Street Fighter 2010
*

Offline PegazusMaster

  • *
  • 47
  • 2000 begin of tworzywogropodobne taśmology
Street Fighter 2010
« dnia: Marca 26, 2016, 05:39:00 »
 

Dzibry. Przedstawiam grę z rodzaju platformerów strzelanych stworzoną przez CAPCOM. Gra z tytułu zdaje się być kontynuacją legendarnego mordobicia 2-d STREET FIGHTERA. W rzeczywistości to gra o tytule Nī Maru Ichi Maru: Sutorīto Faitā. Tytuł w  oryginale przedstawia przygodę policjanta-cyborga z przyszłości, który zajmuje się eliminacją przestępców zainfekowanych pasożytem przekształcającym ciała ludzi jak i obcych w super-mutanty. Celem głównej postaci najętej przez między-galaktyczną policję - jest eliminacja istot zmodyfikowanych przez działanie pasożyta - z racji dokonywanych przez nich przestępstw.  Oryginalna gra dzieje się więc w uniwersum nie mającym nic wspólnego z serią Street Fighter. Zmiana tytułu gry na "SF2010" i imienia bohatera na "KEN" miały na celu jedynie zwiększyć sprzedaż gry za granicą.  Ostatecznie Street Fighter 2010 różni się względem oryginału jedynie zmianą uniwersum tła zdarzeń - na fikcyjny ciąg zdarzeń opowiadających o losach "KENA" po wygraniu turnieju Street Fighter.  Przyznam, że wg. mnie w oryginale uniwersum wydaje się bardziej mroczne i spójne jednakże przedstawiona w zagranicznej wersji historia dla postaci "Kena" wydaje się całkiem sprytnym alternatywnym ciągiem zdarzeń po losach turnieju Street Fighter. Dlaczego ? To proste. Postać w SF2010 wykorzystuje futurystyczny styl walki, który polega na wypuszczaniu pocisków energii stanowiących przedłużenie zadawanych rękami i nogami ciosów - co zdało by się w dalekiej przyszłości możliwą formą toczenia pojedynków - w Street Fighterze. Sam motyw podróży "Kena" poprzez zakątki kosmosu sprawia, że idea nabiera nowego rozmiaru. Co takiego niezwykłego jest w tym właśnie tytule, iż skończyłem go ponad 70 razy ?


   


  Zacznę od bazowej idei. Rozgrywka w SF2010 polega na eliminacji kolejnych przeciwników celem pozyskiwania ich energii.  Niby nic niezwykłego, ale nie jest to do końca prawda. W tym tytule pozyskiwaną energię gracz przekształca  w źródło zasilania systemu podroży między planetarnych. Eliminując kolejnych przeciwników zwanych "TARGET" czyli cel - Ken pozyskuje moc, która pozwala na teleportację, w krótkich odcinkach w zakresie aktualnej planety, by ostatecznie po zebraniu odpowiedniej ilości mocy przedostać się na kolejną kosmiczną lokację.
  Kiedy przyjrzeć się samej akcji - widać wyraźnie gamę ciekawych ruchów i ataków. Postać skacze, łapie się ścian, potrafi atakować pięściami od frontu, a także pionowo w górę. To nie są zwykłe ciosy pięściami -  ataki z częstotliwością karabinu maszynowego generują energetyczne pociski - początkowo niskiego zasięgu. Ken potrafi także kopać co ma na celu generowanie ataków m.innymi dookoła postaci - przy uzyskaniu pełnej mocy.  Istotne są również salta - salta pozwalają unikać wrogich ataków.




 W "pojemnikach" na planszach znaleźć można także źródła - zwiększające zasięg ataków. Za każde dwa zasięg wykonywanych ataków wzrasta. Na piątym poziomie czyli przy dziesięciu posiadanych wzmocnieniach zasięgu ataku wrasta do maximum - postać potrafi atakować pięściami na długość całego ekranu gry, oraz wykonywać kopniaki, które otaczają jej ciało potężnymi kulami zadającymi ogromne obrażenia. Na tym ataki nie kończą się. Wśród "pojemników" można znaleźć w grze dwa niezwykłe power-upy . Jeden z nich sprawi, że salto zmieni się w cios, który będzie przecinał przeciwników przy każdym jego wykonaniu. Drugi rodzaj wzmocnienia uczyni tyły postaci bezpieczniejsze za pomocą nieustannie podążającej za nią osłony.


Co mnie najbardziej urzeka w tym tytule i sprawia, że przechodzę grę wielokrotnie bez znudzenia to sama rozgrywka , oraz przeciwnicy, muzyka, grafika  i klimat gry uzyskany przez totalnie fantastyczne lokacje, które miejscami sięgają wręcz rangi artyzmu. Jeśli chodzi o wyobraźnie w wykonaniu planet i piękno uzyskane w grze - niewiele rzeczy jest w stanie temu dorównać. Każda planeta to przepiękna stylistyka - Pierwsza - cywilizacja ziemska z urokami miejskich lokacji. Druga planeta to wariacja na temat roślinności, która żyje swoim życiem. Trzecia planeta to lokacja pełna piasku - w tym wodospadów piaskowych, oraz podziemnych szczątków życia organicznego.  Czwarta planeta to planeta, której domeną jest woda - pełna roślinności, oraz organizmów podwodnych  w tym spotykamy się z sporym etapem, którego obszar stanowi ciało przeciwnika. Piąta planeta to technologiczna lokacja - pełna niesamowitej neuro-stylistyki jak np: pierwszy fragment planety zbudowany o motyw metalowych oczu pełniących rolę prawdopodobnie obserwatorium kosmicznego.  Wystarczy do całości dołożyć fakt, że grafiki przeciwników zostały oparte o realne sylwetki ludzi dlatego w starciu z graczem odzianym w pancerz - kosmiczna i zarazem fantastyczna przygoda pełna ogromnej wyobraźni - zdaje się niemal namacalnym przeżyciem.




  Wyjątkowo jak w żadnej innej grze - etapy w SF2010 mają formę aren. Każda arena to w rzeczywistości ogromne otwarte pole do walki, na którym misją jest pokonanie celu przedstawionego zawsze na początku lokacji. W odróżnieniu od wszystkich gier na nesa jakie znam - takiego rozmachu walk i zachowań bossów nie widziałem nigdzie - absolutnie nigdzie. Walki w SF2010 mają charakter starć z bossami, których przedstawiono zupełnie inaczej niż w grach, które znam. Zamiast wymuszać uczenie się wzorca zachowań bossów - w tej grze walka przypomina nieustanny taniec. W dość inteligentny sposób bossowie - zaskakują gracza na całym obszarze działań zwykle daleko sięgających poza ekran aktualnie widzianej rozgrywki. Niektórzy bossowie teleportują się inni potrafią wykonywać dynamiczne powietrzne wślizgi jeszcze inni to gigantyczne fragmenty biologiczne - co sprawia, że cała lokacje zdają się reprezentować ciało przeciwnika. W zasadzie cała gra z paroma wyjątkami etapów to jeden gigantyczny boss rush  podobnie jak to ma miejsce w ALIEN SOLDIER.  Nie brakuje urozmaiceń. Dwa w pełni automatycznie scrollowane etapy rodem z znanej wszystkim świątyni z gry JACKIE CHAN. Oprócz tego wiele lokacji, w których walczymy z mini przeciwnikami mających charakter starć z mniejszymi wrogami, ale bardziej liczebnymi. Warto wspomnieć o lokacjach przejściowych, które są wymiarami przejściowymi między aktualnie odwiedzanymi etapami - zdającymi się być w innych wymiarach  - służą zwykle za kilkusekundową formę doładowania energii, oraz przygotowania przed tym co ma dopiero nadejść w kolejnej lokacji. Całej grze towarzyszy niezwykle poetycka muzyka, która współgra ze wszystkim co się dzieje w trakcie gry -  dramatyzmem walki, kolorystyką, a nawet charakterem lokacji czy przeciwników - daje to niesamowite psychodeliczne wrażenia. Muzyka nie charakteryzuje się niezwykłymi brzmieniami, ale niezwykłą linią melodyjną, która przywodzi całą masę emocji współgrając z tym co się dzieje na ekranie- co jest dość trudne do znalezienia w większości gier.



Podsumowując. Dla mnie gra niezwykła. Totalne arcydzieło. Niesamowity klimat lokacji, niezwykła rozgrywka i wizualno/muzyczne wrażenia zdają się dla mnie być przeżyciem niemal duchowym. Kolejna gra, która zdaje się przez muzykę, rozgrywkę i stronę wizualną opowiadać historię i wyrażać niejednokrotnie ból postaci. Moja ocena dla gry minimum 10/10 ( w rzeczywistości 2x więcej)

Oceny fragmentaryczne:

*Grafika 10/10 - kompletne arcydzieło miejscami osiągające rangę sztuki. Niezwykłe lokacje zdają się żyć własnym życiem. Piękne i zarazem niepokojące. Głębokie tła dodają głębi przedstawionym planetom. Każdy fragment lokacji zdaje się mieć sporo głębi i być dziełem ręcznego rysowania, aniżeli układania powtarzalnych fragmentów tilesetów.

*Muzyka, oraz audio - kompletne arcydzieło. 10/10 Pomijając brzmienia - muzyka potęguje wrażenia i aktualne sytuacje w samej grze. Kiedy wdzieramy się w przestrzenie między wymiarami uszy atakują psychodeliczne dźwięki. Kiedy docieramy do planety roślinnej - tło muzyczne zdaje się wręcz płakać w rozpaczy nad smutną planetą,a kiedy docieramy do planety piaskowej - dzikie melodyczne riffy wdzierają się w umysł niczym wirus, aby to na planecie wodnej dać trochę ukojenia, by w ostatniej lokacji atakować psychodelą z zdwojoną siłą - wśród starych metalicznych konstrukcji. W trakcie najbardziej przebiegłych bossów muzyka staje się bardzo drapieżna i szalona co powoduje szybsze bicie serca.

*Rozgrywka - Tu nie trzeba dużo pisać. Ukończyłem tę grę ponad 70 razy i chcę jeszcze. Czy mam coś dodawać ? Genialne i zróżnicowane wizualnie - jak i pod względem rozgrywki lokacje wymagające różnorakich taktyk - a zarazem dające dużo swobody. Mnóstwo urozmaiceń wykorzystujących do maksimum przedstawione pomysły, oraz bossowie - przebiegli i posiadający własny charakter - zbudowani w oparciu o wykorzystanie przeznaczonych im środowisk. Nie potrafię się znudzić graniem w ten tytuł !

« Ostatnia zmiana: Marca 26, 2016, 17:12:23 wysłana przez PegazusMaster »
Regulamin - §21

*

Offline daf

  • *****
  • 1439
Odp: Street Fighter 2010
« Odpowiedź #1 dnia: Listopada 24, 2020, 13:25:02 »
Powiem Wam tak - nigdy na poważnie nie zagrałem w tę grę. W głowie mam chyba film AVGN i dramaty, które dzieją się tam w końcówce. Wyścig z czasem - tego w grach nie lubię. Nie lubię się spieszyć, a ta gra bardzo często to na graczu wymusza. Chociażby przy szukaniu portalu po każdym pokonaniu bossa, czyli w sumie niemal co chwilę. No a przy ostatnim bossie słynny rush, byle tylko zdążyć przed upływem timera i to wszystko na jednym życiu. Może nie powinienem sugerować się jedną opinią, ale nie może mi ten filmik wyjść z głowy i odblokować chęci do zagrania.

Ale gdyby nie ten jeden, mały fakt, na pewno bym się przekonał i grał w to jak pojebany. Grafika i klimat są niesamowite! Zobaczcie na grafikach powyżej jak to wygląda. Połączenie Shatterhand z Abadox, Ninja Gaiden i pigułami. Historia też jakaś tam jest - są ładne cutscenki i dialogi. Do tego nawiązania do słynnych filmów sci-fi. Capcom nie ma się czego przy tej grze wstydzić.

Uważam, że to jedna z najbardziej niedocenianych gier na Famicoma - powinniśmy ją uwielbiać i się nią szczycić, a oprócz tego chłopa z posta wyżej nie słyszałem, aby ktoś w nią seryjnie grał. W tym także na zlotach. Jakby coś to jestem chętny, aby z kimś na F13 spróbować, tylko potrzebny spory zapas melisy.

*

Offline rocket

  • Asystent Moderatora
  • *****
  • 93
Odp: Street Fighter 2010
« Odpowiedź #2 dnia: Listopada 26, 2020, 01:48:46 »
AVGN to leszcz, co nieraz udawadniał w swoich filmach, portale po  przejściu w łatwy sposób można znaleźć, a ten podobno sławny boss rush na końcu gry właściwie jie istnieje przy odpowienim sposobie. Miesiąc temu przeszliśmy tą grę z Mejsem i Robim, po ostatnim bossie zostało jeszcze z 30 sekund do końca

*

Offline Preki

  • **
  • 294
Odp: Street Fighter 2010
« Odpowiedź #3 dnia: Listopada 26, 2020, 21:54:46 »
W głowie mam chyba film AVGN i dramaty, które dzieją się tam w końcówce.
Nerdem bym się nie sugerował, bo to postać fikcyjna a odgrywający go James Rolfe jest przeciętnym graczem i prawdę mówiąc, kolejne odcinki AVGN-a również wychodzą przeciętnie.
Uważam, że to jedna z najbardziej niedocenianych gier na Famicoma - powinniśmy ją uwielbiać i się nią szczycić, a oprócz tego chłopa z posta wyżej nie słyszałem, aby ktoś w nią seryjnie grał.
Ten chłop z posta powyżej nie raz zachęcał mnie bym spróbował sięgnąć po SF2010 i za każdym razem moje podejście kończyło się po paru minutach. Nie ukrywam, gra wygląda i brzmi świetnie ale za gilop nie ogarniam jak w nią grać. Może się kiedyś uda jak z innym klasykiem Capcomu - Bionic Commando, którego też przez długi czas nie jarzyłem.

*

Offline daf

  • *****
  • 1439
Odp: Street Fighter 2010
« Odpowiedź #4 dnia: Czerwca 24, 2021, 21:59:25 »
W ogóle nie wiem, czy jest to wiedza powszechna, czy raczej mniej znany smaczek, ale budynek w tle pierwszego etapu nawiązuje do scenerii z Blade Runnera.


Odp: Street Fighter 2010
« Odpowiedź #5 dnia: Czerwca 24, 2021, 22:29:05 »
Ciekawy smaczek Daf. Gry na Pegasus dalej zadziwiają :D