*

Offline Qurek

  • *****
  • 234
    • Zobacz profil
No i w co ty tam panie grasz ?
« dnia: Listopad 17, 2015, 21:56:49 »
Nareszcie wziąłem się za drugą odsłonę sagi Elder Scrolls pt. "Daggerfall" znanym skąd inąd również jako "Buggerfall" i po części się z tym zgadzam. Ile razy zaciąłem się w drzwiach, albo wypadłem poza tekstury dungeonu to moje. Troszkę mi jednak nie w smak, gdyż spodziewałem się o wiele większego progresu w stosunku do słabiutkiej "Areny" (przyp. aut. pierwsza część sagi), a tymczasem mam wrażenie, że to nadal "Arena" z lekko tylko poprawioną grafiką i o wiele bardziej skomplikowaną do ogarnięcia mapą. W "Arenie" bowiem, wszelkie lokacje - do tzw. penetracji - były jednopoziomowe i mapa rysowana była w jednej płaszczyźnie. W Daggerfall mapy powyższych są zaprezentowane w trójwymiarze i uwierzcie mi strasznie niewygodne w obsłudze i częstokroć wprowadzające w konsternacę. Jak narazie - jakoś nie trafiają do mnie zachwyty wielu, że mapa świata jest wielkości Wielkiej Brytanii i w każdym z państewek jest tyle miast, a w każdym z miast tyle lokacji, a w każdej lokacji tyle questów, że gry starczyłoby spokojnie na połowę żywota. Po wykonaniu kilku questów, zauważyłem, że ich mnogość - podobnie jak w Arenie - nie zmierza do pary z oryginalnością i musiałbym być totalnym masochistą, żeby chcieć wykonywać w kółko Macieju bliźniacze zadania, tyle, że zlecane przez inne osoby. Postanowiłem więc zająć się wątkiem głównym i nie rozmieniać na drobne. Tak naprawdę największą kasę przynosi eksploracja dungeonów połączona z eksterminacją wszelkiego znajdującego się w nich paskudztwa. Doskonale pamiętam jak kumpel się podniecał, że przejechanie konno z miasta do miasta zajmuje tyle czasu ile zajęłoby w czasie rzeczywistym. Cóż z tego, jeśli po drodze przez 5 godzin mijałbym wciąż ten sam zestaw bitmap mających prezentować drzewa, jakieś kamyki, tudzież inne bardzofallicznokształtne grzyby. Podsumowując - nie wiem czy będę miał tyle samozaparcia, aby dobrnąć do końca wątku. Lecz w zasadzie skoro ukończyłem "Arenę", to dlaczego nie miałbym ukończyć "Daggerfalla". Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że questy skupione wokół wątku głównego okażą się warte ich podjęcia.

edit: Idąc dalej tropem niezbyt zasadnych zachwytów na Daggerfallem. Ileż to profesji do odegrania oferuje nam ów produkt. No fajnie, ale co z tego że byle ciasnym Wieśkiem pokroju zielarczyka, tudzież akrobaty zostaniemy na starcie zadrapani, czy też pogryzieni na śmierć przez byle szczura czy gacoperza. Startowałem wieloma postaciami, ale tylko jedynym i słusznym, tępym osiłkiem, byłem w stanie opuścić szczęśliwie pierwszą lokację. W sumie proces tworzenia postaci był jak narazie, najprzyjemniejszym elementem gry. Słowem - prawdziwy RGP, aczkolwiek do Tibii troszkę mu jeszcze brakuje ;).

edit: 22.11.2015
Nie mam już siły łazić wciąż po - niemalże - tym samym układzie lochów, których spenetrowanie zajmuje pół dnia (takie wielkie są i wielopoziomowe), nie mówiąc później o powrocie z nich, co przy wspomnianej wcześniej mało czytelnej mapie, jest zadaniem wręcz karkołomnym. Z racji tego, że nie jestem magiem, na czar teleportacja nie  mam co liczyć. Kończę zatem tym optymistycznym akcentem przygodę z Daggerfall w jej połowie z uczuciem lekkości. Być może zasiądę kiedyś do trzeciej odsłony Elder Scrolls - Morrowind i pozostaje mi mieć nadzieję, że nie będzie wiała nudą i tyloma buggami ile zawierał w sobie Daggerfall.
« Ostatnia zmiana: Listopad 22, 2015, 14:37:00 wysłana przez Qurek »

Odp: No i w co ty tam panie grasz ?
« Odpowiedź #1 dnia: Listopad 28, 2015, 15:21:10 »
Dzisiaj w okolicach północy przeszedłem całego Sonica CD, rzecz jasna na autentycznym Sega CD. Z tego co widzę to dostałem happy ending, tak mi się wydaje:


Mam odwagę powiedzieć, że ten Sanic był naprawdę średni, jakoś mnie specjalnie nie przyciągnął chociaż bonus levele jak i te przy końcu gry mnie nawet zaciekawiły. Znacznie bardziej podobały mi się te zwyczajne, szczególnie Sonic 3 oraz Sonic & Knuckles

*

Offline Koks

  • **
  • 31
    • Zobacz profil
    • Dysk Google
Odp: No i w co ty tam panie grasz ?
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 28, 2015, 17:20:41 »
Kuro no Juusan (PSX). Jest to gra typu "visual novel" w klimacie horroru. Czasami pojawia się wybór między trzema opcjami, gdzie wybranie niewłaściwej powoduje złe zakończenie, po czym trzeba zaczynać cały rozdział od nowa. Tekst można przewijać klawiszem L1; zakleszczyłem pada pomiędzy monitorem a książką, żeby go nie trzymać. Następnie przypomniałem sobie, że ten pad ma funkcję "auto", będącą połączeniem "turbo" i "hold" - po użyciu tej funkcji na przycisku z kółkiem tekst przewijał się szybciej i bez kombinowania.

edit: jednak da się zapisać stan gry podczas wyboru opcji, naciskając select.  :P
« Ostatnia zmiana: Listopad 28, 2015, 18:57:06 wysłana przez Koks »

*

Offline Dred

  • *****
  • 522
  • opos maniak komputerowy
    • Zobacz profil
Odp: No i w co ty tam panie grasz ?
« Odpowiedź #3 dnia: Listopad 29, 2015, 22:25:38 »
spojrzałem sobie na screeny tego 黒ノ十三, wygląda dosyć srogo i eksperymentalnie. z chęcią sprawdzę gierkę w przyszłości:)

*

Offline Zagłoba

  • *
  • 6
  • Polać mu myodu z pałacowych piwnic
    • Zobacz profil
Odp: No i w co ty tam panie grasz ?
« Odpowiedź #4 dnia: Grudzień 18, 2015, 16:05:20 »
Witaycie Cni Eksploatatorzy forum, o treści wszelakyey retrograniu poświęconey. Kłania się uniżenie imć Zagłoba, który z ramyenia jego redakcyjności "Qurka" powołan został do wzbogacenia forum o wpisy o grach w treści i mechanice niezawiłych.

Naysampierw, przystoi poszczycić się w yakiey obecnie materyi porusza się ma osoba. Jednym z retrodzieł pióra mistrzów, nieżyjącej już faktoryji "Czarną Wyspą" zwaney, w której tayniki zagłębiam się po raz wtóry, "Udręka" jest. Rzecz dzieye się, w zgoła przez samego belzebuba śwyecie skonstruowanym, czyściec srogi przypominającym, nazywany "Trzonem Wymiarów". Jeśli przełożyć tytuł na mowę odmieńców wyspy na północ od Francyji zamyeszkuyących, którzy to personie, która po obraniu na urząd dostoynika kościelnego "habemus papam" usłyszawszy, środkowy palec pokazuyą, tedy waszmociowye bełkot ichni tłumaczy tytuł jako "Planescape - Torment". Paralelnie, jako dowódca lokaney chorągwyi ruszenia pospolitego, myśl strategiczną ćwiczyć jestem zmuszon, uznałem za koncept znakomity od czasu do czasu zasiąść przy "Magyji i Miecza Herosach" tom pierwszy.
W przerwach pomyędzy powyższemi, jako iż z ramienia crapów wydziału powołan jestem, postaram się co czas yakiś wpis o crapach rozmaitech zawrzeć na tych cnych forum łamach.

Multo die ! Bywaycie ! Vivat Ośmyiu bitom i retrograniu.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 01, 2016, 00:01:32 wysłana przez Zagłoba »
Piżwej wprzódy wżdy syny przedawszy w grzeszech oćca jenże im przynależy

*

Offline Koks

  • **
  • 31
    • Zobacz profil
    • Dysk Google
Odp: No i w co ty tam panie grasz ?
« Odpowiedź #5 dnia: Grudzień 19, 2015, 22:34:04 »
Soko Sex (DOS). Ludzik popycha kwadratowe klocki do oznaczonych miejsc, a po przejściu poziomu odsłania się część zdjęcia. Podoba mi się muzyka, w trzecim etapie słychać ciekawy instrument kojarzący się z pc speakerem.

Odp: No i w co ty tam panie grasz ?
« Odpowiedź #6 dnia: Styczeń 09, 2016, 17:52:18 »
Ostatnim tytułem jaki wykończyłem (na poprzednim weekendzie) było Metro Redux - obie części, zarówno 2033 jak i Last Light. Polecam!
Na 3DSie z kolei ostatnimi tytułami jaki ukończyłem (jeszcze w zeszłym roku, heh) były Bravely Default, Senran Kagura 2 Deep Crimson i Legend of Zelda Triforce Heroes.
Na plus fakt, że wreszcie znowu zacząłem sporo grać i konsekwentnie ogrywam jeden po drugim dłuuuuugą listę zakupionych tytułów.  :)

*

Offline Qurek

  • *****
  • 234
    • Zobacz profil
Odp: No i w co ty tam panie grasz ?
« Odpowiedź #7 dnia: Styczeń 23, 2016, 17:05:59 »
Witajcie dzisiaj ukończyłem sobie grę "Red Faction" na PC z 2001 roku wydaną przez stajnię "Volition". Dodam, że ukończyłem ją na poziomie trudności "Impossible", czyli najwyższym. Gra o tyle ciekawa, że zastosowano w niej silnik "Geo-Mod" pozwalający na demolowanie - nie wszystkich co prawda - elementów otoczenia. Gra zawiera pewien dodatek o nazwie "Glass House" pozwalający na przetestowanie działania wyżej wspomnianego silnika. Można tam za pomocą karabinka postrzelać sobie do szyb w owej szklarni, jak również pobawić się w górnika za pomocą rakiet, lub ładunków wybuchowych. Ciekawa sprawa, że nie można sobie "kopać" w nieskończoność. W pewnym momencie - gdy już spory kawał terenu został przeze mnie zdemolowany - kolejne rakiety przestały robić robotę. Glass House tak naprawdę daje również dość spore pole do popisu dla naszej inwencji twórczej. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem - a, którą chyba wszyscy grający w Red Faction zrobili jako pierwszą - , było rycie ziemi pionowo w dół, jak ja to nazwałem "kopanie studni bez drenów". Później zacząłem sobie ryć teren lekko pod skosem w górę, po czym powrót w stronę Glass House, tak , że znalazłem się przy samym suficie. Małe a cieszy. Ostatnią rzeczą na którą wpadłem był pomysł na oderwanie kawałka sufitu. Chciałem sprawdzić czy fizycznie silnik jest w stanie to zrobić i muszę przyznać, że udało się. A oto efekt tejże pracy.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 23, 2016, 17:07:31 wysłana przez Qurek »

*

Offline MWK

  • *****
  • 652
    • Zobacz profil
    • www.mwkpegasus.prv.pl
Odp: No i w co ty tam panie grasz ?
« Odpowiedź #8 dnia: Styczeń 24, 2016, 20:02:35 »
Co prawda to prawda Qurek, to rozpierdalanie ścian było wówczas czymś rewolucyjnym i... w zasadzie to wszystko co zapamiętałem z tej gry ponieważ moim zdaniem była ona co najmniej słaba ;-) Tak czy inaczej wielkie gratulacje za ukończenie na najwyższym poziomie trudności!   8)

*

Offline Qurek

  • *****
  • 234
    • Zobacz profil
Odp: No i w co ty tam panie grasz ?
« Odpowiedź #9 dnia: Luty 03, 2016, 21:07:05 »
Wiesz Marku "Red Faction" w moim odczuciu jest naprawdę ciekawym tytułem, garściami czerpiący z kultowego "Half-Life", jeśli chodzi o sposób prowadzenia rozgrywki, ale również sama fabuła i arsenał dostępnych broni stoi na przyzwoitym poziomie. Ktoś może narzekać na wysoce stonowaną kolorystykę, ale akurat dla mnie to decyduje o sile tej gry, gdyż pobyt na Marsie wręcz odczuwa się na własnej skórze. Z tego co pamiętam, to sequel - gra zupełnie odbiegająca od marsjańskiej tematyki  - osadzony w klimatach futurystycznego Związku Radzieckiego, uznałem za słaby przemierzając zaledwie kilkanaście wirtualnych metrów.

*

SebaSan1981

Odp: No i w co ty tam panie grasz ?
« Odpowiedź #10 dnia: Luty 09, 2016, 05:44:00 »
U mnie ostatnio ogrywane są (lub raczej były) dwie gry: Fallout4 na PS4 i Skyrim na PS3. Elder Scrolls Online też cioram ale jako że niemal wszystko tam ogarnąłem to odpalam sobie dwa-trzy razy w tygodniu na godzinkę maksymalnie, jedynie po to by ogarnąć sprawy gildii, sprzedać surowce i takie tam pierdoły.



Troszkę czasu już minęło i w końcu Fallouta4 na PS4 zrobiłem na platynę.  Zatem najwyższy czas na małe jego podsumowanie. Bo dopiero po odkryciu (prawie) wszystkiego w grze, można napisać o niej obiektywnie.

Po zrobieniu wszystkich questów (poza kilkoma pobocznymi zadaniami dla Minutemanów - te dokończę wkrótce) muszę przyznać że z zakończeń dla Railroadu i BOS nie jestem do końca zadowolony. Może nawet jestem rozczarowany. Te same dialogi w niszczonym Instytucie, ci sami przeciwnicy, ten sam cel i ten sam efekt końcowy. Aż się prosi by końcówkę rozegrać nieco inaczej a nie stosować "ostateczne rozwiązanie" w postaci totalnego zniszczenia dwóch wrogich frakcji. Brakuje mi alternatywnego zakończenia gdzie wszystkie frakcje trwają nadal i potrafią się w jakiś sposób dogadać pomimo różnic w światopoglądzie.



Najbardziej efektowne były zakończenia dla Trasy i Bractwa, wielki robot siejący rozpierduchę w mieście, scena z ucieczką ze sterowca i widok eksplozji rozwalającego się żelastwa - wyglądało to wspaniale!! Ale niestety to tyle superlatyw jeśli chodzi o Trasę i BOS. Najlepsze zakończenie oferuje (według mnie) Instytut. Finałowe zadanie z wprowadzeniem wirusa do wielkiego robota Bractwa jest zdecydowanie najtrudniejsze. Niezliczone rzesze przeciwników do pokonania dały mi ostro w kość ale było warto. Później scenka z Shaunem przypominająca mi mgliście finałową scenkę z filmu "Interstellar" i to chyba dzięki niej zakończenie dla Instytutu podobało mi się najbardziej. I najbardziej utkwiło w pamięci.



Największy zaś niesmak mam po zadaniach polegających na wybiciu Trasy. Polubiłem tajemniczą Desdemonę i mega sympatycznego murzynka wynalazcę - Tinker Toma (jego ziomalowy akcent wymiata) dlatego wyeliminowanie ich przyszło mi z wielkim trudem, było niezgodne z moją wolą i zrobiłem to tylko dla zdobycia achievmentów z questów. Tak samo niechętnie brałem udział w akcji ataku na Instytut w questach dla Trasy i BOS. W fabule aż boli to że nie było żadnej alternatywy od militarnego niszczenia wrogich frakcji. Przecież po to twórcy dali perki związane z charyzmą by jakoś sensownie je wykorzystać w grze. A momentów gdzie dar przekonywania jest przydatny jest naprawdę niewiele.



Z innych rzeczy schrzanionych w grze jest łatwość dostępu do pancerzy wspomaganych. W takim F2 Power Armor było rarytasem a w czwóreczce ledwo się gra zaczyna i już możemy śmigać w PA T-45 dostępnej w najbliższym mieście Concord. Bezsens. Zupełnie tak jakby twórcy zrobili grę dla casuali co się będą złościć jak od samego początku nie dostaną dostępu do najbardziej wypasionych zbroi.



Co tam jeszcze z wpadek... aha!! Poziomy trudności!! Głupotą jest możliwość zmiany poziomu trudności w czasie trwania rozgrywki. Moim zdaniem powinno to było zostać rozwiązane tak jak w Wiedźminie3 - jaki poziom trudności wybierzesz, taki będzie przez całą grę bez możliwości zmiany. Za trudno?? Naucz się walczyć lepiej albo wróć do przeciwników jak podciągniesz levele.



Podsumowując Fallout4  to doskonała gra ale tylko do eksploracji, walki, wyszukiwania znajdziek i przedmiotów. Fajny klimat, rewelacyjny crafting, budowanie osad. Gorzej jest z finałowymi questami dla dwóch frakcji, sensowna końcówka tylko dla jednej z nich. Fabuła jako część gry jest po prostu niedopracowana, twórcy wyraźnie poszli na skróty.
No i największa nagana za prostotę rozwoju postaci, błędy w detekcji kolizji (brahminy na dachach lub w budynkach, lewitujący przeciwnicy itp glitche) oraz brak karmy w grze. W Fallout4 można być tylko dobrym, nie da się być złym do szpiku kości bo questy i aktywności nie pozwalają na to.



Ogólnie jednak Fallout4 to dobra gra, z którą pomimo zdobycia wszystkich osiągnięć oraz pomimo licznych błędów w mechanice i niedopracowanej fabule - spędzę jeszcze w przyszłości wiele godzin. Bo fajne jest to łażenie po niedużej co prawda mapie świata ale dość solidnie wypełnionej różnorodną zawartością.



*************************

Po przygodach w post-apokaliptycznym świecie, powróciłem z wielką przyjemnością do grania w Skyrim na PS3 i napiszę o kilku wspominkach związanych z tą grą.

Pierwsza związana jest z moją towarzyszką i żoną Lidią. Żoną oczywiście w grze  ;) No więc zanim Lidia została moją "skajrimową" żoną, zabierałem ją na wszystkie przygody jakie się tylko dało. Była bardzo pomocna bo walczyła dzielnie, zawsze miałem w niej wsparcie. No i te jej przeczucie nadchodzącego zagrożenia ("I have bad feeling about this"). Jednak zdarzało się czasami że potrafiła mnie bardzo nastraszyć, zwłaszcza gdy eksplorowaliśmy we dwójkę jakieś ruiny albo jaskinie. Lidka miała tendencję do pakowania się w najgorsze pułapki min. drzwi z kolcami albo tnące wirujące dwemerskie ostrza. Jako że grałem skupiony na skradaniu się i rozglądaniu za przeciwnikami (to nie ESO gdzie wrogowie są podświetleni i widać ich z daleka - w Skyrim z daleka czasem nie widać kto jest neutralny a kto nie) to każde uruchomienie pułapki na które przez Lidię wpadaliśmy obydwoje wprowadzało mnie w stan przedzawałowy.  ;)



Gdy nieszczęsna dziewczyna dwa razy zginęła podczas zwiedzania pewnych ruin (i musiałem wgrywać save), zdecydowałem się jej... oświadczyć. Przyjęła oświadczyny i została kurą domową w moim ulubionym domku w Białej Grani. Zdecydowałem że jako żona, Lidia powinna zostać w domu gdzie jest przytulnie i bezpiecznie. Nie chciałem ryzykować że zginie gdzieś po drodze zaciukana przez Falmerów albo Trolle i zostanę wdowcem.

Druga historyjka dotyczy naszych dzieci - w grze rzecz jasna. Mamy dwie córki, które różnią się charakterami. Jedna z nich Runa, lubi siedzieć w domu, często zamiata podłogę i trenuje ciosy nożem na słomianej kukle. Druga zaś Lucia to totalne przeciwieństwo siostry - biega po grodzie z innymi dziećmi i sępi ode mnie kasę. Rozwaliło mnie to gdy wróciłem do domu po jakiejś dłuższej nieobecności (robiłem jakieś szemrane questy dla Gildii Złodziei) to przywitała mnie serdecznie i od razu zapytała czy dam jej kieszonkowe  ;D Oczywiście dałem dziecku 25 golda i z otwartą paszczą nie mogłem się nadziwić że coś takiego dodali do gry. Rewelacja.

Trzecia historyjka jaka mi się przypomina to walka ze smokiem. Był to bodajże starożytny smok (Ancient Dragon) a więc jeden z tych silniejszych. Akcja działa się w górach, gdzie nie było zbyt dużo płaskiej przestrzeni. No jak ten smok sobie latał nade mną postanowiłem zestrzelić go z łuku. Jakoś udało się go kilka razy trafić w czym pomocny był skill spowalniania czasu podczas mierzenia z łuku. Smok otrzymał śmiertelny cios w powietrzu więc zdawać by się mogło że po prostu spadnie jak kamień na ziemię. Tak się niestety nie stało. Zabity już smok latał nadal "szukając" miejsca na mapie gdzie mógłby spaść i gdzie mógłby się dograć skrypt gry polegający na tym że smok spada na ziemię jak samolot rozpruwając glebę i dewastuje otoczenie.  Latał tak chyba z minutę, w końcu znalazł jakąś polankę u podnóża gór gdzie mógł sobie spaść. Gdy zszedłem na dół aby zebrać fanty w postaci kości, łusek i wyssanej duszy okazało się że nie da się ze smoka zabrać ani fantów ani wyssać duszy. Na ziemi leżało nieinteraktywne lekko trzęsące się truchło smoka. Żałowałem że PS3 nie ma możliwości nagrywania filmików i że nie nagrałem tego smartfonem. Zostaje jedynie wspomnienie z fajnej akcji.

Ogólnie to w Skyrim gram już jedną postacią ponad dwa lata i nadal końca w grze nie widać. Nadal zostało sporo questów do zrobienia, całe Solstheim do zbadania oraz wątek łowców wampirów i mroczne bractwo do ukończenia. Ale w tym jest siła dobrego RPG, że gry nie da się ukończyć w dwa lub trzy miesiące (jak większość nowych tytułów). Prawdziwie dobra gra RPG powinna tak jak nasze kochane gry retro - bawić przez lata a nie mieć kilka miesięcy żywotności  ;)

Dlatego pomimo pojawienia się wielu innych gier to i tak Skyrim pozostaje numerem jeden w mojej prywatnej top liście ulubionych gier.
« Ostatnia zmiana: Luty 09, 2016, 05:49:06 wysłana przez SebaSan1981 »

Odp: No i w co ty tam panie grasz ?
« Odpowiedź #11 dnia: Luty 09, 2016, 11:32:45 »
Ja juz w sumie dawno w nic nie gralem. Ale ostatnio na starszym laptopie zainstalowalem gre, ktora juz ma swoje lata i ominela mnie wczesniej: The Operative: No One Lives Forever. Musze przyznac, ze zagrywalem sie jak szalony 8) Gra ma klimat FPS'ow z N64 jak GoldenEye, Perfect Dark i czulem sie jakbym wlasnie gral w cos na N64. Niesamowity klimat, gameplay. Jeszcze druga czesc jest, wiec pewnie kiedys sprobuje.

A jeszcze przed ukonczeniem NOLF na PC mialem przyjemnosc ukonczyc dwie niesamowite pozycje:


King's Field IV The Ancient City:
http://www.youtube.com/watch?v=osOU3lARcVo
http://www.youtube.com/watch?v=-widVDZSgH8
http://www.youtube.com/watch?v=XU9OcM8eR0A

Seria King's Field jest mi znana od dawien dawna, pamietam jak zlapalem "smaka" na KF1 (realnie KF2) w 1996 gdy zauwazylem pierwsze zajawki w prasie. Nigdy jednak nie udalo mi sie rozpoczac tej serii, a pojawienie sie KF4 przegapilem i wogole nawet nie wiedzialem, ze wyszla...

Rok 2014. Trafila mi sie okazja kupna (juz kolejny x raz) tanio konsoli PS2. W zestawie razem z paroma crapami byl wlasnie KF4... Zaciekawiony od razu odpalilem i... Kilka dni bylem odciety od swiata :) Dawno, ale to DAWNO nie mialem tak klimatycznej, wspanialej gry w lapach! Swiat, muzyka, grafika - wszystko GENIALNE!
Polecam jesli ktos nie gral. Szkoda, ze to ostatnia czesc obecnie  :( No i nie zapowiada sie na kolejna :/.
Aha i jesli to mozliwe to najlepiej wersja NTSC... PAL jest strasznie powolna. Tzn plynnosc animacji super, jest stale 50fps, ale obracanie sie postaci jest strasznie wolne!! Wersja NTSC znacznie lepiej wypada pod tym wzgledem. Po ukonczeniu PAL rozpoczelem NTSC i roznica znaczna.

Cold Winter:
http://www.youtube.com/watch?v=SDuIVUjVRBs
http://www.youtube.com/watch?v=ZMB793N8aw4

Ta gra zainteresowala mnie jeszcze gdy byla w zapowiedziach. Bylem wtedy posiadaczem XBOX1, a ColdWinter mial wyjsc zarowno na PS2 jak i XBOX (pierwsze zapowiedzi). Niestety potem okazalo sie, ze bedzie jedynie na PS2. Po ukonczeniu w/w KF4 zabralem sie za CW.  Gra jak na mozliwosci PS2 jest niesamowita, wykonania nie powstydzil by sie pierwszy XBOX! Gameplay, klimat rewelacja, zaliczylem sporo klasycznych FPS generacji PSX oraz PS2 i ColdWinter stawiam w scislej czolowce. Poziomy zaprojektowane bardzo ciekawie, misje sa roznorodne (jakies arabskie miasta, korea, syberia itp). Polecam!

Odp: No i w co ty tam panie grasz ?
« Odpowiedź #12 dnia: Luty 13, 2016, 14:33:06 »
Ostatnio przeszedłem prawdopodobnie najlepszą grę świata- WC  W Wrestling na NES. Zajęło mi to 3 dni



Jednak po tym wszystkim czuję się dosłownie tak:
https://www.youtube.com/watch?v=X6RoasSoLK0

*

Online żur0

  • *****
  • 623
  • Piszcie posty Kamraci Pegasusa!
    • Zobacz profil
    • Contrabanda. O Retro. Po Bandzie.
Odp: No i w co ty tam panie grasz ?
« Odpowiedź #13 dnia: Luty 20, 2016, 08:41:29 »
Korzystając z zimowej aury, którą dziś zobaczyłem po obudzeniu się, odpaliłem grę Tzar: Ciężar Korony. Jest to RTS sprzed bagatela 16 lat, a mimo tego gra jest tak doskonała, że nawet gdyby wyszła w 2016 nie czułbym rozczarowania. Grafika jest wiekowa, ale mnie się bardzo podoba. Muzyka i udźwiękowienie na długo zapada w pamięć. Dla mnie po prostu cudo! Chyba znów dziś pójdzie jakaś losowa mapa, albo ściągnę coś gotowego z neta. Jeśli miałbym wskazać grę, której brak kontynuacji boli mnie najbardziej, to ze wszystkich gier wskazałbym właśnie Tzara! To dziwne, bo gra ogólnie ma dosyć wysokie noty na wielu portalach, a gracze wspominają ją z niekrytym sentymentem. Chociaż... może dlatego, że nie ma Tzara 2, jedynka jest wciąż takim miodem.

"Dalej nie ma sensu rozmawiać, bo ty przychodzisz i zaczynasz robić politykę, ja nie chcę tu z tobą politykować tylko rozmawiać o tym jak jest. Oczywiście teraz zrobisz ze mnie głupka, bo jesteś wielki polityk, ale ja się nie dam, bo wstaję i mam ciebie i twoje gadki w d... " ~ Lio

*

SebaSan1981

Odp: No i w co ty tam panie grasz ?
« Odpowiedź #14 dnia: Marzec 11, 2016, 20:33:46 »
To jest mój zdecydowanie ulubiony moment:



  Po dwóch latach grania (z drobnymi przerwami na ESO, GTA V i Fallout4) w końcu zdobyte wszystkie achievmenty i wbita Platyna w Skyrim na PS3. Największy cyrk miałem z achievmentem "Oblivion Walker" czyli zdobyciem 15 daedrycznych przedmiotów. Po wykonaniu 15 questów (zgodnie z wymogami achievmenta) zdobyłem 15 wymaganych przedmiotów ale achievment nie odblokował się. Okazało się że winny jest temy quest Ill Met by Moonlight gdzie są dwa daedryczne przedmioty do zdobycia (opcjonalnie). Zdobyłem pierścień Hircyna ale nadal nie odblokował mi się achievment. Zacząłem sie zastanawiać co jest nie tak. Na forach elder scrolls sporo graczy skarżyło się że ten achievment jest zglitchowany. Z początku pomyslałem sobie: "No i chuj, wszystko stracone, miesiące grania w pizdu i nie będzie achievmenta". Zrobiłem sobie na pocieszenie drinka z Capitana Morgana, Coca Coli i kilku kostek lodu, wypiłem to i jeszcze butelkę piwa i w tym oto stanie lekkiego upojenia doznałem oświecenia!! Przecież do zdobycia miałem jeszcze w tym zadaniu drugi przedmiot!! A poza tym ostatnim daedrycznym reliktem pozostawał jeszcze Auriel's Bow z dodatku Dawnguard (ostatnia nadzieja na zdobycie wszystkich daedrycznych artefaktów). Jedynym więc rozwiązaniem był powrót do jaskini wilkołaka, nadzieja że ten wilkołak sobie nigdzie nie poszedł i zabicie tego naszego kompana wilkołaka Sindinga oraz oskalpowanie go - to dawało drugi opcjonalny daedryczny przedmiot. Po wykonaniu wszystkiego nadeszło kilka sekund prawdy... wielki kamień z serca mi spadł gdy zobaczyłem że dopiero wtedy odblokowało achievment!!

Samo wbicie Platyny było więc nie tyle trudne co po prostu czasochłonne. Musiałem stworzyć dwie postacie z których pierwsza czyli leśny elf wyglądający jak Jean Claude VanDamme miał 104lvl a druga zła elfka 70lvl. W sumie wyszło 730 godzin gry obiema postaciami. Na szczęście udało się robić wszystkie aktywności. Wymagało to cierpliwości bo przy sejwie ważącym ponad 17MB gra lubiła się glitchować, przycinać, działy się różne cuda wianki, spadające z nieba mamuty, smoki popełniające samobójstwo itd. Na szczęście (a może nieszczęście bo Skyrim to genialna gra) to już KONIEC i można nareszcie wrócić spokojnie do ESO i popróbować sił w nowej grze online jaką jest Tom Clancy's Division...