Ninja Gaiden [SERIA]
*

Offline Mcin

  • **
  • 499
Ninja Gaiden [SERIA]
« dnia: Listopada 11, 2021, 13:49:29 »
Ninja Gaiden - recenzja

       


[…] Z uśmiechem na ustach i w koszulce „jestem hardkorem” legł na tapczanie, lecz nie danemu było odpocząć w tę noc. Pomimo zamkniętych powiek przed oczyma miał dantejskie wizje pegasusowego piekła. Emulatory niekompatybilne z niczym, wszystkie gry to kaszany nad kaszanami, a sprzedawcy na allegro mają same negatywy. Obudził się zlany potem. Wiedział, co gryzie jego sumienie, co nie daje mu spać. To on, nieziemski, niezrównany i wciąż niepokonany Ninja Gaiden.

Wbrew pozorom ten opis wielce bliski jest rzeczywistości, albowiem Ninja Gaiden jest grą, po przejściu których czujesz, że jesteś prawdziwym pr0 i hardcorem. Produkcja ta jest bez wątpienia jedną z najtrudniejszych gier na NES (a zdaniem niektórych – najtrudniejszą). Na dodatek przeszedłem ją bez save’owania, więc mogę przyodziać kupiony niemal przed rokiem podkoszulek :P

Z pozoru to zwykła platformówka. Jako Ryu Habayusa przemierzamy kolejne poziomy zakończone bossami i ratujemy świat. Możemy skakać, łapać się ścian, atakować mieczem i „z czara”. Po drodze zbieramy mnóstwo znajdziek.
Siła tej produkcji tkwi jednak w szlifie. Od samego początku gra szczuje nas wysokim poziomem trudności, który wciąż rośnie. To, co na początku było niemożliwą do przejścia lokacją, z czasem staje się placem zabaw. Wymagania stawiane w tej grze są przemyślane od początku do końca, każde da się przejść, a trudność nie wynika ze złego projektu leveli, a jest zabiegiem celowym. Często przejście danego momentu jest możliwe tylko w nieustannym biegu, przerywanym sporadycznymi atakami, czasem trzeba się zatrzymać i co parę kroków siekać kataną. Przeciwnicy zazwyczaj poustawiani są na skraju niedużej platformy, co niemal zeruje margines błędu gracza. To plus nielimitowane kontynuacje sprawia, że porażki, choć wywołują wciekłość i każą k**wić na cały głos, motywują do dalszej rozgrywki, stanowią siłę całej produkcji. Nie muszę chyba pisać, jak to wszystko wpływa na satysfakcję po ukończeniu gry.

       

Antagoniści, których spotkamy na drodze nie są zbyt wymyślni – biegają, skaczą, rzucają, biegają i rzucają, skaczą i plują itp. Naprawdę pomysłowych zliczę na palcach jednej ręki. Są oni jednak porozmieszczani w przemyślany sposób, jest ich multum i często respawnują się, gdy choć trochę się cofniemy. Tu znów widać mistrzowskie wykończenie, jakim charakteryzuje się produkcja Taito.
Oczywiście, każdy poziom kończy się ciut wyrośniętym bossem. Z początku nie są oni szczególnie trudni, ale porażka oznacza powrót do początku aktu, a każdy kolejny przeciwnik kończący poziom jest silniejszy. I w ten sposób dochodzimy do końcowej potyczki, która wymaga perfekcyjnego przejścia serii nieziemsko trudnych poziomów i rozgromienia oponenta, latającego jak smród po gaciach. Masakra  :o

Przy okazji pisania o przeciwnikach nie mogę nie wspomnieć o Greenpeace. Ryu musi mieć u nich przerąbane, skoro najtrudniejsze do pokonania w całej grze są hordy nietoperzy i ptaków! Zieloni wysyłają w formie kamikadze całe mrowie przedstawicieli gatunków zagrożonych wyginięciem i pomagają wskrzesić demona. Cóż za hipokryzja! Wyszło na jaw, po co im ten cały podatek ekologiczny!
Wizualnie gra prezentuje się dobrze. Widoczna jest charakterystyczna dla starszych gier surowość grafiki, ale akurat bardzo mi się ona podoba. Oprawa dźwiękowa też trzyma poziom, muzyka wpada w ucho i motywuje do walki, a odgłosy dopełniają wrażenia z rozgrywki.
Mówiąc o szacie audiowizualnej nie wypada nie wspomnieć o filmikach między poziomami. Czegoś takiego przed Ninja Gaidenem nie było! Przerywniki maksymalnie wykorzystują możliwości konsoli, a poza tym są nagrodą za przejście kolejnego etapu, więc nie czułem potrzeby przewijania ich. I to pomimo fabuły, która choć tłumaczy co i jak i po co, to nie jest w żaden sposób wybitna i nie można jej zachwalać bez dodawania „jak na Pegasusa”. I tak dobrze, że ktoś zechciał nadać jakiś sens naszej walce z padem w ręku.

       

Podsumowując, NG to jedna z najbardziej wciągających gier na swoją platformę. Grywalność, poziom trudności, oprawa i dopracowanie niemal każdego elementu czynią ją produkcją legendarną, godną sławy, którą zdobyła przez lata, męcząc kolejne pokolenia graczy, a przede wszystkim must-havem (albo chociaż must-playem) dla każdego maniaka Pegasusa. A ja już jestem hardkorem :D

Ocena: 9+/10



Sorry but you are not allowed to view spoiler contents.
« Ostatnia zmiana: Grudnia 17, 2021, 10:15:29 wysłana przez żur0 »

*

Offline Mcin

  • **
  • 499
Odp: Ninja Gaiden - trylogia
« Odpowiedź #1 dnia: Listopada 11, 2021, 14:04:41 »
Ninja Gaiden II: The Dark Sword of Chaos - Recenzja

       

Dynamiczna akcja, która nie zwalnia tempa nawet na chwilę, dobra oprawa audiowizualna, niesamowite jak na tamte czasy wstawki filmowe i bardzo wygórowany poziom trudności – dzięki tym cechom Ninja Gaiden stał się wśród fascynatów 8-bitów produkcją legendarną. Jednak już w czasach największej świetności NES’a małe, amerykańskie szkraby doceniły tę produkcję, wydając na nią ciężko zarobione przez rodziców pieniądze. Kurę znoszącą złote jajka trzeba wykorzystać, więc powstała dwójeczka. W teorii wszystko zostało zrobione zgodnie z złotymi zasadami tworzenia sequeli: to samo, tylko więcej, lepiej i ładniej.

A w praktyce… Mamy Ryu Hayabusę, który tym razem ratuje wybrankę swego serca, a przy okazji świat. Choć znam fanatyków, którzy potrafią zabić przekonując o wyższości fabularnej jednej części Gaidena nad drugą, to dla mnie żadna nie zasługuje na specjalne pochwały, nie wybija się ponad to, do czego przyzwyczaiły mnie filmy i książki. Taki miły dodatek do siekania.
Sama sieksa to już materiał na dłuższą rozprawkę. Znów biegamy i rozpruwamy mieczem demony, ale postarano się, żeby walka nie była klonem z jedynki, w czym pomagają… klony, zwane przez graczy także cieniami lub duchami. To pomocnicy pojawiający się po zebraniu odpowiedniego power-upa. Biegają za nami, acz z pewnym opóźnieniem, zatrzymują się i ruszają wtedy, kiedy my i atakują razem z nami, tym samym atakiem, co my. Ciężko mi to opisać słowami i troszkę mogłem pokręcić, ale screen powinien wyjaśnić, o co w tym chodzi.

       

Zmian jest więcej, niestety nie zawsze udanych. Przykładowo, skok działa z lekkim opóźnieniem. Nie jest ono duże, tylko mały ułamek sekundy, ale gdy ma się odruchy z jedynki, potrafi ono doprowadzić do utraty życia. W grze, w której margines błędu jest tak niewielki, nie powinno być takich problemów. Do listy skarg i zażaleń dodajmy jeszcze, że nie wszystkie wrogie pociski da się ściągnąć do piachu, a przed próbą trafienia niskiego wroga trzeba kucnąć. Co mi w tym przeszkadza? Ano to, że w jedynce było inaczej, a sytuacja, gdy na znanego z widzenia adwersarza nie działają stare patenty, działa niekorzystnie na mój wnerwometr. W sumie to drobiazgi, ale sprawiają, że nie da się przejść gry zaraz po zaliczeniu jedynki i musiałem je odnotować. Chociażby dla podkreślenia, że większych błędów tu ni ma.

Ale za to zalety są. Twórcy postarali się, żeby poziomy były bardziej zróżnicowane niż w poprzedniku. Zwiedzimy różne lokacje, od miasta przez dżunglę i lodowe krainy po świątynie demonów, acz odpowiednio urozmaicone. Już w drugim levelu musimy zwracać uwagę na zmienny kierunek wiatru, który potrafi przeszkodzić przy skoku. Czasem jedynie pioruny sporadycznie oświetlają teren, podziemne potoki pchają nas ku zagładzie w otchłaniach, ślizgamy się na lodzie, a fragmenty budowli zasłaniają widok. Ostatni zaś poziom jest już stuprocentowo czysty, bez udziwnień, prawdziwa Ninjogaidenowa zabawa.
Na drodze ku zbawieniu świata spotkamy nowych przeciwników, z których najwięcej problemów sprawią ludzie-krety. Starych znajomych też jest kilku, lecz niestety, o czym już wspomniałem, lubią oni zaskakiwać. Dobrze chociaż, że wiadomo, czego można się spodziewać po nietoperzach i ptakach. Żeby nie było za ciężko, czeka na nas kilka nowych broni, stare o zmienionym działaniu i parę usprawnień w sterowaniu. Teraz Ryu może wspinać się po ścianie, do której przyległ. Nie trzeba też trzymać strzałki w górę wisząc na klifie – żeby rzucić czar wystarczy wdusić B, co nie raz uratowało mi tyłek. Przydaje się to też przy bossach, ciut prostszych od tych z jedynki. Ogólnie rzecz ujmując to właśnie dwójka jest najłatwiejszą grą z całej trylogii, co nie znaczy wcale, że jest banalna – to tak, jakby powiedzieć o najwolniejszym bolidzie F1 „gruchot”.

       

Na deser zostawię oprawę. Ogólne gra jest ciut ładniejsza, płynniejsze animacje i bardziej dopracowane sprite’y cieszą oko, ale brakuje mi trochę tej wizualnej toporności z jedynki. Drażni mnie też zmieniający kolor interfejs. Muzyczka motywuje do walki i pasuje do poziomu, w którym jest odtwarzana. Jednak twórcy i w tym aspekcie nie ustrzegli się błędu – utwór w poziomie 7-2 jest wybierany chyba losowo, nie raz zmieniał się po tym, jak straciłem życie.
Czy Ninja Gaiden II jest godnym następca pierwowzoru? Co do tego nie mam wątpliwości. Jest w nim niemal wszystko to, za co cenię oryginał, dopracowane zgodnie z tradycją serii. Rodzi się pytanie, czy w tym wypadku uczeń przebił mistrza? Moim zdaniem - nie, podstawowa wersja jest lepsza, nie tylko dlatego, że pierwsza. Choć na ten temat fani serii dyskutują do dziś na różnych forach ( w tym i naszym) zgody w narodzie nie ma i długo nie będzie. Jednak mimo iż zdania w tej kwestii nie zmienię, to druga część przygód Ryu na taką samą notę jak protoplasta zasługuje.

Ocena:9/10

Sorry but you are not allowed to view spoiler contents.
« Ostatnia zmiana: Listopada 11, 2021, 14:09:16 wysłana przez Mcin »

*

Offline Mcin

  • **
  • 499
Odp: Ninja Gaiden - trylogia
« Odpowiedź #2 dnia: Listopada 11, 2021, 14:13:01 »
Do trójki tekstu nie mam, toteż podlinkuje tekst Bojana, który zwróciła mi forumowa wyszukiwarka:

http://contrabanda.eu/ninja-gaiden-iii/


Sorry but you are not allowed to view spoiler contents.

*

Offline OsA

  • **
  • 386
    • #58OsA
Odp: Ninja Gaiden - trylogia
« Odpowiedź #3 dnia: Listopada 24, 2021, 08:41:15 »
Jedna z bardziej irytujących serii na pegasus. Strasznie wkurwia respawn przeciwników.
Podchodziłem chyba już 2 razy i jakoś przerywałem rozgrywkę... Ale jak to mówią do 3 razy sztuka i przysiądę w końcu do całej trylogii i spróbuję ukończyć (oczywiście z zapisywaniem stanu gry, bo tylko na tyle mnie stać. Tak więc odezwę się jeszcze tutaj.... na pewno odezwę do końca zimy 2022 :)

Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE!

Jeszcze powiedz, że zajebiste....

Odp: Ninja Gaiden - trylogia
« Odpowiedź #4 dnia: Grudnia 04, 2021, 09:41:05 »
Te gwiazdy Dawida były sobie normalnie w zachodnich wydaniach Ninja Gaiden? :o

Z pierwszą częścią dobrze się zapoznałem ale na którymś bossie się ciągle wykładałem a continue mocno cofało w postępie to grę olałem. Gra musiała robić wrażenie w 1987 roku, sterowanie pozwala na wiele, jest wartka akcja i to "Tecmo Theatre" wciągające w historię.

NG2 przeszedłem, ostatniego bossa wymęczyłem dzięki nielimitowanym continue, które tym razem aż tak nie cofały w rozgrywce.
Był gotowy silnik, Tecmo dodało nowe poziomy i mechaniki; i tak każdy kojarzy że to ta część z "wiatrem".

NG3 zagrałem dosłownie chwilę, to się nie wypowiadam.

*

Offline Mati

  • *
  • 383
  • Gilop
Odp: Ninja Gaiden - trylogia
« Odpowiedź #5 dnia: Grudnia 04, 2021, 13:54:02 »
W dzieciństwie spotkałem się z Ninja Gaiden 3 z resztą na bardzo fajnym cartridge'u 4 in 1 gdzie prócz niej były jeszcze Double dragon 2, 3 i Super C i to był pierwszy cart który spotkałem się ze zmianą gier przez reset. Nie znam dobrze ani jedynki, ani 2, ale za to trójeczka mi się bardzo podoba. Muzyka i szeroka fabuła, ale chyba najbardziej w zachwyt wprawiają cutscenki, których oczywiście w jedynce i dwujce też nie brakuje, ale w trójce to jest po prostu świetnie zrobione. Jakieś 15 lat temu ukończyliśmy z siostrzeńcem, który w tamtym czasie dużo grał na emulatorze, ale tylko wtedy i tylko raz.

*

Offline Mcin

  • **
  • 499
Odp: Ninja Gaiden [SERIA]
« Odpowiedź #6 dnia: Stycznia 21, 2022, 18:43:07 »

Hah, po hacku Conterki jestem na fali, jeśli chodzi o trudne gry. Z marszu zabrałem się za Ninja Gaiden III i po 5 posiedzeniach przeszedłem. Zapamiętałem grę jako prostszą od jedynki i dwójki, gdzie jedynie limitowane continue powstrzymały mnie kiedyś od przejścia i mogę to potwierdzić... chociaż może opinia byłaby inna, gdybym zaczynał od trójki, bo pewne schematy zachowań wrogów się powielają. albo nie. widze kilka elementów, gdzie trójeczka ułatwia nam życie:
- mechanika skoku, ciut lżejsza grawitacja
- wspinanie i ułatwione zeskakiwanie z krawędzi
- mniej diaboliczne checkpojnty.
- bez złośliwie porozstawianych dodatkowych broni

- nieobsranie ptasim łajnem i innymi małymi, zwrotnymi i nieprzewidywalnymi przeciwnikami.
- zaczynami z mocna bronią dystansową - dużą gwiazdką.
- ulepszenie miecza, które wielokrotnie ułatwia trafienie.
- Brak respawnu przeciwników!
To ostatnie to chyba klucz. Można po trochu ciapać co trudniejszych przeciwników i nie zaskoczy nas, że po ruchu o piksel za daleko coś się odrodzi i nas udzikuje. Z drugiej strony, przez to to chyba jedyna cześć, gdzie zdarzało mi się tracić życia z braku czasu. Ogrywałem wersję na Amerykę, która i tak jest znacznie trudniejsza od Japońskiej.
W ogóle w 2A03 padł temat kultury pracy Japończyków i myślę, że tu widzimy przejaw negatywnego oddziaływania. Po 1 i 2 ktoś wysoko postawiony w Tecmo stwierdził, że trójka ma być prostsza i prostsza i prostsza i nikt mu nie mógł wejść w słowo bo hehe feudalizm, po czym gra wyszła i dostali odpowiedź zwrotną z "rynku", że coś chyba przesadzili ;)
W sumie jest dużo mniej skoków co do piksela i szybkich przeciwników, za to twórcy lubią nas raczyć duża ilością dużych wrogów na raz, których musimy metodycznie usiekać, albo sprytnie ominąć. No i tradycyjnie, to poziomy są wyzwaniem, a bossowie to taki deserek, który, odpowiednio przygotowani, łykniemy bez popity.

Graficznie mamy świetne tła i poziomy i bardzo różnych przeciwników, od świetnie animowanych do ikonicznych dla serii drewniaków, którzy równie niemrawo wyglądają, co się poruszają. Muzyka sztos. Całości mechaniki nie będę opisywał, bo te gry są na tyle podobne, że w sumie... gdzieś to już widziałem.
W sumie fajna gra i polecam, jeżeli tylko zignorujecie, że fabuła zakręca w kierunku absurdu tak silnego, że miejscami żenady


9/10


PS jeśli zostawicie grę na ekranie the end, po około 35 minutach wróci do głównego menu. Nie wiem, po co o tym piszę.


Zastanawiam się, po co kolejnego, trudnego, sięgnąć. Battletoads? Image Fight? Gradius? Holy Diver... niee, musi poczekać do zlotu ;)

*

Offline OsA

  • **
  • 386
    • #58OsA
Odp: Ninja Gaiden [SERIA]
« Odpowiedź #7 dnia: Stycznia 21, 2022, 21:46:59 »
Dobra, trochę ograłem wszystkie 3 części więc mogę się wypowiedzieć.


Ok, gra trochę zyskuje przy bliższym poznaniu, ale niestety tylko "trochę".
Jak dla mnie przekombinowana. Szybki resp przeciwników + to, że niektóre etapy trzeba przejść w biegu.... a właściwie to niektórych lokacji trzeba się nauczyć na pamięć. Takie coś o dla mnie wielki minus.


Kolejna mega wkurwiająca rzecz to odskakiwanie postaci po hicie.


I niby gra się zapowiada nieźle, bo wiecie ninja, fajna oprawa, fajna historia, cut-scenki, itp. Ale niestety dla mnie wszystko przekombinowane i pograłem we wszystkie trzy i wszystkie trzy są podobno jeśli chodzi o to co napisałem. Nie będzie to moja ulubiona seria. Udało mi się ukończyć z save'ami część 1 i 3. Dwójkę ukończyłem z game genie.


Tyle. Gra, która mnie zmęczyła psychicznie i nie chcę już do niej wracać.
Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE!

Jeszcze powiedz, że zajebiste....