początku wspomniana płyta koncertowa Solar Music - Live.

muzycznie mamy tutaj połączenie symfonicznego prog rocka w stylu Yes z wspomnianymi wcześniej elementami krautowo-space'owymi w klimacie Hawkwind, Flojdów z okresu Ummagummy, Amon Duul II, czy Ash Ra Tempel. tyle że w przeciwieństwie do ich wcześniejszych dokonań te są tu jeszcze bardziej widoczne.

https://www.youtube.com/watch?v=IJJOB5NxQQ4

niby całość jest podzielona na kilka utworów, ale (jak wieść gminna niesie) ponoć muzycy podzielili toto na osobne wałki tylko po to, żeby dostać więcej tantiemów od wytwórni xD beka, c'nie

mam w ogóle zamysł stworzenia kiedyś mojego prywatnego top (ileśtam) mało znanych płyt koncertowych i z pewnością tą płytę tam dodam:3
« Ostatnia zmiana: Grudzień 24, 2015, 13:14:04 wysłana przez Dred »

*

Offline Dred

  • *****
  • 515
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
Odp: NKR - Nieznany Kanon Rocka
« Odpowiedź #6 dnia: Grudzień 29, 2015, 14:44:43 »
dziś rano dotarły do nas informacje o śmierci Iana Willisa, a kilka dni temu zmarła równie ważna postać dla światowej sceny rock 'n rollowej, o której to śmierci niestety donoszą tylko media australijskie. mowa tutaj o Stevie Wright'cie.



wokalista niegdysiejszego The Easybeats. nazwę pewno słyszycie po raz pierwszy, ale zapewniam Was, że ich największy hit na pewno chociaż raz w życiu słyszeliście. a mowa tutaj o Friday On My Mind.

https://www.youtube.com/watch?v=rBJLoYd8xak

zaraz po premierze i zdobyciu szturmem światowych list przebojów, Friday On My Mind stało się standardem muzyki rockowej. coverowało go wielu, zaczynając od Dawida Łucznikowskiego, przez Gary'ego Moore'a, a kończąc na Bruce'ie Springsteenie.

Stevie Wright był jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobowości w zespole, dzięki bardzo charyzmatycznej prezencji sceniczej, zdobył serca sporej części światowej nastoletniej populacji żeńskiej. no może nie tak bardzo jak Stonesi, czy Rzuczki, ale... w Australii na pewno. :D mieli tam nawet swój odpowiednik beatlemanii, zwanej "Easyfever".

obok znakomitego duetu kompozytorskiego Vanda-Young, był jednym z powodów, dla którego Easybeats szybko zdobyli sławę była na pewno osobowość sceniczna Steviego. krótkotrwała i dość mikroskopijna względem karier innych wykonawców (Beach Boys, Beatles, The Who, itp itd), ale i tak niewątpliwie ważna.

https://www.youtube.com/watch?v=cNiY0siZY3Y

zmuszeni do szybkiego zwinięcia swojej działalności w stolicy Wielkiej Brytanii (w głównej mierze z powodu zaciągniętych długów na poczet nieudanej kariery), kapitulowali się do rodzinnego Sidney. jak mozna domyśleć się, nastroje w zespole zbyt wesołe nie były, toteż sama działalność The Easybeats w roku 1969 została zakończona.

https://www.youtube.com/watch?v=VxBhylDviSc

sam Stevie zaraz po rozwiązaniu kapeli, zanurzył się w narkotycznym uzależnieniu, z którego to powodu nigdy już nie wrócił do takiej sławy, jaką osiągnął ze swoimi dawnymi kolegami w latach swojej świetności. choć dawał czasem światu, że jednak gdy chce, to potrafi.

https://www.youtube.com/watch?v=lPveBD6WWXc

https://www.youtube.com/watch?v=Dvw1sRjzhC4

już nigdy nie powrócił do regularnej działalności artystycznej. jednak pozostał niegasnącą ikoną w sercach swoich kangurzych fanów z (ich) dzieciństwa.



Cytuj
Stevie died peacefully with son Nick by his side, on 27 December 2015 aged 68.

w ramach ciekawostki tylko napomknę, że gitarzysta The Easybeats, George Young, pochodził z bardzo umuzykalnionej rodziny. jego rodzonymi braćmi jest para równie utalentowanych wiosłowych. tak, chodzi mi tutaj o Angusa i Malcolma Youngów. ;)
« Ostatnia zmiana: Grudzień 29, 2015, 14:59:44 wysłana przez Dred »

*

Offline Dred

  • *****
  • 515
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
Odp: NKR - Nieznany Kanon Rocka
« Odpowiedź #7 dnia: Styczeń 10, 2016, 23:59:12 »
nie wiem, czy przez dłuższą chwilę będę miał możliwość postowania tutaj moich okazjonalnych wpisów, ale natenczas, zapraszam do lektury prywatnego top 40 nie do końca znanych klasyków rockowych z lat minionych autorstwa Jacka Leśniewskiego. znany głównie jako właściciel warszawskiego Megadiscu (tak, to ten pan, co zabił Dziada wzrokiem na  pytanie "czy ma Pan może jakieś italo disco" xD), zaś przed laty dzięki znajomości z rednaczem Tylko Rocka, prowadził comiesięczną kolumnę "Magical Mystery Tour" w tymże czasopiśmie. miłej lektury. skany pochodzą z forum rockjazz.pl, a wykonał je user o nicku Majkel.

część pierwsza

część druga

a sam mam pomysł na co najmniej dwa ciekawe posty, w tym na prawdę jeden rodzyneczek, który nawet dla mnie jest maksymalnie egzotyczny. a przeleciały mi przez odtwarzacz takie "dziwolągi" jak progpsych z wyspy Fiji (z której dymią się papierosy). ;)

*

Offline Dred

  • *****
  • 515
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
Odp: NKR - Nieznany Kanon Rocka
« Odpowiedź #8 dnia: Luty 20, 2016, 09:58:05 »

San Francisco i tamtejsza bohema artystyczna lat sześćdziesiątych z Bay Area jest po dziś dzień celebrowana (choćby wspomnieć o Grateful Dead, Big Brother and the Holding Company, Jefferson Airplane, Santanie, Creedence Clearwater Revival... i wielu innych). Nie ma co się rozwodzić, można powiedzieć że to był obiekt centralny kontrkultury hipisowskiej. Z Detroit już jest trochę gorzej, aczkolwiek nie można określić The Stooges, Blue Cheer, MC5 czy Funkadelic/Parliment mianem wykonawców zapomnianych. A czy ktokolwiek słyszał o tzw. The Bosstown Sound?

I tu jest problem, w dodatku dosyć skomplikowany. Wśród odbiorcy spoza USA może występować całkowicie zrozumiały brak wiedzy w tymże aspekcie (pominąwszy kolekcjonerów i pasjonatów). Zaś (wtedy) potencjalny odbiorca wykonawców w Bostonu będzie jak najbardziej podany wyżej termin znać, lecz w pierwszej kolejności określi bostońskich wykonawców mianem kiczu, produktami nachalnej kampanii reklamowej, oraz chamską próbą zarobienia zaplutego establishmentu na wyzwolonych, antykomercyjnych hipisach.


W oczach dziennikarzy wielu poczytnych wśród młodych czasopism (Rolling Stone i inne "podziemne" periodyki), takie zespoły jak Ultimate Spinach, Orpheus, The Beacon Street Union czy Eden's Children zupełnie nie miały żadnego wspólnego mianownika muzycznego i nie grzeszyły oryginalnością przy okazji. Najbardziej jednak krytykowano agresywną kampanię reklamową.

Oczywiście bostońskie zespoły nie były czystym owocem ściśle wyreżyserowanego i masowego produktu, jak to miało na przykład miejsce w przypadku japońskich zespołów "group sounds" (klony Beatles'ów), których każdy aspekt prezencji medialnej (łącznie z muzyką, teksami, nazwami grup, jak i pseudonimami scenicznymi) był efektem taśmowego wytwórstwa firmy Watanabe Productions. O nie nie nie. Boston od zawsze był ważnym amerykańskim ośrodkiem kulturowym. Pomijając już znaczenie historyczne miasta, to właśnie stamtąd wywodzą się Bob Dylan i Joan Baez, gdzie pierwszy BYŁ bardem i JEST symbolem tamtej epoki. Wszystkie wymienione wyżej kapele powstały w jak najbardziej naturalny sposób i tak samo tworzyły wykonywaną muzykę. Zaopiekował się nimi po prostu niejaki Alan Lorber.

Jak twierdzi najbardziej zainteresowany, była to najzwyklejsza kampania reklamowa. Ba, był już wprawiony w swoim fachu i działał według wypracowanego schematu. Różnica była taka, że promowani wykonawcy pochodzili z tego samego miasta. Pan Lorber (tak mi się przynajmniej wydaje) już z pewną dozą obiektywizmu wysnuł teorię, jakoby zespoły reprezentujące The Bosstown Sound były zwyczajnymi chłopcami do bicia bardzo wrogo nastawionej kontrkultury. Szalę goryczy (w ich oczach) przeważył fakt wiązania się najważniejszych przedstawicieli tego nurtu z MGM Records. Istnieje jeden problem - czyż inne psychodeliczne zespoły nie miały podpisanych umów z gigantami rynku? Oczywiście, że miały. Myślę, że nie krytykowano w ten sposób zespołów z Zachodniego Wybrzeża dlatego, że już od dłuższego czasu mieli rangę po prostu ikon.

Mogłoby się wydawać, że negatywne opinie dziennikarzy mogą być dodatkową, darmową, reklamą. Lub choćby zakorzeniony w amerykańskiej świadomości bostoński bunt. Nie tym razem, niestety. Mimo początkowego powodzenia na rynku, sprzedaż dramatycznie spadała w dół, zaś z końcem 1969 roku wszystkie, bądź prawie wszystkie kapele, zakończyły działalność. Jedynym miejscem, gdzie omawiani muzycy cieszyli się popularnością był oczywiście rodzinny Boston, gdzie wielokrotnie grali wyprzedane koncerty, choćby w kultowym klubie The Tea Party. Należy nadmienić, że w znakomitej mierze nabywcami albumów "bosstownsowskich" byli studencji Harvardu.

W moich uszach jednak... Muzyczne pokrewieństwo jest jak najbardziej zauważalne. I nie jestem odosobniony w swojej opinii. Cały czas bostońskich wykonawców odkrywają coraz to nowi odbiorcy. Nie można tu jednak mówić o drugiej młodości The Bosstown Sound na miarę gigantycznego wypłynięcia z otchłani zapomnienia młodych i gniewnych Niemców z Zachodu po wydaniu książki Krautrocksampler Juliana Cope'a. To nadal jest nieznany kanon rocka.

PS. Ciekawostką jest, że jedynym miejscem w USA, gdzie The Velvet Underground za czasów swojej działalności grał dla pełnych sal był właśnie Boston.


ciąg dalszy nastąpi, jeszcze dziś, natenczas zostawiam Was z wincyj info, i maluteńką dawką muzyki.
« Ostatnia zmiana: Luty 20, 2016, 13:10:11 wysłana przez Dred »

*

Offline Dred

  • *****
  • 515
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
Odp: NKR - Nieznany Kanon Rocka
« Odpowiedź #9 dnia: Maj 24, 2016, 22:16:15 »
jeśli do tej pory nie wiedzieliście, że Beyonce na swojej najnowszej płycie zasamplowała utwór pewnej multietnicznej kapeli, która swoją jedyną płytę wydała w nakładzie 200 egzemplarzy w Meksyku, to teraz wiecie.

https://www.youtube.com/watch?v=zkQt5mXcdDE&feature=youtu.be

http://www.vibe.com/2016/05/what-millennials-should-know-about-kaleidoscope-on-lemonade/?utm_source=share-fb&utm_medium=button&PageSpeed=noscript

https://www.youtube.com/watch?v=lIvs6jDQjW0 <- swoją podejrzanie dobry i zjadliwy electropop. w chuj to dobre! o_O

do bardziej wyczerpujących postów wrócę niebawem, teraz mam ważniejsze rzeczy na głowie.

*

Offline Dred

  • *****
  • 515
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
Odp: NKR - Nieznany Kanon Rocka
« Odpowiedź #10 dnia: Czerwiec 11, 2016, 18:20:42 »
miał to być krótki wpis do "Czego teraz słuchacie?", a wyszedł cały wpis do NKR-u. no cóż.



Freedom's Childrem -  Astra (1970) long story short - biała kapela południowoafrykańska grała sobie pop-psychodelię (coś pomiędzy Donovanem a Beatlesami), dopóki nie wyjechali podbijać światowego rynku muzycznego. w Londynie trwała, wiadomo, w najlepsze epoka Dzieci Kwiatów, więc prędzej czy później natrafili na dwie groźnie używki - LSD i organy Hammonda (druga substancja psychoaktywna jest z kolei dużo groźniejsza od pierwszej). wszystko by było spoko, gdyby nie apartheid, panujący w RPA...

...ale jak to, przecież wyjechali do Wielkiej Brytanii, tam nie było żadnego reżimu! no nie było, ale Brytole w związku z panującymi rządami białej mniejszości w Południowej Afryce nałożyli na tenże kraj sankcje ekonomiczne. jedną z owych sankcji było uniemożliwienie imigrantom zarobkowym z RPA w Anglii legalnej pracy. przez co zespół nie mógł legalnie koncertować, podpisywać kontraktów z wytwórniami płytowymi... nie mówiąc już o jakiejkolwiek legalnej pracy.

mimo tego, że sami siebie nazwali Dziećmi Wolności i otwarcie sprzeciwiali się polityce apartheitu. taki myk.

po półtora roku pracy na czarno, razem z zapasem kolorowych znaczków pocztowych i śmiertelną dawką organów Hammonda, powrócili w rodzinne strony, gdzie nagrali nieprzeciętną drugą płytę, o nazwie Astra. nazywają ich afrykańskimi Flojdami. i to jest dobre porównanie! gdyby nie ta przeklęta polityka, pewno by mieli na całym świecie równie wielki status, co i Kamanda Pinka Fłojda. progresywna iście kosmiczna psychodelia, ale w przeciwieństwie do Pink Floyd, grają dużo ostrzej. dodatkowo troszkę folku i afrykańskiej (czarnej!) rytmiki, którą przesiąknąć muzycy musieli. wszak czarni i Koloredzi to większość etniczna w tym kraju.

sam tą płytę słucham od prawie roku. na początku wrażenie robił na mnie tylko drugi z kolei kawałek, reszta wydawała się być jakaś taka miałka. jak się okazało, przeważającą rolę w moim odbiorze płyty miała skopana po całości reedycja południowoafrykańska. nie dość, że źródłem wyjściowym nagrań był zjechany niebotycznie czarny placek (płyta jest rarytasem - wydana tylko raz, w 1970 roku i ciężko ją zdobyć, zwłaszcza teraz, gdy kolekcjonerzy z całego swiata dowiedzieli się o niej + taśmy matki spłonęły), to bonusowo jeszcze całość skompresowano do granic zdrowego rozsądku. brzmienie było na tyle dusznie i bez jakiejkolwiek przestrzeni , że płytę musiałem słuchać z przerwami.

niemieckie Shadoks zrobiło nową reedycję na bazie  oryginalnych egzemplarzy tej płyty (każdy w najlepszym możliwym stanie technicznym) dzięki kontaktom szefa wytwórni z audiofilami z całego świata... i przy okazji dali fajny, ciepły i dynamiczny remastering. BAJA.

no i obecnie od płyty uwolnić się nie mogę. Atom Heart Mother, Meedle... postawcie to tam gdzieś obok.

nagrali jeszcze dwie płyty, potem się rozpadli. część byłych muzyków Freedom's Children założyła zespół Hawk (vel Jo'Burg Hawk). mniej odlotowy muzycznie od Dzieci Wolności, lecz za to muzycy (biali i czarni) eksplorowali dziedzictwo kulturowe tubylczej ludności Afryki na progresywnorockową nutę. również próbowali z karierą na Wyspach Brytyjskich, ale tym razem ich wyrolował menagement (kruczki w umowie). oh the irony!
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 12, 2016, 13:02:18 wysłana przez Dred »

*

Offline Dred

  • *****
  • 515
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
Odp: NKR - Nieznany Kanon Rocka
« Odpowiedź #11 dnia: Wrzesień 11, 2016, 02:34:59 »

http://lightintheattic.net/releases/2128-turn-onto-music

Cytuj
Transferred from original master tapes by Steve McGough at Stebbing Studio

W KOŃCU

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆJACHCETOMIEĆAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

płytę znam od paru dobrych lat, jest bardzo dobra. na prawdę oryginalna, mimo tego że prawie cały repertuar to covery.

i mimo tego, że  wszystkie do tej pory dostępne reedycje to były bootlegi (rzecz logiczna - nieoficjalne), których "taśmy-matki" to były zjechane, porysowane oryginalne kopie tej płyty. nie wspominam już o tym, że sam "remastering" był wykonany chujowo.

rozimprowizowany funky-psych z wyspy Fidżi, mocno idący w stronę progresji niekiedy. fuzz, wah-wah, mocny "czarny" wokal przewodzącego wokalisty - wszystko czego dusza pragnie.

a czego jeszcze dusza pragnąć by mogła? organów Hammonda? mają je tam? a juści!

między Hendrixem a Santaną, z dużą dozą własnych pomysłów. przede wszystkim, czuć plażowo-tropikalny klimat.

a rok temu to wznowili biorąc materiał wyjściowy z master tejpsów. jak fajno, w końcu będę mógł rozkoszować się tą muzyką jeszcze lepiej niż do tej pory!

jeszcze ciekawsze jest to, że oficjalnym wznowieniem zajął się nowozelandzki Universal.

mniej fajne jest to, że mainstreamowa wytwórnia zdecydowała się ograniczyć nakład do 300 kopii na cały świat... :( jak łatwo zgadnąć, nakład już się wyczerpał, a za chwile te wznowienie będzie warte tyle co oryginalne kopie "Turn Onto Music".

no i nie zanosi się na to, żeby toto wznowiono oficjalnie na CD. :(

https://www.youtube.com/watch?v=WtRrLS4Tk6c

https://www.youtube.com/watch?v=e-vVjDo64yM

https://www.youtube.com/watch?v=hWFVCtg9-Og

https://www.youtube.com/watch?v=O_qjA0FfGh8

http://www.ebay.pl/itm/LP-MANTIS-Turn-Onto-Music-NEW-SEALED-NEW-ZEALAND-FUNK-ROCK-REISSUE-Ltd-300-/161947472397 kup mi to ktoś, proszę ;____________________________;

btw, http://diskunion.net/rock/ct/detail/RT160815-RS-00 mało NKR-owo (bo to raczej ZKR), ale bardzo mi się to podoba dla mnie.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 11, 2016, 03:01:29 wysłana przez Dred »

Odp: NKR - Nieznany Kanon Rocka
« Odpowiedź #12 dnia: Wrzesień 13, 2016, 11:56:19 »
Dlaczego nie piszesz do żadnego serwisu, chociażby Musicamok?
Ja się zaczytuję tym wątkiem niezależnie czy to co serwujesz podchodzi pod me gusta. Szkoda to kisić w naszym wąskimi gronie.

*

Offline Dred

  • *****
  • 515
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
Odp: NKR - Nieznany Kanon Rocka
« Odpowiedź #13 dnia: Wrzesień 13, 2016, 14:05:32 »
kurde, nie wiem... można spróbować i zagadać do Konopnickiej. :) chyba dobry pomysł

*

Offline Dred

  • *****
  • 515
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
Odp: NKR - Nieznany Kanon Rocka
« Odpowiedź #14 dnia: Listopad 27, 2016, 03:53:18 »


mały punkt zwrotny wydarzył się w moich NKR-owych poszukiwaniach. gdybym miał stopień naukowy, mógłbym to nazwać swoimi badaniami. ech, może kiedyś? może...

jakoś tak rok temu zacząłem się zastanawiać, czy były jakieś kapele psychodeliczne, bądź progresywne w Chinach.

Chiny Ludowe i Demokratyczne odpadają, bo wiadomczak. tak jak w przypadku Rosji, jakakolwiek sensowna scena rockowa w kontynentalnych Chinach tworzy się dopiero w latach osiemdziesiątych. but still, łatwo nie mają.

Hong Kong jakoś mało mnie jara kulturowo, nie wiem czemu. ale ponoć coś tam było. oczywiście nie to, czego się spodziewałem. bo ciężko nazwać projekty studyjne Oscara Younga z muzykami zmieniającymi się od sesji do sesji studyjnej jakąś sceną muzyczną, zjawiskiem społeczno-kulturowym. ot, wszystko zależało od wizji jednego gościa, a o jemu podobnych nic mi nie wiadomo.

https://www.youtube.com/watch?v=sz-wVUkg4WE nic ciekawego, taki tam gitarowy surf-lounge. troszkę bardziej orientalni The Ventures. i organy.

https://www.youtube.com/watch?v=u2cMBZlsQlY zapomniałem o tym... nawet fajne. nagrali podobno tylko jednego singla w tym stylu. zero info. zero. artykuły na chińskiej wiki tyczące się psych rocka są lakoniczne i skupiają się tylko na Zachodzie.

Pozostaje Republika Chińska, czyli Tajwan. od połowy lat siedemdziesiątych zaczęła się tworzyć na kampusach uniwersyteckich nurt protest songu studenckiego. adepci nauk wyższych, rozgoryczeni skrajnoprawicową polityką Kuomitangu, jak i pozostawieniem Formozy samej sobie przez świat Zachodu (przy jednoczesnym, wszechogarniającym zalewie produktów popkultury USA-ńskiej), zaczęli wyrażać swoje niezadowolenie.

https://www.youtube.com/watch?v=OEw9y5uPoe4
now, that's more like it! może nie prog rock per se, ale na pewno coś tam jeszcze się kryje. no, musi! MUSI MUSI MUSI! i ja to sprawdzę!

charakterystycznym dla tegoż nurtu jest połączenie brzmień z okolic Bostonu (Massachusetts) z ichniejszą tradycją ludową, zarówno w warstwie brzmieniowej, jak i instrumentalnej. o warstwie lirycznej nic mi nie wiadomo, ech...

czołowym przedstawicielem tegoż nurtu jest niejaki 楊弦 (Yang Xian).



ów gatunek muzyczny był tam rzekomo popularny aż do początku lat dziewięćdziesiątych. w tym momencie Wiki zawodzi, albowiem chodzi im tutaj chyba o kręgi inteligenckie, studenckie. wczoraj przeglądałem listę bestsellerów muzycznych na Tajwanie... i prócz OST z Titanica (?!), prawie wszystko to całkiem nam współczesny chiński pop.

i właściwie tylko tyle wiem. reszta jest zawarta w krzaczorach, których nieznajomość mnie wkurwia niemożebnie. obecnie na uczelni walczymy o to, żeby nam zamiast łaciny dali chiński na trzecim roku. NO JA MAM NADZIEJĘ!

https://www.youtube.com/watch?v=Mg2P0jYotOc
https://www.youtube.com/watch?v=MKBS7WAepZE
http://www.eng.fju.edu.tw/Literary_Criticism/cultural_studies/migration.htm <- dużo info, z którego skorzystać nie mogę. GRRRR. (btw, Google Translate wywala brednie, także sobie odpuście komcie tego typu xD) swoją drogą, to jest jakieś opracowanie na stronie uniwersyteckiej, hm...

i nagle przez przypadek....

https://www.youtube.com/watch?v=pxa52i-znlA


co, c-co TO?! te brzmienie, ten sposób w jaki rozbudowuje się utwór... te syntezatory... TO WSZYSTKO WŁAŚCIWIE!

i dodatkowo brzmi, jakby nagrano to parę dekad wcześniej...

czyżby... to był... nie, to nie może być prawda

https://www.youtube.com/watch?v=pxa52i-znlA *wciskam F5*

*pięć minut później*

ROCK PROGRESYWNY! ROCK PROGRESYWNY Z TAJWANU! OŻ TY W DUPĘ!

ale no nie może być aż tak różowo... data nagrania to 1982, ale na bezrybiu i rak ryba, prawda? dodatkowo, to na prawdę ZAJEBIŚCIE brzmi. już chyba z dwudziesty raz go sobie zapętlam i nacieszyć się nie mogę. :')

https://www.youtube.com/watch?v=4zBon_tBuOg tutaj też na baaardzo wysokim poziomie.

no ale, nie może być aż tak różowo, prawda? pobieżnie sprawdziłem inne kawałki z płyty jest bardzo różnorodnie, choć stylowo. jest blusik, jest reggae, jest też proste granie na gitarze i dmuchanie w harmoszkę, tak jak Pan Dylan powiedział.

myślicie, że to można gdzieś bez problemu ściągnąć sobie? phi! internet przyszedł i mnie wyjaśnił, z łokcia tak na łeb na ryj. wali mnie on.

kupić? jakieś reedycje?

xD

na Wikipedii twierdzą, że pan 羅大佑 (Luo Da You) jest ikoną ichniejszego show-bizu (popkultury), także w Chinach. fajnie, nie? znajdę sobie coś gdzieś do kupienia z łatwością, nie?

A TAKIEGO!

Yesasia, chiński Amazon, jeden tajwański sklep przypominający Amazona, Yahoo Auctions i Ruten (też serwis aukcyjny) - wszystkie te źródła zgodnie twierdzą, że dostać mogę jedynie składanki z twórczością obu panów. WALĘ KURWA SKŁADANKI, MNIE WYCHOWANO, ŻE ALBUMY SIĘ SŁUCHA W CAŁOŚCI, A NIE POJEDYNCZO.

oryginały? jedynie first pressy. debiucik pana Yang Xiana tylko na czarnym placku. w przypadku Luo Da You mam do wyboru LP, kasetę i CD... tak, pierwsze wydanie CD z '82 roku. xD

edit: okazało się, że box składankowy z twórczością pana Yang Xiana jest w rzeczywistości boksem zawierającym aż trzy płyty, w tym debiut! :D a w przypadku pana drugiego nadal pszyps...

ceny? od 190 naszych złotych do nawet czterech stów, yay. cudnie!

kiedyś może będę dziennikarzem i pisał/opowiadał o takich w kurwę ciekawych rzeczach ludziom. bo jak inni dowiedzą się czegoś nowego dzięki mnie i potem jeszcze komuś o tym innemu opowiedzą  to wtedy czuję dobrze.

kiedyś może uda mi się też znać na tyle dobrze te języki (chiński i japoński), że będę mógł tą muzykę lepiej zrozumieć. nie tylko jeżeli chodzi o tekst, ale także w kontekście, w jakich okolicznościach powstała. jaką historię za sobą kryją muzycy, ich otoczenie, zarówno to bliższe (społeczeństwo), jak i dalsze (władza). poza tym, człowiek ucząc się języka, uczy się też myśleć w taki sposób, jak ludzie nim się posługujący (potwierdzone info).

kiedyś może założę sobie reissue label i będę wznawiał wszystko to co zapomniane, aby było znane i lubiane. bo wtedy fajnie jest!

kiedyś....
« Ostatnia zmiana: Listopad 27, 2016, 05:25:27 wysłana przez Dred »