Double Dragon - trylogia
*

Offline OsA

  • **
  • 354
    • #58OsA
Double Dragon - trylogia
« dnia: Grudnia 19, 2018, 12:51:53 »
Niedawno zmagałem się z tym tytułem i postanowiłem nadrobić fakt, iż na forum nie ma odpowiedniego tematu.

Double Dragon (1987)


Bijatyka chodzona to dość ciekawy gatunek, zwłaszcza w przypadku NESa. Z tego co wiem cała seria ma swoje korzenie w automatach i stamtąd zawędrowała na naszą konsolę. Fabuła jest prosta. Gang uprowadza dziewoje, trzeba ją odbić. Banał. Oczywiście jesteśmy mistrzami sztuk walki, więc znamy szereg ciekawych ciosów i nawalanie przeciwników sprawia dużo frajdy. Jednakże gra ma jeden OGROOOMNY minus. Nie da się grać we dwóch jednocześnie. Skandal. Taka gra aż się prosi o system co-op. Nie wiem jak do tego mogło dojść. Ma tylko 4 poziomy i początkowo może się wydawać, że będzie krótko i przyjemnie. Nic bardziej mylnego. O ile poziomy 1-2 są powiedzmy względnie łatwe do przejścia, o tyle poziom trzeci to już wyższa szkoła jazdy. Pomimo, że to chodzona bijatyka to niestety nie brakuje tutaj również elementów zręcznościowych, co bywa irytujące. Zwłaszcza 4 poziom i pułapka na samym początku, która działa w losowy sposób...

Grę udało mi się ukończyć z zapisywaniem stanu gry (i to z problemami). Można ją śmiało uznać za ciekawy tytuł, ale wymagał poprawek. Kwestią czasu była więc część druga.


Double Dragon II - The Revenge (1989)


W drugiej części kolejny raz musimy uwolnić ukochaną. Ok, może być. Kwestia fabularna nie jest najważniejsza w tego typu grze. Liczy się sama rozgrywka. Druga część wyeliminowała dwie największe wady części pierwszej: możemy grać we dwóch jednocześnie. To największa zaleta. A druga: poziom trudności jest niższy od części pierwszej, a co więcej gra jest dłuższa. Grając we dwoje mamy nowe ciosy. Dodatkowo mamy dwa tryby: możemy sobie nawzajem zadawać obrażenia, lub też nie. Graficznie i muzycznie widać skok do przodu. Jest po prostu lepiej i przyjemniej. Same poziomy są bardziej zróżnicowane i zwyczajnie ciekawsze.  Nadal jest kilka momentów zręcznościowych, ale do przełknięcia.

Moim zdaniem najlepsza gra z całej trylogii. Jednocześnie jest to jedyna część którą udało mi się ukończyć na konsoli za dzieciaka bez cheatów.


Double Dragon III - The Sacred Stones (1991)


Tym razem mamy bardziej rozwinięty wątek fabularny.  Do uratowania zaginionej kobiety, musimy odnaleźć trzy specjalne kamienie (Rosetta Stones). Każdy kamień znajduję się w innym miejscu, więc "podróżujemy" po świecie w poszukiwaniu, by na koniec po odnalezieniu wszystkich trzech, udać się do Egiptu na ostateczną rozgrywkę. Gra ma 5 poziomów. Brzmi prosto i krótko? No to polecam zagrać, bo gra brutalnie sprowadzi Was na ziemię. To jedna z najtrudniejszych gier na nes moim zdaniem. Mamy tylko jedno życie, właściwie jeden pasek energii. Jak nas dojadą to koniec. Do widzenia. Ałwiderzejn. Gra jest piekielnie trudna i to jest jej największy minus, który szybko studzi chęci dalszej gry. Graficznie i muzycznie nadal dobrze, wprowadzono drobne poprawki. Formuła rozgrywki nie różni się za bardzo od poprzedniej części. Nadal możemy grać we dwoje na raz. W grze również wraz z kolejnymi poziomami, możemy używać więcej postaci (i zmieniać w trakcie rozgrywki). Oprócz Billy’ego i Jimmy’ego są to Chin Seimei i Yagyu Ranzou,

Grałem w młodości, grałem teraz i nie zmienia się nic. Drugi czy trzeci poziom to mój rekord na konsoli. Ostatnio udało mi się ukończyć na emulatorze z game genie na nunchaku. Gdyby była nieco prostsza była by świetna niczym część numer 2.


Na koniec dodam, że powstał również crossover: Battletoads & Double Dragon: the Ultimate Team. Grę dokładnie opisał daf - TUTAJ!

Tak to wygląda z mojej perspektywy. W część drugą i trzecią grałem dużo w młodość. Jedynki nie pamiętam za bardzo, ale możliwe że też grywałem w młodości. Ostatnio całą trylogię przeszedłem ponownie (jedynkę i trójkę z cheatmi) i naprawdę dobra to seria jest. Polecam.
Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE!

Jeszcze powiedz, że zajebiste....

*

Offline Mati

  • *
  • 375
  • Gilop
Odp: Double Dragon - trylogia
« Odpowiedź #1 dnia: Grudnia 19, 2018, 13:51:45 »
 Z pierwszą częścią zetknąłem się dopiero na emulatorze. Nie przypadła mi do gustu nic a nic.
Za dzieciaka miałem do czynienia z drugą i trzecią częścią tej gry, ale to jednak z dwójeczką mam najlepsze wspomnienia i z całej serii dwójeczka zawsze będzie u mnie na pierwszym miejscu.
Miałem kiedyś wspaniały cartridge 4 in 1, gdzie zmieniało się gry resetem a na nim były gry w takiej kolejności.
Double dragon 2, Ninja gaiden 3, Double dragon 3 i Super Contra.
Pamiętam, jak trafiłem na emunes jeszcze po raz pierwszy 14 lat temu i byłem zdziwiony, że w drugiej części jest brak kontynuacji, ale jak to. Na pegasusie mogłem kontynuować. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem o co w tym wszystkim chodzi. Te różne wersje, hacki.
Istnieje także wersja romu drugiej części w której możemy przeskakiwać levele.
Podczas grania możemy wcisnąć dół i select i przycisk b. Wtedy przenosi nas do dalszych części planszy a z przyciskiem a przerzuca nas o cały level dalej.
Co do trzeciej części. Nie wiele grałem, ale znam z longplay’ów i przez uwielbienie przez MWK i ta gra zawsze będzie mi się z tobą kojarzyć Marek.
Ja cenię sobie część drugą ponad wszystkie.
 
 

*

Offline daf

  • *****
  • 1439
Odp: Double Dragon - trylogia
« Odpowiedź #2 dnia: Grudnia 19, 2018, 13:54:30 »
Cytuj
Co do trzeciej części. Nie wiele grałem, ale znam z longplay’ów i przez uwielbienie przez MWK i ta gra zawsze będzie mi się z tobą kojarzyć Marek.
Ja mam tak samo - w głowie strasznie wrył mi się obrazek grających razem MWK z Lio na FamiCONach, czy tam innych JagNESach. Chociaż przede wszystkim, to w głowie mam filmik "1,79, czyli pivo naszym przyjacielem jest". To właśnie tam nastąpiła ta najbardziej znana mi rozgrywka w DD3.

Ja gier z tej serii totalnie nie trawię - próbowałem podchodzić parę razy, mam nawet kartridż z dwójką, ale nic z tego... Za sztywne jest dla mnie to sterowanie, nie umiem w to po prostu grać...

Odp: Double Dragon - trylogia
« Odpowiedź #3 dnia: Listopada 05, 2020, 13:19:55 »
Niby klasyk, taka dobra seria gier a dla mnie źródło frustracji i nie widzę tego kunsztu. Ktoś tam mocno upadł na głowę serwując elementy zręcznościowe przy tak sztywnym sterowaniu. Mała przepaść przyjmuje rangę wyzwania nie do przejścia. Te momenty kiedy wpadasz w pętle gdzie przeciwnik cię okłada (przeciwnicy) a ty nic nie możesz zrobić. Uciekanie wrogów za ekran. Pamiętam też jakieś schodzenie po "schodkach" i jakoś tak zrobiłem, że poleciałem do przodu, przewijanie ekranu się zastopowało przez co zdechłem bo niby do przepaści spadłem a tam normalnie poniżej była bezpieczna ziemia do wylądowania. Dość często postacie reagowały nie tak jak chciałem.

W DD1 nie grałem.

DD2 - tu zawsze miałem problem z etapem gdzie tam jakieś kolce były na suficie, to tam jakaś ukryta baza była czy coś oraz tacy wielcy goście, maks tam kończyłem rozgrywkę.

DD3 - kilka razy dotarłem do bossa w piramidzie, zawsze dostałem wpierdziel.

Grafika tylko przeciętna bo bardzo kwadratowa, blokowa. Z każdą częścią za to więcej detali oraz lepsze użycie palety barw.
Muzyka w dwójce i trójce wpada w ucho, top inżynierii Famicomowej / NESowej.

Nie lubię, nie polecam. Podziwiam tych co mają cierpliwość i skilla do tych tytułów.

*

Offline Mcin

  • **
  • 451
Odp: Double Dragon - trylogia
« Odpowiedź #4 dnia: Października 06, 2021, 22:40:07 »
Double Dragon - Recenzja

Niby klasyka, pionier gatunku, ale jakoś do tej serii bardzo długo nie mogłem się przekonać. Przy pierwszym podejściu wszystkie trzy części wydawały mi się zwykłymi klawiszotłukami, gdzie o zwycięstwie decyduje nie zręczność, nie pomyślunek, a jedynie szczęście. Nie ukrywam, że kontynuacji nie polubiłem do dziś. Za to oryginał z czasem pokazał mi swoje przyjaźniejsze oblicze.


Jakby ktoś nie wiedział, uświadamiam - Double Dragon na NES to konwersja automatowego klasyka, w którym dwóch braci ratowało porwaną dziewoję z łap bandziorów i, jak na beat’em upa przystało, robili to spuszczając tęgi łomot oprychom. Założenia konsolowego portu pozostały niezmienne. Od początku rozgrywki możemy walić z piąchy, z buta i z baśki, a pokonanie kogokolwiek bez oberwania wcale nie jest proste. Żeby uniknąć ciosu musimy rytmicznie wymierzać razy, inaczej łajdaki zdążą wcisnąć między nie swoje uderzenia, a w sytuacji krytycznej mogą nawet przerwać nam kombo i wykonać własne. Za wymierzane ciosy poza punktami dostajemy doświadczenie, które pozwala nam z czasem odblokować nowe ataki, a od pokonanych przeciwników możemy zabrać broń w postaci gazrurki czy ciężkiej skrzyni, co dodatkowo poszerza garnitur ciosów. W tym standardzie przemierzymy 4 rozbudowane poziomy i sklepiemy kilka typów przeciwników oraz bossów.

Co najważniejsze, pranie po mordach daje w tej grze wielką radochę. System ekspienia wymaga od nas wykorzystywania słabszych ciosów, a brak bonusowych żyć czy leczenia czyni z tego ryzykowną zagrywkę. Przeciwnicy nie są do końca przewidywalni, co wprowadza niezbędny element losowy. Późniejsi oponenci wymagają dobrej znajomości systemu walki, a najlepiej w ogóle wykorzystania paru bugów, czym, niestety, możemy sami sobie popsuć radochę. Bo czy nie przyjemniej jest pomęczyć się i wymierzyć precyzyjnie zaplanowaną serię ciosów, trzasnąć w mordę z półobrotu, leżącego dobić pudzianowym hammer fistem, a złapanego za fraki ciecia zdzielić z kolana i trach przerzucić przez bark i do rzeki! ;)

     

Niestety, NES trochę przerósł programistów z Technōs, wypadałoby więc wymienić ich potknięcia. W grze brakuje co-opa dla dwóch graczy, co biorąc pod uwagę popularność trybu w oryginale wydaje się skandaliczne. Ponadto gra aż roi się od mniejszych czy większych bugów. Najgorzej jest chyba w sekwencjach platformowych. Nierzadko musimy wykonać skok wiary, czy też raczej „spad”, bo grawitacja jest tutaj inna po hopce i przejściu za krawędź. Próba określenia końca platformy to czysta ruletka. Jeszcze ciekawsze są etapy w jaskini, gdzie sufit wali nam się na głowę: przy okazji ciągłych uników można „przypadkiem” aktywować cios z główki, co chwilowo ogranicza mobilność, a stalaktyty spadają w sposób zupełnie losowy, nieraz uniemożliwiając jakąkolwiek sensowną reakcję. Szczytem wszystkiego jest poziom 4, gdzie możemy w pół minuty stracić wszystkie życia - pułapka umieszczona na starcie działa zupełnie losowo i nie ma żadnej (tzn. ABSOLUTNIE ŻADNEJ) metody na jej przejście innej niż biec na pałę i próbować szczęścia. Coś takiego nie powinno mieć miejsca.

Dla chętnych dodatkowych wrażeń pozostał jeszcze tryb B. Polega on na walce 1 na 1 dwóch identycznych postaci, jak w turniejowej bijatyce. Na jednego bardzo szybko można odkryć sposób na strollowanie każdego typu przeciwnika i nudzi się szybko. W takie cuda gra się na dwóch. Absurdalność niektórych ataków i toporność sterowania potrafią dostarczyć kupy głupaewej radochy, i choć Mortala czy Tekkena to nie zastąpi, ani nie uśmierzy bólu po stracie coopa, to na rozkręcenie nerdwieczorku może się nadać.


     

Pomimo tych niedogodności gra się broni. Grywalność jest w niej silna, a błędy zapewniają akceptowalny poziom nerwówki i dodają grze fikuśnego uroku. Grafika się broni, ciosy brzmią jak trzeba, a dostarczane z głośników melodyjki potrafią wpaść w ucho. Nie ma co się oszukiwać, nie te czasy i przejście gry nie zapewni niezapomnianych przeżyć, ale fanom gatunku dostarczy sporo rozrywki. No i, najważniejsze, pozwoli poznać kolejnego klasyka.

No to co? Łups z półobrotu i giiiiń szmato!


8/10
« Ostatnia zmiana: Października 06, 2021, 22:42:02 wysłana przez Mcin »