Tom and Jerry (and Tuffy)
*

Offline OsA

  • **
  • 354
    • #58OsA
Tom and Jerry (and Tuffy)
« dnia: Grudnia 21, 2018, 09:26:26 »


Jako wielki fan Toma & Jerrego w młodości, z uśmiechem na ustach biegłem do domu z bazaru, dzierżąc w dłoni nabyty cart z labelem "Tom & Jerry". Gra zawarta na carcie na szczęście pokrywała się z labelem i wsiąkłem w kreskówkowy świat na parę godzin. Ale po kolei...

Tom porwał kuzyna Jeerego - Tuffy'ego i przetrzymuje go na strychu. Wcielamy się w dzielną mysz i ruszamy uratować rodzinę. Zaczynamy od najniższego poziomu domu, czyli piwnicy i powoli wspinamy się coraz wyżej, by w końcu dotrzeć na strych i stoczyć ostateczną rozgrywkę z Tomem.

5 lokacji. W każdej 3 poziomy, przy czym 3 poziom to walka z Tomem. Długość gry w sam raz: nie za długa, nie za krótka. Grafika i animacja prezentuje się przyzwoicie. Przyczepić bym się mógł czasami do sterowania, zwłaszcza gdy musimy się gdzieś wspinać lub skakać i złapać czegoś. Bywa ciężko. Muzyka przyjemna, ale... przygrywa cały czas i po jakimś czasie może być wkurwiająca, zwłaszcza gdy giniemy po raz kolejny... Dodatkowo podczas rozgrywki możemy zbierać dodatkowe przedmioty jak:
* cukierek - po użyciu jesteśmy w bańce i możemy sobie "przelecieć" kawałek planszy. Bardzo przydatne w końcowych poziomach!
* wiertarka? - potrzebna w jednym z poziomów
* większe kulki - po prostu większa broń
Wymieniłem przynajmniej te, które udało mi się odnaleźć.

Mamy 3 serduszka. Po stracie wszystkich - tracimy życie. Aby "odnowić" serduszko, musimy zebrać duży kawałek sera. Poziom trudności jest... spory. O ile pierwsze 2-3 lokacje idą sprawnie, o tyle pod koniec robi się naprawdę ciężkawo. Dodatkowym elementem wkurwienia jest to, że przeciwnicy pojawiają się ponownie po zabiciu, a często musimy naginać z jednej strony planszy na drugą.

I teoretycznie gra ma wszystko aby stać się kultową grą na nes, a jednak coś mi zawsze w niej nie pasowało. Za każdym razem włączając tę grę, dochodziłem do wniosku, że jednak spodziewałem się czegoś innego po grze na podstawie mojej ulubionej kreskówki z wczesnego dzieciństwa. Przeszedłem ją ostatnio całą i poziom 5-2 jest koszmarny...
« Ostatnia zmiana: Grudnia 21, 2018, 15:17:00 wysłana przez daf »
Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE!

Jeszcze powiedz, że zajebiste....

*

Online żur0

  • Administrator
  • *****
  • 860
  • Piszcie posty Kamraci Pegasusa!
    • Contrabanda. O Retro. Po Bandzie.
Odp: Tom and Jerry (and Tuffy) (1991)
« Odpowiedź #1 dnia: Grudnia 21, 2018, 12:56:44 »
Tom and Jerry (and Tuffy) to gra z jednego z cartów, które wspominam ze szczególnym sentymentem. Obok tej gry na carcie 4in1 (gry przełączane resetem) był jeszcze Zen Intergalactic Ninja, TMNT 4 oraz New York Nyankies - fenomenalny zestaw dla młodego gracza. 

Co do opisywanej gry, to mam podobne refleksje jak OsA. Tytuł nie należy do najłatwiejszych i ma muzykę, która na pewno po dłuższym czasie irytuje. Na uwagę zasługuje oprawa graficzna: lokacje mają swój klimat, fajnie dopasowane kolory. Bekowe są animacje Jerry'ego gdy skacze lub obrywa. Brakuje tego pierwiastka grywalności, które ma ogromna rzesza gier na Famicoma. Za gówniarza miałem nadzieję, że istnieje jakaś kontynuacja przygód Jerry'ego.

*

Offline daf

  • *****
  • 1439
Odp: Tom and Jerry (and Tuffy) (1991)
« Odpowiedź #2 dnia: Grudnia 21, 2018, 15:14:34 »
Pierwszy raz na tę grę natknąłem się w podstawówkowej świetlicy - był tam podłączony Pegasus (zabijcie, ale nie pamiętam modelu!) i było kilka szrotowych kartridżów. Rzadko bywałem w tym miejscu, więc i rzadko się tam grało. Zresztą nie było tam klimatu - lepiej było pograć na spokojnie po powrocie do domu.

W każdym bądź razie - gra nigdy nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Była w pewnym stopniu "sztywna", w taki negatywny sposób. Fajnie było zobaczyć ulubione postaci z kreskówki na Pegasusie (chociaż zawsze kibicowałem Tomowi), ale była to zupełnie inna liga niż gry Duck Tales, Chip & Dale, czy Tiny Toon.
Nigdy nie przeszedłem jej do końca. Za dzieciaka doszedłem dosyć daleko (chyba?) - gdzieś w okolice etapu na drzewie, z tymi mrówkami.
Gra ma charakterystyczny, Hi-Techowy klimat, nigdy nie lubiłem gier od tego producenta (Barbie i te gry z Mickey'em, co zbierasz alfabet). Taki pegasusowy średniak, na którego nikt na podwórku raczej specjalnie nie polował...

*

Offline MWK

  • Asystent Administratora
  • *****
  • 1250
    • www.mwkpegasus.prv.pl
Odp: Tom and Jerry (and Tuffy)
« Odpowiedź #3 dnia: Lutego 24, 2019, 01:21:14 »
Fenomenalne opowieści Panowie!

Ja poznałem tę gre stosunkowo wcześnie, bo jeszcze będąc w podstawówce miałem w klasie dobrego kolege Łukasza N. który mieszkał blok dalej w nr 40 (pozdro jeśli jakimś cudem kiedykolwiek to przeczytasz), a który był bardzo wjebany w bajki Merrie Melodies z Tomem i Jerrym na czele (często się wymieniało kasetami z bajkami, hehe). No i tak się złożyło, że kiedyś będąc u niego zauważyłem poczciwego szaraka Pegasusa wraz z niewielkim zbiorem kartridży. Wśród nich był omawiany w temacie tytuł. Ponieważ Łukasz był bardzo życzliwy to bezporblemowo pożyczyłem od niego ową gre oraz dodatkowo Codename Viper, który btw wówczas totalnie mi się spodobał.

Tom & Jerry początkowo odebrałem jako bardzo przyjazną i łatwą gre, która niestety z czasem zaczynała pokazywać pazur. Wzrastał poziom trudności i po przejściu pierwszego etapu zaczynało brakować żyć a limitowane kontynuacje sprawy nie ułatwiały. Co ciekawe gra frustrowała ale jednocześnie była wciągająca i ciekawa, pewnie ze względu na to, że po raz pierwszy zetknąłem się z grą, w której tak na poważnie była jedna wielka mapa, po której trzeba było tak umiejętnie się poruszać aby znaleźć odpowiednią ścieżkę do wyjścia. Pamiętam, że raz doszedłem bodaj do 2 świata gdzie trzeba było zebrać kubek z wodą i walczyć z Tomem na ogniach, czy jakoś tak. W zasadzie to od tamtego czasu nigdy na porządnie do tej gry nie usiadłem, zatem może już najwyższy czas to zrobić i zamknąć ten (kolejny) rozdział w osobistej Pegasusowej historii?

Odp: Tom and Jerry (and Tuffy)
« Odpowiedź #4 dnia: Października 18, 2019, 13:05:02 »
Ale mnie wzięło na wspomnienia tej gry . Uwielbiałem w to grać jak i oglądać Toma i Jerrego. Byłem po prostu fanem jakich mało. Aż zachciało mi się w to zagrać znowu ;D

Odp: Tom and Jerry (and Tuffy)
« Odpowiedź #5 dnia: Listopada 05, 2020, 12:06:10 »
Powerupów było więcej, oprócz wspomnianych przez was: buteleczka z tuszem - nietykalność, w piwnicy młotek - zbijał ślimaki / karaluchy na "raz", w kuchni tasak - też zbijał na "raz".

Zakończenie zobaczyłem tylko jeden jedyny raz za młodziaka, próbowałem przejść tytuł współcześnie ale nic z tego. Oczywiście akurat nikt tego nie widział i mi nie wierzyli że ukończyłem grę, młodzieńcze problemy.
Jakby mnie ktoś zapytał "jakie jest twój największy growy koszmar z dzieciństwa" to nie byłyby to jakieś tam tytuły z gatunku survival-horror a poziom 5-2 (strych) z omawianej tutaj gry. Ile ja razy musiałem uznać porażkę wobec tej lokacji nie zliczę. Zwyczajnie rozkład obiektów jest okrutnie niesprawiedliwy, skoki na "aferę" - cholera wie gdzie wylądujesz, najczęściej na jakimś duchu co popiernicza że ja nie mogę, oczywiście jeszcze zawiniesz się w pajęczynę albo nadepniesz na gwóźdź jakby było mało kłopotów. Na temat tego poziomu spokojnie można cały artykuł machnąć albo rozdział książki nawet. Nawet pisanie o tym teraz podniosło mi ciśnienie >:(

Jerry to responsywna postać, dobrze się nim steruje dopóki przeciwnicy nie zaczną go odpychać, wtedy już się nim w ogóle nie steruję a na pocieszenie gracza śmiesznie piszczy. Za to nie jest do śmiechu jak odepchnięcie zrzuca cię tam skąd przyszedłeś / na przeszkodę zabierającą żyćko, przeklęte liście. Mycha zgrabnie się wspina po linach / drabinach, animacje na plus.

Mechanika "bonusów" była frustrująca, bo to takie bonusy były że można było tam prosto zginąć... Chociażby taki w kanałach (1-2) co był zdecydowanie trudniejszy niż podróż po rurach, skoki na piksele ech...

Grafika na wysokie poziomie, rozumiem że każdemu taka "kreska" może się nie podobać. Świetnie odwzorowane realne lokacje, jest ten efekt bycia małym zwierzątkiem pośród ogromnych żelazek czy książek. Za młodziaka się zastanawiałem co to za sprzęt stoi w 4-1 koło TV, teraz człowiek już wie że to taka incepcja ze strony twórców.

Muzycznie jest też specyficznie - piszecie że się wam nie podoba a ja szanuję pracę Geoffa Follina, jeden dość długi, różnorodny kawałek mi się nie nudzi i nie świdruje łba a zwiększa dynamikę rozgrywki. Gość miał talent do nietypowych kompozycji. Należy się pierwsze miejsce w kategorii na największą ilość motywów muzycznych w jednym utworze.

Bardzo pozytywnie oceniam gierkę po dziś dzień, solidna pozycja nie tam żaden crap czy przeciętniak. Lubię od czasu do czasu popykać w pierwsze levele bo od 4-1 robi się wymagająco.

*

Offline Qurek

  • *****
  • 420
Odp: Tom and Jerry (and Tuffy)
« Odpowiedź #6 dnia: Maja 30, 2021, 22:19:15 »
Mała recka

*

Online Mcin

  • **
  • 452
Odp: Tom and Jerry (and Tuffy)
« Odpowiedź #7 dnia: Czerwca 08, 2021, 20:57:32 »
Podkuszony tutejszymi wpisami postanowiłem się wziąć, przysiąść, i po około 23 latach posiadania kadridżyka przejść grę. Udało się po kilku próbach. Jeden cel z listy "do osiągnięcia" wykreślony. jeden powód mniej, by żyć...

Muszę się nie zgodzić z większością krytyki, która tutaj padła. Zaczynając od najbardziej charakterystycznego elementu, muzyki - okej, mamy dwa utwory, ale to jedne z bardziej rozbudowanych kompozycji na NES! Zmienne tempo, swingujący dryg sprawiają, że słuchało mi się tego bardzo dobrze, a do tego ten brzdąkający w tle kontrabas... może mam bujną wyobraźnię, ale ja słyszę kontrabas, i tak samo jak w przypadku innych gier gdzie symulowano ten instrument*, brzmi on świetnie. No i muzykologiem nie jestem, ale niech mnie spece (Mati, Yerz, Jockey, Robi) poprawią - metrum i tempo wydają się być ciągle takie same, a wrażenie szybkości wynika z grania krótszych nutek. Wszystko leży w klimacie starych bajek.
Efekty i grafa też. Jerry ma bardzo płynną animację, jak zresztą większość przeciwników, w opozycji to klasycznych 2-3 klatek naprzemiennie. Dom odwzorowano dobrze, konkretne obiekty są rozróżnialne, podobnie jak w Monster in my Pocket, lepiej się walczy "Za Żelazkiem" czy "w zębach Grabii" niż w jakiejś przypadkowej górce. Zadbano też o detale, pozornie nieistotne, takie jak animacje bezruchu. widzieliście, jak myszka skowyrnie trzęsie dupką? A jak leci do Nieba? scena żywcem wyjęta z baji, do tego świetnie udźwiękowiona. Jedyny element oprawy który mocno boli to głuchy dźwięk zderzenia z sufitem, ale to tak ten, detal. A do tego bez jakichś częstych spowolnień czy wpadek technicznych.
Świetny pomysł z tymi dużymi poziomami, tym bardziej, że zadbano o pewną nieliniowość - sznurek się rozgałęzia dosyć często i nie ma planszy, na której przejście jest tylko jeden poprawny sposób. W sumie połowa trudności gry to rozgryzienie każdej planszy, i znalezienie optymalnej trasy, druga to walka z przeciwnikami, którzy, jak wspomnieli przedmówcy, nie są w 100% przewidywalni, ale dla mnie to nie wada - dzięki temu każde kolejne podejście nie nużyło, nie czułem, że znowu muszę przejść X za łatwych poziomów, żeby dojść do fajnego momentu. Podobało mi się też, że każdy poziom przynosił jakieś nowe przeszkody czy mechaniki.
Nie zgodzę się też co do trudności. Jak na moje jest ciutkę powyżej średniej na Pegasusa, ciut trudniej niż w Contrę czy MegaMana, ciut prościej niż w Castlevanię czy Batmana, bez startu do Ninja Gaidena, Holy Divera, Battletoads i innych tam takich pogromców dziecięcych uśmiechów. Zgadzam się niestety, że niektóre "utrudniacze" są niesprawiedliwe, przede wszystkim te skoki na wiarę. Nie żeby było ich jakoś mega wiele, czy żeby nie szło się w sumie domyślić intencji twórców, ale kilka takich wrednych fragmentów znajdę. No i te kulki na 4 świecie, to już takie chamskie utrudniacze, jedyny typ przeciwnika, który nie pasuje to klimatu gry.
Co do poziomów, pierwsze dwa światy są super, potem trzeci tak jakby zaniża poziom... taki tam labirynt poskładany z podobnych elementów. Brakuje jakichś takich charakterystycznych obiektów, typu wspomnianego wcześniej żelazka, punktów odniesienia, a spychające liście... do dziś pamiętam, jak za dzieciaka odstawiłem wściekłe wyjście, gdy zepchnęły mnie na początek poziomu. Potem dobijają wspomniane kulki i gdy już się spodziewamy zjazdu po równi pochyłej, wskakuje najlepszy, moim zdaniem, poziom 4-2. I fruu wiertarą. I spoko jest aż do końca.
Nie zgodzę się też, żeby 5-2 był za trudny. Jest najtrudniejszy, ale chwila opanowania, sukcesywne koszenie wrogów i cierpliwość robią robotę. No i można cyknąć fotę. Znajdźcie mi inną grę, gdzie tak można. No znajdźcie. Nie znajdziecie, bo... nie ma takiej. Za prości są z kolei Bossowie, każdy kolejny ma więcej hapsów, ale niekoniecznie jest szczególnie trudniejszy. W sumie najczęściej wciąż ginę na pierwszym, nie umiej wyczuć tego jego plucia...

Z wad nie wspomniano o systemie punktacji. Niby można walczyć o Tabelę wyników, ale więcej niż 999950 nie dobijesz, a ten wynik idzie naklepać w 30 minut, na drugim poziomie. Sprawdziłem. Nie wiem, czy to celowe ułatwienie dla najmłodszych, ale można też tam wymaksować życia, całe dziewięć, pomimo dwucyfrowego licznika. Ot, jakby komuś było za trudno, podałem legalnego haka. W sumie bardziej by się sprawdził bonus za czas i za zebrane bonusy, trochę nie ogarniam nabijania hajskorów w grze, gdzie przeciwnicy respawnują się w nieskończoność i dają punkty, ale ok.
W sumie w ten sposób wpadłem na myśl o tym tempie melodii - gra upośledza przycisk turbo, spowalniając tempo rzutów jak za często klikasz, no a dobrze mi się klikało jak próbowałem klikać w rytm, a ten się nie zmieniał...

Na koniec mnie zastanawia, czy ograniczenia w niektórych miejscach wynikają z mocy twórców, czy ktoś się kazał ograniczyć do mniejszego ROMU... 512K i myślę, że pan Follin by nas zamiótł pod dywan!

Podsumowując, super muzyka, spoko dźwięki i grafika, dobre, acz nierówne poziomy i przyjemny gameplay - dla mnie solidne 8/10, gra bardzo dobra, ale nie mierząca w doskonałość.


*Czyli mappy, bo więcej nie pamiętam. Ale bonusowa melodia z Mappy też ma taki super rock and rollowy dryg, nie?
----------------------------
A na koniec dodatek - w ramach "zapłaciłem za błysk kartridż to skorzystam" grałem na swoim pirackim z dzieciństwa. i tak jak zazwyczaj pirackie PCB są cieńsze, przez co źle leżą w stykach i krótsze, przez co trzeba suwać gierką od lewej do prawej, tutaj Chińcowi się przycięło o pół milimetra za wcześnie, przez co za długa szyna ledwo się mieści w gnieździe w moim Famicomie. No i tak grałem aż przeszedłem, nie chcąc za często wyjmować tego carta i psuć sobie konsoli. Super motywator, polecam, motywuje mocno.

Odp: Tom and Jerry (and Tuffy)
« Odpowiedź #8 dnia: Czerwca 09, 2021, 00:08:29 »
Jak dla mnie rewelacyjna gra. Pokazał mi ją kuzyn mieszkający na wsi, który miał zawsze dostęp do dobrych tytułów. Grafika zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Grę później zakupiłem sobie na bazarze i ukończyłem chyba w 96 albo 97. Nie było łatwo, bo gra była masakrycznie trudna. Poziom z wiewiórkami ostro napsuł mi krwi. Obok Aliena 3 jedna z najtrudniejszych gier z mojego dzieciństwa, ale którą ukończyłem na telewizorze.