Rainbow Islands - The Story of Bubble Bobble
*

Offline Mcin

  • **
  • 454
Rainbow Islands - The Story of Bubble Bobble
« dnia: Września 28, 2021, 22:18:43 »
 

Kontynuacja, która nie jest kontynuacją w sensie mechaniki. No bo co,  nie ma ani bąbelków, ani smoków, ani jednoekranowych plansz. Bohaterowie niby ci sami, ale jakby nie... z resztą, to nie ten etap w rozwoju gier, żeby w zręcznościówkach była licząca się fabuła.

Nie, żebym był fanem Bubble Bobble, jakoś te smoczki i i ogólna słodziaszność nigdy mnie nie przekonały, do spółki z właściwą tylko sobie mechaniką. Tutaj do spróbowania swoich sił przekonało mnie dziwne przypomnienie, gry na telefon marki nie-pamiętam-jakiej, Mickey's Adventure 2, o kolesiu co łaził po tęczach. Grę przełaziło się w 20 minut, ale skoro po tamtej miałem dobre wspomnienia, to i tu dam radę się pobawić. Na początku pograłem, pograłem i już miałem stwierdzić, że oto kolejna gra na dwa popołudnia, aż w 3 świecie rzucono mi rękawicą w twarz.

To jednak Bubble Bobble. znowu jest kolorowo, wesoło i miło. Przemierzamy przez 7 światów po 4 etapy każdy, zbierając diamenty, power-upy i Żarło. Główną metoda ataku jest tęcza. Nie dość, ze możemy nią atakować wrogów wprost, to jeszcze strącić im ją na głowę albo zablokować im możliwość przemieszczania się. No i możemy po niej chodzić i skakać. sama mechanika ruchu po tęczy jest... hm, dziwna. Tak jak normalnie możemy chodzić i przemieszczać się z duża precyzją, to tutaj nie da się stać na stromym stoku i ruch robi się bardziej klockowy. W ogóle takich dziwności jest więcej, a to przeciwnicy przenikający nasz strzał (czyżby  błędy kolizji przy zbyt dużych prędkościach?) a to możliwość strzelania przez krawędzie ekranu, także z sufitu do podłogi. Najbardziej dały mi się we znaki jednak stacjonarne działka, nie dość, że najtrudniejsze do ubicia, to jeszcze sam tor ruchu pocisków wygląda jakby... kurde, ktoś na tile'ach te animację robił, zamiast na duszkach, jak bozia przykazała.
W ogóle ta gra jest jakaś taka jedyna w swoim rodzaju... Dopiero po zagraniu w nią rozumiem, co miał AVGN na mysli mówiąc o "Taitowatości" gier. Inaczej się nie da. Na przyklad, taka mechanika skoku - spadamy coraz szybciej... a potem wolniej, i możliwość kontroli kierunku ruchu w powietrzu jest ograniczona. Chyba podobne do Bobble Bubble, ale w sumie nie wiem, nie grałem. Normalny jest poziom trudności, rosnący z każdym poziomem. I to pomimo tego, że walczymy z tymi samymi przeciwnikami w różnych skórkach i z różnym tłem muzycznym, są tylko ciut szybsi. No i możliwość rozmowy z postaciami po poziomie, ja w sumie miałem zamiar przejść bez otwierania skrzynek po bossach, ale wymiękłem i jedną otworzyłem... przypadkiem, z rozpędu klikałem A, ale bez bonusu z niej  ni chuchu bym nie przeszedł. A wspomniałem, że bonusy ze skrzynek nie resetują się po utracie życia?

Najdziwniejsze są chyba jednak kolory. ja wiem, że NES miał paletę jaką miał, ale to poniżej to jest ŻÓŁTY diamient. no tak...
Finalnie grę przeszedłem, i tu kolejna dziwność, gra jest tak na zręcznościówkę z epoki dosyć długa, bo znając rozkład plansz przejście zajęło mi ponad godzinkę... nie był to naczas, ale grałem bez ociągania się. Ale też bez dłużyzn, czekania czy nudów, gra trzymała w napięciu.

Tyle o wersji amerykańskiej i japońskiej. Europejska to inny projekt robiony przez inne studio na bazie tego samego, automatowego materiału. Gra zdaje się być szybsza, bardziej mordercza i rozbudowana i pewnie ją łyknę... Tylko potrzebuje odpoczynku... i podłączenia Pegza, bo 60 HZ to jednak za trudne będzie.

Za wersje US dałbym ocenę 8+/10, z europejską poczekam do ogrania... ale pewni mi się spodoba, jak poprzednia...

Może nawet do Bubble Bobble się przekonam...
« Ostatnia zmiana: Października 12, 2021, 20:17:22 wysłana przez Mcin »