Rygar
*

Offline daf

  • *****
  • 1608
Rygar
« dnia: Października 17, 2022, 16:51:57 »

Cieszy mnie, że dużo piszemy tu ostatnio o grach, jednocześnie często dziwią mnie przez to braki w wątkach o grach, które przysiągłbym, że już się u nas znajdują. Teraz, przykładowo, chciałem poczytać/napisać coś o Rygarze, ale ku mojemu zdziwieniu - wątku brak. Nie wolno tak.

Rygar pierwszy raz ujrzał światło dzienne w 1986 roku, na japońskich maszynach arcade - jako Argos no Senshi (Arugosu no Senshi, lit. Warrior of Argus). W kolejnym roku posiadacze NES, bądź Famicoma, mogli zagrać w ten tytuł już w domowym zaciszu.
W tym miejscu może przypomnę raz jeszcze o - moim zdaniem - błędnym tłumaczeniu tytułu, podczas wydania wersji amerykańskiej (mówiłem już o tym kiedyś na antenie 2A03 FM). Otóż - główny boss w oryginalnej, japońskiej wersji nosi imię ライガー (Raigā), co u Amerykanów przełożono na "Ligar". Myśląc zdrowo-rozsądkowo, Rygar powinien być więc imieniem głównego bossa, a nie protagonisty, który w japońskiej instrukcji określany jest po prostu jako Senshi (wojownik). Coś tu nie zagrało w tłumaczeniu gry, przez co skazani jesteśmy na błędne nazywanie głównego bohatera i żadna siła już tego nie powstrzyma.

Ale to tylko taka drobna, dla wielu nieistotna, ciekawostka. Zajmijmy się bardziej konkretnymi rzeczami, czyli bezpośrednim opisem tej gry od Tecmo.
Wątek fabularny przedstawiałem już onegdaj na tym forum, więc pozwólcie - poniekąd także z własnego lenistwa - że zastosuję operację kopiuj-wklej.

"Cała historia toczy się w monumentalnym mieście Argool, założonym onegdaj przez pięciu mistycznych bogów, zwanych Bogami Indora. Ludzie żyli tu w spokoju oraz dostatku, jednak ta sielanka nie mogła trwać rzecz jasna wiecznie, bowiem już niebawem na Argool spłynęło wielkie nieszczęście. Niebo nad miastem przysłonił wielki, majestatycznie unoszący się w chmurach zamek. Zamek ów, należał do potężnego Ligara oraz całej jego armii potworów, która to coraz częściej zsyłana została na ziemię, aby siać zniszczenie i spustoszenie wśród niewinnych, spanikowanych obywateli Argool. Z czasem doprowadziło to do wygnania ludności z miasta, lub zrobienia z nich niewolników, a w miejscu dawnej osady powstało „królestwo zła”. Udokumentowawszy swoje zwycięstwo, Ligar zamknął wielkie Wrota Pokoju, będące od zawsze symbolem dumnego miasta Argool, a otwarte przed wiekami przez Bogów Indora. Ostatni cień szansy dla ludzkości zniknął wraz z zatrzaśnięciem wrót, od teraz mogli oni tylko i wyłącznie modlić się do swych nowych bogów, a uśmiechu na ich twarzach nie dało się dostrzec już nigdy. Jednak społeczeństwo modliło się w innej wierze. Legenda głosiła, że gdy czas pokoju zostanie przyćmiony przez złe moce, dzielny wojownik powstanie z martwych, aby zwalczyć ciemność i przywrócić ludziom pokój na ziemi. Modły ludności rozbrzmiewały tak głośno, że niosły się ponad szczytami gór i dotarły aż do odległych krain. Mistyczny wojownik Rygar powstał z zaświatów i tylko od nas samych zależy, czy uda mu się pokonać moce ciemności i na nowo otworzyć Wrota Pokoju".

Rygar objawia się nam zatem jako solidne, stereotypowe wręcz action-adventure, wpadające także w kanon tzw. metroidvanii z elementami RPG. Poruszać będziemy się tu po całkiem rozległych obszarach krainy Argool, odwiedzając różne ciekawe miejsca, szukając przedmiotów i rozbudowując naszą postać. Początkowo zaczynamy z tzw. disk-armorem, czyli dużym, kolczastym dyskiem na łańcuchu. Narzędziem tym - oprócz oczywistego unicestwiania wrogów - możemy także zbierać na dystans power-upy. A tych jest aż całe dwa. Potion (jeden punkt energii) oraz gwiazdki dopełniające stan naszej "many" (więcej o tym w solucji, nie będę już wszystkiego powielał). Po drodze będziemy też mogli znaleźć hak na linie, umożliwiający nam wspinanie się na wcześniej niedostępne miejsca, oraz życiodajny eliksir, dopełniający naszą energię w pełni. Po pokonaniu pięciu bossów, otrzymamy zaś od pięciu Wielkich Bogów Indora dary, bez których dotarcie do kresu naszej wędrówki byłoby niewykonalne. Fajnie to wszystko sprawdza się w praktyce, sprzęty dostajemy w dosyć dużych interwałach czasowych, przez co nasza postać rozwija się dosyć powoli, a każdy ten upgrade daje sporą satysfakcję.

I tak przestawia się cała rozgrywka w grze - wędrujemy, walczymy, rozwijamy expa naszej postaci, zwiększamy jej siłę oraz wartość defensywną, szukamy drogi, kolekcjonujemy przedmioty, słuchamy rad bożków, giniemy, kontynuujemy, bardzo dobrze się bawimy. Wspomniana opcja kontynuacji jest nieskończona, co trochę rekompensuje nam brak passwordów w grze...

Jak prezentuje się Rygar, dobrze wiecie. Nie jest to najlepszy przedstawiciel audio-wizualny tej epoki gier. Momentowi premiery gry, wciąż bliżej było co prawda do pierwszej gry na Famioma, niż do tych ostatnich w 1994 roku, ale i tak... Grafika się glitchuje aż nadto, wszystko jest surowe, wręcz prymitywne, kafelki są biedne - czasami bolą aż oczy. Uszy także, ponieważ kakofonie w postaci 3-sekundowych loopów napisanych na kolanie też tu występują. Mógłbym śmiało zaliczyć aspekt audio/video do najsłabszych punktów tej produkcji, gdyby nie to, że... oprawa bardzo pasuje mi do surowego świata Rygara i wiem - pisałem o tym wielokrotnie. Lokacje, które odwiedzimy bardzo mi się podobają - są jasne, widać że nadgryzione zębem czasu, mają świetny, starożytny klimat i przypominają mi krajobrazy z Karnova (a w zasadzie to te karnovowskie przypominają mi te z Rygara, o czym pisałem kiedyś w opisie "grubasa"). Jestem zakochany w tej kiczowatej, niedorobionej i surowej grafice, więc nie patrzę na to obiektywnie.
Tak samo silne strony ma też ten słaby soundtrack, o którym wspominałem. Obok kawałków tragicznych, znajdziemy także świetne kompozycje, których uwielbiam słuchać. Jest to bardzo nierówny element tej produkcji.

Słowo o porcie tej gry z wersji arcade - famicomowy tytuł niewiele ma wspólnego z oryginalnym Rygarem. Zapożycza z niego niektóre elementy, jak wrogowie, broń, czy ogólny klimat etapów, jednak większość elementów jest tu unikatowa. Wystarczy wspomnieć, że oryginał nie posiadał elementów RPG - był dużo bardziej liniowy, nieukierunkowany na rozwój naszego wojownika. Tytuł ten został zresztą przeportowany na wiele różnych systemów, wliczając w to m.in. X68000 (1986), ZX Spectrum, Amstrad CPC (oba 1987), czy Atari Lynx (1990). Kontynuacja gry była wydana na PS2 pod tytułem Rygar: the Legendary Adventure.

Tak prezentował się oryginalny, arcade'owy Rygar.

Nie będę Was dłużej męczył opisywaniem tej gry - jednej z moich ulubionych na tej konsoli. Słowem zakończenia - bardzo spodobała mi się ona już za dzieciaka, gdy posiadałem japońską jej wersję na pirackim kartridżu. Nie pamiętam niestety, jak nazywaliśmy ją na podwórku, a na pewno jakieś określenie przybrać musiała, gdyż był to jeden z tytułów, które zapisane po japońsku pozostawały przez lata anonimowe w swej nomenklaturze. Pamiętam, że od początku mojego obcowania z Argos no Senshi, podobał mi się wspomniany już klimat krajobrazu - te surowe góry z samego początku (Sueru Mountain i Gran Mountain) i stopień zakręcenia tego tytułu - to chyba mój pierwszy kontakt z jakąkolwiek metroidvanią i od samego początku bardzo mi się ta forma zawarta w Rygarze spodobała. Pamiętam radość ze znajdowania przedmiotów, z pokonywania bossów, a nawet z odwiedzania bożków, mimo, że nic z ich rad wtedy nie rozumiałem. Polecam serdecznie - warto.

PS Ponieważ uploadowanych mam wiele screenów z solucji, nie będę ładował nowych, tylko wykorzystam tamte (nie zwracajcie uwagi na liczby w rogu).