The Terminator - SEGA Master System
*

Offline Qurek

  • *****
  • 423
The Terminator - SEGA Master System
« dnia: Czerwca 24, 2019, 15:03:31 »
    Przykład gry opier.olonej na szybko, na kolanie. Nie sposób opisać jak bardzo skrajne emocje we mnie wywołuje. Z jednej strony jestem ogromnym freakiem jeśli chodzi o dwa pierwsze filmy Camerona i mało który gniot jest w stanie odwieść mnie od grania w przeróżne adaptacje. Z drugiej strony patrząc chłodnym okiem nasuwa się pytanie - Jak takie coś mogło trafić do sprzedaży? Ano mogło, uzyskując pełne prawa do marki.

    Drugą kwestią pozostaje temat kto, kogo miał promować? Skłaniałbym się ku stwierdzeniu, że znakomity filmowy sequel z 1991 roku, doskonały pod każdym względem, miał promować dwie konkurujące ze sobą na rynku konsole do grania tj. Nintendo Entertainment System oraz Segę Master System (dalej w tekście jako SMS). Na obie bowiem maszyny, pojawiły się jako ekskluzivy(sic!), gry pt. "The Terminator", przy czym ta na NES to już totalna porażka i nie radzę jej tykać nawet kijem. Gry "The Terminator 2 - Judgement Day" pojawiły się już w bliźniaczych wersjach na obu systemach, ale ten temat pozostawię sobie na inną okazję.

    Terminator obok Sonica The Hedgehog, to jedna z dwóch gier jakie miałem okazję ukończyć na SMS. Powodem tego był fakt, że mój kolega - ten od Commodore 64 - postanowił w czasach powszechnie królującego nam PEGASUSA zabawić się w hipsterkę. Zakupił bowiem konsolę SEGI o podtytule Master System II z wbudowanym w pamięć Sonic'iem, próbując przekonać wszystkich dokoła o wspaniałości powyższej, wylewając jednocześnie ukradkiem hektolitry łez w rękaw. Powód? - Nie miał chłop w co grać.  Próbując jednak być twardym dokonał pierwszego i zarazem ostatniego zakupu gry, po którym wywiózł konsolę na działkę, gdzie po wielu latach wyparowała wraz z paliwem od kosiarki podczas jednego z włamań. Tak w skrócie przedstawia się geneza tego w jaki sposób miałem do czynienia z grą "The Terminator" w czasach bardzo dla mnie dziś odległych.

    Co do samej rozgrywki, to pamiętam, że udało nam się podczas jednej z kilku sesji dotrzeć do maksymalnie drugiego etapu. Tam poziom naszej frustracji osiągnął zenit. Brak internetu, jak i brak pomysłu na pomyślne ukończenie drugiego etapu zadecydował o tym, iż daliśmy sobie z grą spokój. Dziś wiem, w czym tkwił nasz problem (wystarczyło z jednego z budynków spaść bez wcześniejszego podskoku, ażeby się nie zabić). W każdym razie i tak osiągnęliśmy sukces, bo ukończyliśmy tym samym jakieś 30% gry. TAK! Nie przesłyszeliście się 30%.

    Seria LastFewMinutes, którą zacząłem nagrywać pod kątem urządzania sobie podglądu wideo pod retropie w zamyśle miała zawierać kilka ostatnich minut z danej rozgrywki. Terminatora wrzuciłem doń całego ponieważ można go ukończyć w UWAGA.... 10 minut.

    Mam wrażenie, że dla twórców beta-test oznacza mniej więcej tyle samo co beta-karoten. Ktoś widział film, ktoś rzucił szkice, ktoś coś skomponował, ktoś zaprogramował, i kto się zesrał czując ciepły oddech Nintendo na plecach.

    Co z tego, że etapy wyglądają na rozległe, skoro jedyna słuszna droga wiedzie jak po sznurku? To taki trochę jakby trik, ale szybko zacząłem przestać się nabierać.
Co z tego, że zaprogramowano jakiś przeciwników, skoro jedyna słuszna opcja to strzelać, zrobić dwa kroki, strzelać, zrobić dwa kroki etc.
Co z tego, że jeden z etapów - konkretnie trzeci - przypomina mieszankę "Guitar Hero" i "Pataponów"? I w końcu (wiem czepiam się) co z tego, że Connor to Conner?

    Tylko dlatego, że mam ogromny sentyment zarówno do gry jak i do filmu oraz tylko dlatego, że gra jest w odróżnieniu od tej NESowej, w jakimś tam stopniu grywalna postanowiłem ją zaprezentować od początku do końca. Zapraszam zatem do oglądania, a każdy niech sobie wyrobi zdanie nt. oprawy graficznej czy ścieżki dźwiękowej. Tylko uprzedzam, nie przestraszcie się Sary Conner(sic!). Na jednym z przerywników wygląda jak je.ana banshee.