Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - daf

Strony: 1 ... 35 36 [37] 38
541
Opisy i recenzje gier / Odp: Spy Hunter
« dnia: Listopad 17, 2015, 16:58:16 »
Ha, faktycznie koleś na okładce wygląda trochę jak Timony Dalton, który w roku wydania gry wcielał się w postać Bonda.

Ja swoją przygodę miałem jedynie z kolejną częścią - Super Spy Hunter. W "podstawkę" nigdy dłużej nie pograłem.

542
Opisy i recenzje gier / Contra
« dnia: Listopad 17, 2015, 10:15:06 »
Ostatnio odkryłem taką grę, nie wiem czy znacie...

CONTRA | Konami 1988


Dobra, czas powiedzieć w końcu o jednej z najważniejszych gier - jeżeli nie o najważniejszej - w naszym uniwersum. Każdy się czai, ale widzę, że nikt tutaj nie ma odwagi. Zaczynam więc pisać opis gry, która w bibliotece tytułów na ośmiobitowe konsole mieści się w górnych granicach rankingów. Zdecydowanie w tych najwyższych. Biorę to na siebie. Trochę się cykam, ale piszę.

[czytać głosem Bogusława Wołoszańskiego]

Contra. Może być również i Gryzor, albo Probotector. Dla lubiących wschodnie brzmienia niech będzie i Kontora 魂斗羅. Miałem jeszcze nawet niecały rok, gdy tytuł ten został wypuszczony z rąk Konami prosto w ręce graczy, którzy czegoś takiego jeszcze na NESa nie widzieli. Na pewno nie byli przyzwyczajeni do tak płynnej gry w dwie osoby naraz, co w 1988 było rzeczą bardzo rzadką. A Contra dawała w związku z tym niesamowitą przyjemność i satysfakcję. Kim będziemy zabijać wrogów?

Bill Rizer, zwany także "Mad Dog". Imię odziedziczył po Billu Paxtonie, a nazwisko po Paulu Reiserze - aktorach występujących w filmie Alien. Znaki szczególne - aparycja Arnolda Schwarzeneggera oraz błękitne jeansy.
Razem z nim Lance Bean, dla przyjaciół "Scorpion". Lance Henriksen oraz Michael Biehn przyczynili się do wyboru jego imienia i nazwiska. Znaki szczególne - fryzura "na Rambo" oraz czerwone sztruksy.

Razem z nimi przenosimy się w daleką przyszłość - do okolic roku 2633. Jak to mawiał klasyk - cała historia zaczęła się, gdy do pobliskiego oceanu wpadł meteoryt. Ale co to właściwie znaczy "pobliski ocean"? Skonkretyzuję to, pisząc że cała akcja ma miejsce przy archipelagu Galuga, obok Nowej Zelandii. Nie otwierajcie atlasów, nie szukajcie na mapach - archipelag jest oczywiście fikcyjny, ale Nowa Zelandia istnieje naprawdę! Oczywiście w obecnych czasach, bowiem za ponad 600 lat założy tam swoją bazę pozaziemska organizacja Red Falcon i los nie tylko państwa, ale i całego znanego nam świata, stanie pod znakiem zapytania. Komandosi Rizer oraz Bean, wyszkoleni w oddziałach specjalizujących się w działaniach dywersyjnych (guerrilla warfare) rzuceni zostali na - zdawać by się mogło - samobójczą misję, w samo serce buszu. Czy uda się im przetrwać i przechylić szalę zwycięstwa na stronę całej planety?

Mapa archipelagu Galuga, pochodząca w japońskiej rozbudowanej wersji gry - Gryzor

Dobra, w końcu gramy. Na pierwszej z ośmiu map, podczas przechodzenia których coraz bliżej docierać będziemy do sedna tragedii mającej miejsce na wyspie. Gra nie jest szczególnie długa, natomiast poziom trudności jest bardzo wyważony. Osiem etapów oraz przypisane doń dwa zapasowe ordery symbolizujące życia, to absolutne - wręcz podręcznikowe - "w sam raz". Żadnego bawienia się w paski, bądź punkty energii. Dostajesz kulkę - tracisz życie. Jak na wojnie. Jak w życiu. Jak na Nowej Zelandii. Nie bawmy się w żadne półśrodki i niedomówienia. Masz trzy próby. Czy to wystarczająco? Odpal Contrę, przejdź kilka etapów i odpowiedz sobie sam.

Co z całą pewnością mogę za to powiedzieć, klimat tej gry jest niesamowity! Wiadomo - brudny, obleśny, wstrętny i obcy. Czyli taki, jaki miał być! Jak w Obcym. Jak na pokładzie kosmicznego fraktowca USCSS "Nostromo". Jak w scenariuszu pisanym przez jego ósmego - nieproszonego zresztą - pasażera. Osobiście, za to właśnie najbardziej kocham tę grę. Za nawiązania do twórczości śp. Hansa Rudolfa Gigera, do wspomnianego świetnego filmu Scotta, do innych klasycznych filmów sci-fi i akcji z lat 80. W końcu także za świetnie zrobioną animację bohaterów, swobodę grania nimi, piękną grafikę, niesamowicie wpadającą w ucho muzykę (title screen theme!). Jest to po prostu jedna z niemal kompletnych w każdym centymetrze gier na tę platformę. Zdecydowanie jedna z moich ulubionych.


Grzechem byłoby nie dodać pewnej ciekawostki dotyczącej Contry, mianowicie narastającego poziomu trudności wraz z każdym kolejnym jej przejściem. Na sprawę zwrócili uwagę MWK wraz z Lio, czego skutkiem była próba "przekręcenia" Contry na tegorocznym FamiCONie 7. Celem było przejście tego tytułu jak najwięcej razy pod rząd, bez resetowania gry. Po kilkudniowym (!) thrillerze na archipelagu, udało się przejść szlagier od Konami 14 razy pod rząd. Z każdym kolejnym przejściem przeciwnicy oraz bossowie byli coraz mocniejsi i coraz więcej pocisków byli w stanie na siebie przyjąć. Kto wie, po którym z kolei przejściu antagoniści zyskują maksymalną odporność, o ile taką w ogóle mają.


Contra to w naszych szeregach bardzo ważny tytuł. Jest włączana zawsze i wszędzie. Graliśmy w nią już siedząc w basenie, czy wyświetlając ją na namiocie. Była to przez nas pierwsza gra włączona w 2014 roku. Jej zmodyfikowane logo oraz sam tytuł znajduje przecież w nazwie naszej społeczności - jako hołd dla tej wielkiej produkcji. Produkcji, która była pierwszą grą odpaloną w moim życiu na Pegasusie. Na zawsze w mojej pamięci.

Po lewej - rozgrywka w Contrę podczas kąpieli w basenie na FamiCON 6
Po prawej - Contra wyświetlona na namiocie, rok później - na FamiCON 7

543
Opisy i recenzje gier / Odp: Ghostbusters
« dnia: Listopad 16, 2015, 10:20:36 »
Grał ktoś dłużej?

Za dzieciaka próbowałem, bo (niestety) miałem kartridż z tą grą, ale po prostu się nie dało. Nie jestem pewny, czy nie odpuściłem nawet po paru minutach "jeżdżenia" logiem Ghostbusters po ulicach. Z obecnej perspektywy czasu wcale nie żałuję zrezygnowania z prób poznania tej gry. Wg mnie nie jest po prostu tego warta.

544
Trudno Roben, jeszcze będzie okazja z tym roku wychylić i porozmawiać.

Dred, Dziat, Dodo - cieszę się bardzo i zapraszam. Może nie będzie takiej ilości gruzu jak zawsze, bo Justyna ma w niedzielę rano studia i trzeba będzie się hamować, ale myślę że i tak będzie git.

Jestem w stanie przenocować jeszcze jedną osobę.

545
Korpo w sobotę?
Weź urlop. ;)

546
Demoscena i gry homebrew / Nowa fala homebrew
« dnia: Listopad 13, 2015, 23:04:33 »
Fakt, że od premiery Famicoma minęło już ponad 30 lat, nie oznacza wcale że nikt nie produkuje już gier na tę wspaniałą konsolę. Wręcz przeciwnie - coraz więcej zapalonych pasjonatów tworzy w domowym zaciszu wspaniałe rzeczy, które najczęściej produkowane i wydawane są własnym sumptem. Dla nich liczy się przede wszystkim sama radość z pisania na bliską sercu konsolę oraz możliwość dzielenia się efektami pracy z podobnymi im miłośnikami ośmiu bitów.

W niniejszym poście zebrałem kilka gier, nad którymi trwają ciężkie prace, lecz są też takie którym udało się już ujrzeć światło dzienne. Niestety, trafiają się także tytuły, które zgubiły gdzieś po drodze większą szansę zaistnienia w postaci pełnej wersji. Każdy z tych tytułów przyczynia się jednak w znaczy rozwój sceny 8-bitowej i sprawia, że trzyma się ona dzielnie w świecie żywych. Oto subiektywna lista najważniejszych tytułów homebrew ostatnich kilkunastu miesięcy.



Star Versus | Studio Dustmop

Wyobraźcie sobie takie Asteroids, ale w multiplayerze. W dodatku w trybie "versus". Tak właśnie prezentuje się wydany już twór od Studio Dustmop. Jest to one-versus-one shooter, w którym na arenie - to jest na jednym screenie - walczy ze sobą maksymalnie do czterech graczy. Zasady niezwykle proste, a zabawa najprawdopodobniej całkiem niezła. Do wyboru mamy cztery areny, na których elementy składowe układają się losowo, co daje nam unikatową rozgrywkę za każdym razem. Statki wyposażone są w całkiem dużą ilość ataków specjalnych, zapewne poprzez zebranie pojawiających się na planszy power-upów. Oczywiście nie musimy koniecznie grać ze znajomymi, zawsze da się uruchomić tryb dla jednego gracza i w samotności śrubować swoje rekordy.

Po obejrzeniu trailera, rozgrywka wydaje się bardzo chaotyczna, ale to chyba właśnie w tym tkwi urok Star Versus. Grafika jest bardzo uproszczona, ale dzięki temu unikniemy tutaj migających spritów, a przecież podczas walki w cztery osoby musi się dziać tutaj naprawdę wiele. Zresztą dzięki takiej oprawie, tytuł ten może zawierać w sobie sporo klimatu z początku ery NESa.

Na obrazku po lewej: logo gry wraz z dwoma statkami


Sydney Hunter & The Mayan's Revenge | Collectorvision

Z jednej strony, to doprawdy świetnie zapowiadająca się gra action/adventure. Minusem jest jednak fakt, iż rozgrywką przypomina zbyt mocno wydanego przez Sivaka Battle Kida. Ba, nawet tymczasowa muzyka wykorzystana w trailerze gry pochodzi właśnie z tego tytułu. Tutaj także mamy wiele "pokoi" między którymi się poruszamy, więc nie uświadczymy w grze scrollingu planszy. Pomocne w odnalezieniu się na mapie będą wyświetlane na ekranie koordynaty, to jest współrzędne naszego położenia, a pokonanie gry ułatwią dostępne w grze checkpointy. Etapy najeżone są zagadkami logicznymi, jak i elementami zręcznościowymi.

Wszystko to jednak pojawiło się już wcześniej w Battle Kidzie. Niemniej jednak grafika, jak i sama rozgrywka osadzona w klimatach Montezumy sprawiają, że wcielenie się w Sydneya Huntera wydaje się być bardzo ciekawe, pozostaje więc życzyć powodzenia tego twórcom w doszlifowaniu tytułu.

Na obrazku po lewej: grafika promująca SNESową wersję gry


The Mad Wizard: A Candelabra Chronicle | Sly Dog Studios

W zasadzie i przy tej grze mógłbym użyć porównań do Battle Kida, jednak Szalony Mag to nieco inny typ rozgrywki. Kierujemy tu poczynaniami czarodzieja, który za pomocą magii i czarów, takich jak lewitacja bądź teleportacja, pokonuje rozmaite przeszkody na 128-miu kolejnych screenach. Przez większość rozgrywki gra przedstawia się jako logiczna, jednak pojawiają się także elementy charakterystyczne dla zręcznościówek oraz metroidvanii.

Graficznie przypomina bardzo pierwsze gry na tę platformę, które jako tło w etapach wykorzystywały czarną pustkę. Można wręcz przyrównać wygląd Mad Wizarda do gier na małe Atari. Demo naprawdę potrafi wciągnąć, ale na pewno nie jest to lekka i przyjemna pozycja dla każdego gracza.

Na obrazku po lewej: tak przedstawia się kartridż z grą na serwisie retrousb.com


The Legends of Owlia | Gradual Games

To zapowiadana już kilka lat temu gra RPG na NES, dosyć mocno kojarząca się z serią The Legend of Zelda, bądź z Crystalis. Główną bohaterką gry jest Adlanniel, która razem ze swoją towarzyszką - oswojoną sową - wyruszy w podróż aby... No właśnie, niewiele wiemy o samej grze. O fabule ciężko cokolwiek napisać, tak samo jak o samej formie rozgrywki. Są jedynie przesłanki o rozbudowywaniu umiejętności naszej bohaterki oraz samej sowy, która podczas wędrówki często będzie ratować swoją właścicielkę.

Jak to bywa w takich grach, przygotować musimy się na wiele dialogów z napotkanymi postaciami, błądzenie po mapie oraz walki z licznymi przeciwnikami. Jednak ostatnie wzmianki o The Legends of Owilia wcale nie nastrajają optymistycznie, jeżeli chodzi o wydanie w pełni ukończonej gry, więc bardzo prawdopodobne, że miłośnicy jRPG będą musieli obejść się jedynie smakiem...

Na obrazku po lewej: titlescreen gry


Super Bat Puncher | Morphcat Games

Jak dla mnie, jeden z faworytów tego zestawienia. Wspaniała metroidvania w cudownej oprawie. Ale po kolei - Ziemi po raz kolejny zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo. Tym razem, jej mieszkańcy muszą zmierzyć się z plagą nietoperzy z kosmosu. Aby temu zapobiec, wybieramy się na odległą planetę Bat, aby u samego źródła i jeszcze w zarodku, zapobiec eksterminacji ludności. Wyposażeni w wielką piąchę na sprężynie oraz otrzymując pomocne skrzydełko naszego pomocnika - ptaszka Sir Loina, ruszamy do walki z zarazą.

Super Bat Puncher czaruje gracza świetną fizyką, animacją bohatera, wyśmienicie wyważonym tempem rozgrywki oraz niezwykle oryginalnym trybem multiplayer! Bardzo podoba mi się także dotychczas wykorzystana muzyka. Słowem - oprawa audiowizualna i sam koncept gry są po prostu wyśmienite. Przyczepić można się jedynie nieco monotonnych lokacji, w których przyjdzie nam poruszać się w wersji demo.

No właśnie, dostępna jest jak na razie jedynie wersja demo i... niestety wszystko wskazuje na to, że tylko na tym się skończy. Od wielu miesięcy nie ma żadnej nowej informacji o jakimkolwiek progresie w tworzeniu gry. Jeżeli nic z tego nie wyjdzie, będzie to naprawdę wielka strata dla obecnej sceny homebrew.

Na obrazku po lewej: artwork do gry ze strony 1morecastle.com


Lizard | Brad Smith

Kolejny tytuł, który przyjmę z otwartymi rękami, gdy tylko pojawi się w postaci ukończonego produktu. Całkiem oryginalna rzecz, którą ciężko jakoś konkretnie zaszufladkować. Można powiedzieć, że Lizard wykorzystuje wiele charakterystycznych elementów rozgrywki dla różnych gatunków gier na NES. Najogólniej napisać można o nim, iż jest to metroidvania z otwartym i żyjącym światem.

Poruszamy się jaszczurką (chociaż później okazuje się, iż jest to... nagi człowiek w skórze jaszczurki (!)), zwiedzamy świat pełny żyjących istot, wchodzimy w interakcje z wieloma z nich, uzyskujemy nowe zdolności, pozwalające przystosować się do różnych lokacji w grze. Trochę przypomina mi to wszystko ukochaną przeze mnie Ufourię, czyli zdecydowanie jest na co czekać. Zwłaszcza, że wydane demo jest całkiem obszerne, a grając w nie zdecydowanie pragnie się więcej. I to mimo przeciętnej oprawy audiowizualnej.

Autor gry - twórca wielu wcześniejszych projektów na tę platformę - wykorzystał opcję crowdfundingu, a szanse, że gra zostanie w pełni wydana, są naprawdę bardzo duże. Pozostaje więc czekać!

Na obrazku po lewej: twórca gry, Brad Smith, w gustownym kigurumi Lizarda


Tiger Jenny | Ludosity

Na pierwszy rzut oka, jest to platformer z dosyć prosto wyglądającą rozgrywką, wykorzystujący jednak całkiem niezłe rozwiązania techniczne. Przez to wygląda i brzmi naprawdę obiecująco. Gra osadzona jest w świecie gry Ittle Dew - wykonanej w klasycznej formule przygodówki wydanej m.in. na PC, jednak wydarzenia dzieją się tutaj tysiące lat wcześniej. Nasz bohater pokonuje bajkowo wyglądający świat, aby dokonać zemsty na Turnip Witch.

Wydane demo jest całkiem obszerne, a z kolejnymi pokonywanymi przez nas lokacjami, gra pokazuje swój pazur i potrafi naprawdę zainteresować gracza. Proszę twórców jedynie o poprawienie sterowania naszą postacią, bo jej skoki są naprawdę bardzo topornie wykonane.

Na obrazku po lewej: grafika z titlescreena gry


Jim Power - Lost Dimension | Piko Interactive

Ciężko coś treściwego o danej grze napisać. Ma być to port gry, która w 1993 roku pojawiła się na konsolę SNES - Jim Power - the Lost Dimension in 3D. Jest to typowa platformówka, w której mkniesz przed siebie poprzez rzeszę przeciwników, zbierając po drodze power-upy. Port na NES posiada naprawdę niezłą grafikę oraz świetnie brzmiącą 8-bitową wersję muzyki z oryginału. W grze zastosowano scrolling planszy, jednak najbardziej charakterystycznym elementem oryginału był bardzo specyficzny efekt parallax scrolling, czyli przewijania się jednocześnie kilku poziomów tła. Sprawiał on wrażenie trójwymiarowości otoczenia, stąd "3D" w podtytule oryginału. Na NESie tego oczywiście nie doświadczymy, ale nie to jest przecież najważniejszym elementem gry. Liczmy na to, że projekt po prostu uda się dokończyć i że będzie choć w połowie tak grywalny jak oryginał.

Na obrazku po lewej: wydanie SNESowej wersji gry


Sir Ababol | The Mojon Twins

Bardzo ciekawe połączenie Ghost’n Goblins z prostotą gier na C64, okraszone bardzo interesującą i abstrakcyjną wręcz historią. Jest to platformówka z akcją osadzoną w XI wieku. Protagonistą jest tytułowy Sir Ababol - krzyżowiec z Manchesteru, który podczas swej wędrówki po Francji był świadkiem podboju przez chrześcijan terytoriów zajętych przez niewiernych. Nagle Ababol potknął się i zleciał ze skały tracąc przytomność, oraz swój miecz. Straciwszy przez to szansę na kontynuowanie swojej misji, bohater postanawia wyruszyć... na poszukiwanie zaginionego miecza. Do drodze pojawia się mnóstwo pozytywnego absurdu oraz monty-pythonowskiego humoru.

Podczas wędrówki szukać będziemy kluczy, które otworzą nam dostęp do zablokowanych wcześniej lokacji. Wrogów eliminować możemy poprzez skakanie im na głowy. System rozgrywki jest trochę toporny, a przez to także trudny, jednak posiada urok klasycznych gier i zmusza do przemyślenia każdego skoku. Naprawdę potrafi wciągnąć, a przecież to właśnie ceni się najbardziej.

Na obrazku po lewej: NESowa okładka gry


Electro Body 2: The Lost Project | EmuNES/Red Moon Games

Ostatnia pozycja na liście pochodzi z naszego lokalnego podwórka. Gra jest sequelem wydanego w 1992 roku tytułu Electro Body. Oryginał opowiadał historię Jacka - pracownika kosmicznego laboratorium mieszczącego się na odległej planecie, który dzięki wszczepionym implantom zmagał się z atakiem obcych na bazę. Jacek stracił najbliższą rodzinę, sam cudem unikając najgorszego. Sequel przedstawia historię mającą miejsce 20 lat po powrocie Jacka na Ziemię, a główną postacią dramatu jest Piotrek - syn bohatera z części pierwszej. Po tajemniczym zniknięciu Jacka, Piotr przeprowadza śledztwo na własną rękę. Trop naprowadza go do Placka - dawnego współpracownika ojca. Musimy dowiedzieć się, co takiego wydarzyło się Jackowi i czy uda się nam go odnaleźć.

EB2 to platformówka osadzona w kosmicznych realiach. Piotrek, wyposażony w broń zdolną do modyfikacji poprzez power-upy oraz w pancerz, błądzi po labiryntach etapów, walcząc ze zrobotyzowaną armią i stopniowo odkrywając sedno tragedii. Demo gry zajęło drugie miejsce w konkursie organizowanym przez TheJam, a prace nad jej powstaniem i ulepszeniem cały czas trwają. Śmiało mogę stwierdzić, że czegoś takiego na naszej rodzimej scenie jeszcze nie było, więc mocno trzymam za „Elektrociało” kciuki.

Na obrazku po lewej: postać bohatera gry użyta na fanowskim labelu gry

547
Kącik muzyczno-filmowy / Odp: Krzyk Wilhelma + konkurs
« dnia: Listopad 13, 2015, 15:29:15 »
Jeden potwierdzam. ;) Jeszcze drugi.

548

Zamierza ktoś z Was zawitać? Oficjalnie wszystko zaczyna się o godzinie 20. Ja najprawdopodobniej będę, więc zapraszam serdecznie. Nocleg mogę zorganizować. ;)

549
Kącik muzyczno-filmowy / Krzyk Wilhelma + konkurs
« dnia: Listopad 11, 2015, 21:44:50 »
Jak często w historii kinematografii trafiają się ludzie, którzy kilkusekundową rolą w filmie potrafią na stałe zapisać się w jej annałach?


Dawno, dawno temu, bo w roku 1951 na ekrany kin wszedł mało znany western o tytule Distant Drums. Nie byłoby w nim nic godnego uwagi, gdyby nie rozpaczliwy dźwięk człowieka rozszarpywanego przez aligatory, który pojawia się w jednej ze scen.

Przenieśmy się teraz dwa lata naprzód, do premiery kolejnego westernu The Charge at Feather River. W jednej ze scen, bohater filmu zostaje postrzelony strzałą w udo, a z jego gardła rozpościera się znajomy już krzyk. Prawdopodobnie najczęściej wykorzystywany dźwięk w historii kinematografii - "krzyk Wilhelma".

Do połowy lat 70. dźwięk ten był szczególnie lubiany przez wytwórnię Warner Bros., która wykorzystywała krzyk w większości postprodukcji swoich filmów. Co ciekawe, twórcy bardzo często nieświadomie korzystali z tej archiwalnej taśmy. Dopiero w 1974 roku, niejaki Ben Burtt zauważył, że to jeden i ten sam dźwięk - krzyk pewnego anonimowego aktora - zostaje tak często wykorzystywany w niemal wszystkich filmach studia. W tym samym roku - po raz pierwszy zupełnie świadomie - używa go w swojej własnej produkcji, Karmazynowe Ostrze.

Kilka lat później losy Burtta skrzyżowały się z twórcą o nazwisku George Lucas. Ben pracował u słynnego reżysera jako technik dźwiękowy. Epizod ten spowodował, że słynny krzyk Wilhelma możemy usłyszeć we wszystkich klasycznych częściach Gwiezdnych Wojen, a także we wszystkich odsłonach Indiany Jonesa.

W latach 80. twórcy filmów znaleźli już w umieszczaniu tego dźwięku prawdziwą zabawę. Usłyszymy go w wielu filmach wielkich twórców, np. u Richarda Andersona (Duch, Powrót Batmana), czy u Tima Burtona (Planeta Małp). Krzyk ten pojawił się także w takich produkcjach, jak Piękna i Bestia, Piąty element, Toy Story, czy Piraci z Karaibów.

Niedługo później, z dźwięku tego mógł skorzystać każdy, ponieważ krzyku Wilhelma nigdy oficjalnie nie zarejestrowano w jakiejkolwiek bibliotece dźwięków. Był więc on wykorzystywany przez każdego amatorskiego twórcę, który tylko poczuł potencjał i smaczek w nim drzemiący. Jeżeli oglądaliście kiedykolwiek Gremliny 2, Wściekłe Psy Quentina Tarantino, bądź Dwie wieże i Powrót króla Petera Jacksona, zapewne całkiem nieświadomie dźwięk ten dotarł do Waszych uszu.

Przez lata krzyk ten został wykorzystany setki razy. Nie licząc ogromu filmów, także w serialach (Z archiwum X, Głowa rodziny, Przygody Młodego Indiany Jonesa), grach komputerowych (zwłaszcza w tych ze stajni LucasArt) oraz reklamach telewizyjnych.

Ale jak właściwie brzmi ten słynny krzyk? Nic nie opisze tego lepiej, niż film:
https://www.youtube.com/watch?v=cdbYsoEasio


Dlaczego jednak wspominam o czymś, co dla przeciętnego miłośnika filmów jest tak oczywiste i znane? Mianowicie - w 2014 roku światło dzienne ujrzała produkcja, którą miała przyjemność obejrzeć zaledwie garstka wybrańców. Mowa tutaj o filmie FamiCON 5: The Movie. Krzyk Wilhelma pojawia się tam dwa razy. Nagroda (jeszcze nie wiem jaka, hiehie) dla tego, który tutaj w wątku wypisze dwie sceny z filmu z tym słynnym dźwiękiem. Życzę Wam miłego ponownego seansu i powodzenia. ;)

550
Hi-score / Astro Robo Sasa
« dnia: Listopad 11, 2015, 15:50:25 »
Taką oto wartość punktową natrzaskałem w tę średnio wciągającą grę:

17090 pts, level 10.

[screen niestety przepadł przez rudego wąsa...]


Scoreboard:
01. 18900 - 1990in1
02. 17090 - daf

551
Konsole i akcesoria / Ulubione kontrolery
« dnia: Listopad 11, 2015, 15:40:13 »
Odkąd tylko dane mi było spróbować pograć chwilkę w Gradiusa II na padzie dedykowanym dla Famicom AV - czyli na tzw. "dog bone" (psia kostka, ze względu na kształt) - od razu zakochałem się w tym kontrolerze. Od pierwszego uchwytu. Było to na premierowym spotkaniu w izabelińskiej remizie, czyli na FamiCON 1. Z czasem sam nabyłem tę konsolę, oczywiście wraz z całym osprzętem.

Dog bone'y były świetne, idealnie leżały w dłoni, nie były kanciaste jak pady do NESa, lepiej wyprofilowane niż te do Pegasusa. Do tego lekkie, z świetnie rozłożonymi przyciskami (nie mają one oczywiście przycisków ani przełącznika turbo) - nic, tylko grać.

Niestety, cena takiego pada jest bardzo wysoka, a i dostępność na polskim rynku bardzo znikoma. Dlatego też, krótko po zakupieniu konsoli, zakupiłem także dwa kompatybilne pady do NESa i... to na nich gram na co dzień w gry. Po prostu tak bardzo żal mi eksploatować psie kostki, że obecnie w ogóle ich nie używam - olać logikę.



Dodatkowo wyróżnić mogę kontroler famicomowy od Hudson Soft, pieszczotliwie nazywany przez MWK "Pszczółką". ;) Jest niezwykle solidny, duży, posiada szeroką 15-pinową wtyczkę i przełączniki turbo, co - mimo wszystko - jest czasami przydane. Niezwykle przyjemnie przechodzi się na nim gry, czego miałem okazję doświadczyć na Grudziądzkim oraz dwóch Bydgoskich Graniach.



A Wy jakie macie zdanie?

552
To naprawdę wielka sprawa. Aż muszę to napisać - szkoda, że Łukasz jest teraz "tam", a my jesteśmy "tutaj". Wielki szacunek, wielka robota, wielkie gratulacje.

553
Hi-score / Bird Week
« dnia: Listopad 04, 2015, 20:31:16 »
Bird Week. Gra polegająca na karmieniu małych dziobatych pociech w gnieździe, omijając jednocześnie wszelkie zagrożenia egzogeniczne, typu: wrony, wiewiórki, dzięcioły, krety (!). Bardzo przyjemna gra, czekałem na kartridż kilka tygodni i stwierdzam, że było naprawdę warto. ;)

15490 punktów. Myślę, że łatwo będzie pobić, bo to dopiero moje 5-6 podejście.

[screen niestety przepadł przez rudego wąsa...]


Scoreboard:
01. 16270 - 1990in1
02. 15490 - daf

554
Jeszcze więcej o grach / Ulubiona grafika w grach
« dnia: Październik 23, 2015, 21:34:04 »
Pixelarty w grach NESowych to czasami wielki kawał sztuki. W przypadku niektórych tytułów od razu można zauważyć, że osoby odpowiedzialne za kwestie graficzne zostawiły w nich kawał swojego serducha. Ja od siebie rzucę kilka tytułów, w których grafika bardzo mi się podoba. Zdaję sobie sprawę, że istnieją gry z o wiele lepszymi pikselami niż te wypisane tutaj, jednak moje wybory dotyczą gier, które poznałem dogłębnie - od A, do Z. Znam w nich wszystkie cut-scenki, grafiki tła, postaci... Wszystkie te elementy składają się na ogólną ocenę tego elementu gry. No bo nie ukrywajmy - grafika to bardzo ważna część gier. Mimo, że każdy z nas zgodnie przyzna, że najważniejsza jest grywalność. Kolejność listy losowa.

Pierwszą grą na liście jest Chip'n'Dale 2. Uwielbiam grafikę w tej grze - od animacji wiewiórek, poprzez przeciwników, bossów (przede wszystkim!), tła...  Jest z jednej strony cukierkowo, jak na Rescue Rangers przystało, ale momentami jest również bardzo mrocznie i klimatycznie. Nie użyję stwierdzenia, że jest to mój numer 1 spośród gier 8-bitowych, ale na pewno jest w ścisłej czołówce.




Kolejną pozycją jest Robocop 3. Niby nic takiego, ale jednak fajnie przestawiony jest klimat filmów policyjnych z lat 80. Jest mrocznie i ponuro, a dodatkowo gra posiada interesujące grafiki podczas cut-scenek, które gracz zapamiętuje na długo (świetna scena naprawiania Robocopa). Bardzo podoba mi się także postać tytułowego bohatera, jego animacja oraz uczucie jego "ciężkości". Grając nim mamy świadomość, iż sterujemy kilkunasto-kilogramową konserwą.




Trzecim przeze mnie wyróżnionym jest sam Batman. I kolejny raz mogę napisać, że głównym pozytywnym czynnikiem graficznym jest tutaj mrok. Z tym, że spośród wszystkich wyróżnionych przeze mnie gier, Batman jest mroczny najbardziej - jak na Batmana przystało. Fajne szczegóły tła i postaci oraz oczywiście cut-scenki sprawiają, że Batman zajmuje miejsce w ścisłej czołówce.




Ostatnią wyróżnioną przeze mnie grą jest Little Samson. Jak to napisał onegdaj ś.p. Siudym - gra wygląda jak na konsole 16-bitowe. Dla urozmaicenia napiszę - gra momentami jest bardzo mroczna. Zwłaszcza w ostatnich levelach. Ale te poprzednie również wyglądają ślicznie. A dodając do tego ciekawych przeciwników, bossów (jest moc!) i głównych bohaterów - Little Samson rzeczywiście mógłby śmiało konkurować z grami na Super Nintendo.





Do listy wyróżnionych dopisuję również: Robocco Wars, Ninja Gaiden, Rockman (cała seria), Abadox, Contra, Kirby's Adventure, Little Nemo: Dream Master, Jackal, Raf World, Metalstorm, Kage, Gradius II, Moon Crystal, Shatterhand, Fantastic Adventure of Dizzy, Crisis Force, Super Spy Hunter, Gimmick!

A jakie są Wasze typy?

555
Kącik muzyczno-filmowy / Jean-Michel Jarre w Empiku - 21.10.15
« dnia: Październik 14, 2015, 20:46:13 »
Ktoś wybiera się na to spotkanie? Dla zainteresowanych, Jarre pojawi się w Warszawie 21 października, gdzie od godziny 19 w Empiku na Marszałkowskiej będzie podpisywał swoją nową płytę Electronica 1: The Time Machine. Jeżeli ktoś będzie miał czas i chęci, dajcie mi znać, bo sam byłbym chętny na podpis na tej płycie (zapłaciłbym komuś z Was za nią przelewem).

Sam nie wykorzystałem okazji podczas koncertu Jarre'a w Bydgoszczy, jakoś 2-3 lata wstecz. Bez problemu mógłbym wtedy podejść i poprosić o autograf, bo była okazja, ale nie pomyślałem i nie wziąłem ze sobą płyty. ;) A moim muzycznym marzeniem jest jego autograf na albumie Images - moim pierwszym CD w życiu (1995 rok). Ale zadowoliłbym się również podpisem na najnowszej płycie.

Strony: 1 ... 35 36 [37] 38