Contra
Odp: Contra
« Odpowiedź #15 dnia: Lipca 19, 2021, 07:26:07 »
Nieee, zwykłej wersji nawet nie uruchomiłem na zlocie.

*

Offline OsA

  • **
  • 481
    • #58OsA
Odp: Contra
« Odpowiedź #16 dnia: Października 18, 2022, 08:42:41 »
Tak sobie ostatnio przysiadłem i spróbowałem po kilku latach ukończyć Contrę na 3 życiach i miałem problemy. W końcu jednak się udało. Na pewno jest znacznie łatwiej w dwie osoby.

Wszystko zostało napisane. Contra to gra idealna, której nic nie brakuje. To 8-bitowa perełka, która nigdy się nie kończy. To nie jest jedna z tych gier w które tłuczemy i gdy zobaczymy napisy końcowe to koniec - ukończyliśmy - tyle - wystarczy.

To gra do której się wraca przy każdej okazji. Samemu - dla relaxu. We dwójkę - obowiązkowo. Wszystko zostało napisane - świetna pozycja.

Ale ja chciał bym się cofnąć jakieś 27 lat wstecz, bo mniej więcej tam sięga moja pamięć, a dokładnie pamiętam moje pierwsze spotkanie z Contrą. Byłem z mamą chyba u jej chrzestnej (dalsza rodzina). Były to zimowe dni, na dworze już zapadał zmrok, śnieżne zaspy wokoło, smog w powietrzu, ale wtedy nikt na to nie zwracał uwagi. Ciocia dołożyła do pieca, mama siedziała przy kawie, a ja się nieco nudziłem, spoglądając na dziwne szare plastikowe "pudełko" przy telewizorze unitra. Nie mam pojęcia czy już wtedy miałem styczność z pegasusem, ale na pewno był to mój pierwszy kontakt z "oryginalnym" pegazem. Był to model MT 777 DX i zrobił na mnie ogromne wrażenie, a zwłaszcza kanciate pady. Niestety nie znałem się za bardzo i nie chciałem ruszać czyjegoś urządzenia, na szczęście po jakimś czasie pojawił się dużo starszy "kuzyn" i po odfajkowaniu "dzień dobry" ruszył do telewizora. Uruchomił całe ustrojstwo, przedmuchał slot fioletowego cartridga, wsadził w slot konsoli i włączył. Moim oczom po raz pierwszy w życiu ukazała się składanka 168in1 z cudowną muzyką. Siedziałem jak zahipnotyzowany, a po chwili gdy kuzyn uruchomił Contrę - siedziałem jak zaczarowany. Jakbym to ja był tym komandosem, dziecięca wyobraźnia nie zna granic i nigdy nie zapomnę tego uczucia jak obserwowałem pierwsze przejście tej gry. Każdy kolejny poziom powiększał mój zachwyt, a ostatni etap rozłożył mnie na łopatki. Ostatni nieco obleśny boss i koniec. Wyspa wybucha, helikopter odlatuje. Piękne. Po skończonej rozgrywce pozwolono w końcu mi spróbować swoich sił po raz pierwszy w życiu. Nie pamiętam czy dotarłem chociaż do drugiego etapu, ale pamiętam że stwierdziłem, że jeśli tak wyglądają gry na pegasusa - to ja tego  pegasusa muszę mieć! Do tej pory grałem tylko na commodore 64, a gry na ten komputer wyglądały dość specyficznie. No i to  kręcenie głowicy, oczekiwanie w ciszy bez tupania czy gra się załaduje. A tutaj cyk, wyjąć, dmuchnąć, wsadzić - i można grać. Cudowna gra na cudownej konsoli. Można powiedzieć, że to był początek tej całej przygody.

Lata późniejsze to moment kiedy udało mi się dorwać 168in1 i grałem bardzo często. Był okres kiedy raz dziennie Contrę przejść musiałem. Ale żeby nie było tak kolorowo zawsze ustawiałem sobie 99 żyć. Grałem bezstresowo, nie przejmując się utratami żyć. Po prostu chłonąłem tą całą atmosferę wylewającą się z ekranu.
Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE!

Jeszcze powiedz, że zajebiste....