Teenage Mutant Ninja Turtles [SERIA]
*

Offline OsA

  • **
  • 386
    • #58OsA
Teenage Mutant Ninja Turtles [SERIA]
« dnia: Grudnia 02, 2021, 09:13:44 »
Teenage Mutant Ninja Turtles (1989)

To naprawdę kawał dobrej gry. Powiem więcej to moja ulubiona z żółwiami. Ma jednak jeden dość duży minus - jest cholernie trudna i irytująca. Ma wiele momentów, których trzeba się nauczyć (np. przechodzenie przez małą szczelinę. Spróbujesz skoczyć - spadasz). Po drugie cała mapa to dość mocny labirynt i można trochę się pogubić i niepotrzebnie wejść gdzie nie trzeba. Kolejny problem to masa przeszkadzajek. Gdyby jednak tą grę nieco tylko przerobić i usprawnić - była by naprawdę fenomenalna. Świetna grafika i muzyka. Dla mnie ogólnie naprawdę miodzio.
Nie pamiętam już dokąd udało mi się dojść za dzieciaka, ale na pewno ukończyłem ten koszmarny poziom wodny. Oczywiście gry nigdy nie ukończyłem (chyba,  że z cheatami).


Teenage Mutant Ninja Turtles II: The Arcade Game (1990)

Port gry z automatów i to widać. Zupełna zmiana konwencji gry. Tym razem dostajemy chodzoną bijatykę. Dość wtórną grę, również z wygórowanym poziomem trudności. Granie w pojedynkę jest cholernie uciążliwe. Dodatkowo okrojono maksymalną liczbę graczy, bo na automacie można było pykać w czwórkę (i to by było ciekawe), a na pegasusie już tylko we dwójkę (i tylko taką grę polecam). Gra mnie jednak nie urzekła... Jest po prostu... nudna. Powtarzalni przeciwnicy i po kilkunastu minutach już po prostu idziesz i nawalasz. Zero powiewu świeżości. Nie pamiętam gdzie dotarłem za dzieciaka, ale na pewno gry nie ukończyłem.


Teenage Mutant Ninja Turtles III: The Manhattan Project (1991)

Konwencja ta sama co poprzednio, ale ta część prezentuje się znacznie lepiej. Przede wszystkim o wiele lepsza fabuła, po drugie bardziej zróżnicowani przeciwnicy, po trzecie powiem świeżości w poziomach. Nie jest już tak nudno. Choć gra nadal trudna.


Teenage Mutant Ninja Turtles: Tournament Fighters (1994)

Kolejny obrót o 180 stopni i zupełnie inny gatunek gry. Tym razem bijatyka. Takich gier powstało stosunkowo niewiele na nesa, a jeśli wymienić gry dobre to już wystarczą palce jednej dłoni. I ta gra jest jedną z najlepszych bijatyk na nes. Nic więcej nie muszę dodawać. Po prostu kawał dobrej gry w swym gatunku. W grafice/muzyce widać rok produkcji, bo wyciska z konsoli co się da. Polecam.
« Ostatnia zmiana: Grudnia 17, 2021, 10:14:36 wysłana przez żur0 »
Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE!

Jeszcze powiedz, że zajebiste....

*

Offline Mati

  • *
  • 383
  • Gilop
Odp: Teenage Mutant Ninja Turtles - 4 części
« Odpowiedź #1 dnia: Grudnia 02, 2021, 14:28:28 »
Pierwsza część ma dobrą muzykę, ale jako platformówka do mnie nie przemawia jakoś. Nigdy nie umiałem w to grać zbytnio.
Część druga kilka razy przeszedłem. Jest długa wg mnie podzielona na 11 leveli z czego 11 to już walka z dwoma ostatnimi bossami i sporo się dzieje.
Manhattan project jest to moja ulubiona część jeśli chodzi o chodzone bitki. Bardzo dużo czasu przeżyłem z tą grą, miałem cartridge swego czasu i ta gra wciąż mam wrażenie, że kryje w sobie wiele tajemnic mimo iż przeszedłem ją kilkadziesiąt razy. Uwielbiam tą urozmaiconą formę gry, pojawiających się nowych przeciwników w każdym levelu a szczególnie level z bossem krokodylem i wcześniejszym robotem. To właśnie grając w tą część i kiedyś nie potrafiąc dojść daleko, bo udawało mi się tylko do pierwszej pizzy, to byłem zawsze ciekaw co jest dalej. Ta część ma w sobie to coś, że jak już się w nią gra, to wciąga na długo. Pierwsze przejście gry na emulatorze w 2005 roku zajęło mi ok 3,5h. Pamiętam to jak dziś. Zamiast odrabiać lekcje to poszedłem grać w MP do pracowni komputerowej a później miałem taką fazę, że już jak mogłem w to spokojnie zagrać ponownie, to grałem. Po prostu uwielbiam Manhattan Project. Zawsze chciałem mieć tą grę na cartridge'u po tym z resztą jak pokazał mi ją Daniel i oczywiście udało się później zdobyć niestety wersja z nieśmiertelnym pierwszym Shredderem.
Tmnt tournament fighters.
No tutaj mógłbym eseje pisać o tej części.
Pamiętam jak kolega w 98 przyniósł grę i zafascynowała mnie muzyka a potem kiedy ją u mnie zostawił to klepiąc na padzie nie znając w ogóle żadnych ciosów udało mi się przypadkowo wygrać jedną rundę. To było jeszcze w czasach kiedy łapałem odbiór pegasusa na UKF obok Radia Maryja. :D
Uwielbiam tą część. Jak dla mnie najlepsza bijatyka na NES bez dwuch zdań.
To rozpracowywanie ciosów, poznawanie od początku, nauka postaci. Choć dziś już rzadko gram w tournament fighters, to ja tą część po prostu kocham. Uwielbiam grać 1 na 1 czy to z komputerem czy to z żywym graczem obok. Podsumowując każda część ma w sobie coś ciekawego i są to jedne z ważnych serii, które otarły się o moje pegasusowe życie :).

*

Offline daf

  • *****
  • 1471
Odp: Teenage Mutant Ninja Turtles - 4 części
« Odpowiedź #2 dnia: Grudnia 02, 2021, 14:53:25 »
To prawda - Tournament Fighters to i według mnie najlepsza bijatyka na Famicoma. I chociaż konkurencji zbyt dużej nie ma, to wcale jej to nie powinno umniejszać, to bo naprawdę kawał dobrej gry. Świetnie wygląda, posiada rewelacyjnie aminowane postaci, no i te niezapomniane dźwięki.
Bardzo dużo grałem w nią w dzieciństwie, znam specjale dla niemal każdej postaci (oprócz Mike'a), a motyw muzyczny z Sewer trwale zakodował się w moim mózgu.
Gram w nią zresztą nawet obecnie - często z córką klepiemy się po pyskach na telewizorze.

Reszta części jest dla mnie niestety dosyć mocno anonimowa. Kiedyś próbowałem trochę sił w pierwszą część, ale jakoś tak nie zatrybiło między nami. Aczkolwiek uważam ją za solidną grę. Na pewno solidne są również części 2. i 3. - nie ulega to wątpliwości, jednak i tutaj nie poczułem tego "czegoś". Mimo, że TMNT3 miałem nawet za dzieciaka, nigdy nie wysiedziałem przy niej dłużej niż 20 minut naraz...

*

Offline żur0

  • Administrator
  • *****
  • 888
  • Piszcie posty Kamraci Pegasusa!
    • Contrabanda. O Retro. Po Bandzie.
Odp: Teenage Mutant Ninja Turtles - 4 części
« Odpowiedź #3 dnia: Grudnia 02, 2021, 15:45:03 »
Mam wspaniałe wspomnienia związane z tą serią, chociaż nie ze wszystkimi grami zetknąłem się bezpośrednio.

Największą sympatią darzę wspomniany post wcześniej Tournament Fighters. Odziedziczyłem tę grę po kuzynie na doskonałym carcie 4in1 (TMNT:TF, NY Nyankies, Zen Intergalactic Ninja, Tom&Jerry), gdzie tytuły zmieniało się resetem konsoli. Obok Rockin' Kats to była moja ulubiona gra z tej składanki i spędziłem z nią naprawdę dużo czasu. Gra jest bezsprzecznie najlepszą bijatyką stworzoną na NES. Rewelacyjna grafika, świetna muzyka, a przede wszystkim niebywała dynamika sprawia, że gra nie ma sobie równych w swoim gatunku na NES.

Dodatkowo trzeba wspomnieć o ponadstandardowych trybach gry: STORY oraz tytułowym TOURNAMENT, dzięki którym gra zyskuje jeszcze więcej świeżości. Oba są  ciekawe - właśnie na TMNT:TF pierwszy raz spotkałem się z sytuacją znaną mi potem z różnych maści Tekkenów i Mortal Kombat, że mamy jakiś fabularny dodatek oparty na grze będącej bijatyką. Nie jest to nic rozbudowanego, ale daje poczuć z jakim kalibrem gry obcujemy.

Świetny jest również tytułowy tryb, który pozwala rozegrać turniej z udziałem 4 graczy bez żadnych rozpisek na kartce: wybieramy swoje ksywki, swoich zawodników i stajemy do walki.

Dodajmy do tego rzeczy znane z innych, bardziej zaawansowanych bijatyk:
- wybór mocy zadawanych ciosów (można wyrównać takim handicapem szanse bardziej i mniej zaawansowanych graczy)
- wybór areny spośród czterech dostępnych

Wszystko to składa się na całościowy obraz gry wybitnej - bijatyki, na którą zasłużyli NESowi gracze. I całe szczęście, że się jej doczekali, bo gra została wydana pod koniec ery gier NES.

Jak uda się mi spotkać z moim siostrzeńcem u rodziców, spędzamy bardzo dużo czasu na walce żółwikami. I nie dziwi mnie, że daf napisał o partyjkach ze swoją pociechą, ponieważ gra ma w sobie coś co dzieciaki magnetyzuje przed telewizorem (występują również duże emocje i frywolnie wyrywają się niecenzuralne sformułowania zasłyszane w przedszkolach i nie tylko, ja usłyszałem np. że "jestem Morawieckim" od 5letniego bratanka po tym jak wygrałem balansującą na krawędzi rundę).


Co do pierwszej części żółwików, nie miałem dużej okazji by w nią pograć - zdarzyło się to jeszcze w latach 90. u rzeczonego kuzyna i pamiętam, że gra wydawała nam się nad wyraz trudna. Duże wrażenie zrobiły na nas wtedy dwa widoki: z góry i z boku. Potem widziałem grę na kilku streamach u naszej forumowej braci, ale szczerze mówiąc nigdy nie zasiadłem do niej.

Inaczej sprawa ma się z częścią drugą i trzecią. Z obiema zetknąłem się również za czasów młodości i grywałem w nie głównie w dwójkę ze wspomnianym kuzynem. Mam jakieś reminiscencje, że dwójki nie udało nam się przejść choć zabrnęliśmy dosyć daleko (jakieś lasery?).  Część trzecią wspominam najlepiej z tych platformowych żółwi i w nią po latach również zagrywam z bratankiem bo i jemu przypadła niezwykle do gustu. Gra się w to dosyć przyjemnie, zaś sam tytuł ma w sobie trochę więcej humoru znanego z kreskówki (ot można wpaść w dziurę albo zostać zgniecionym na żółwi placek, ewentualnie zaobserwować głupkowatą mimikę twarzy naszego bhatera). Na minus zdecydowanie pewne bugi graficzne takie jak zanikanie postaci czy delikatne lagi w niektórych momentach.

Reasumując gry z żółwami to naprawdę solidna marka na NES/Famicom, warto sprawdzić zarówno części platformerowe (które nie ustrzegły się szeregu błędów) jak i przede wszystkim bijatykę - moim zdaniem najepszą na NES.

*

Offline Mcin

  • **
  • 499
Odp: Teenage Mutant Ninja Turtles - 4 części
« Odpowiedź #4 dnia: Grudnia 02, 2021, 23:03:17 »
Yeey!

Pierwsze żółwie to jedna z pierwszych gier, które miałem na Pegasusie. Na szczęście w wersji, gdzie selectem wybierało się poziom startowy, bo inaczej przez te cholerne pływanie nic bym nie zobaczył... Poziom 3 przerastał mnie ogromem, tak samo czwarty, piąty udało mi się przejść jeszcze za dzieciaka, wystarczy dobrze operować donem i mieć maaasę cierpliwości... ostatniego nie. Za dzieciaka nie przepadałem, ze względu na trudność, chociaż doceniałem elementy, gdzie mogłem strollować grę. Komuś na zlocie (chyba Robiemu) udowodniłem, że Mike może doskoczyć do rakietek na początku poziomu 3 na skróty, co pokazuje, ile drobiazgów jest w tej grze.
Obecnie patrzę na nią inaczej. Wciąż irytuje losowe odradzanie losowych przeciwników. Podwodę umiem przejść, ale umówmy się - przejście korytarza krzaków bez otrzymania strzała na ryj jest niemożliwe, te hitboxy są tam tak nieczytelne... generalnie większość trudnych sekcji przechodząc, korzystając z Błędów gry. No i irytuje nierówny poziom mocy żółwi, Don wymiata, reszta to tam tam weź nie  denerwuj. krótka nietykalność po zarwaniu tuby na ryj też męczy, bardziej niż latające głowy nad przepaściami w Castlevanii.
Z drugiej strony, kapitalna muzyka i grafika, różnorodna gra, gdzie każdy poziom jest ciut inny, masa sekretów i, mimo wszystko, solidny acz niedopracowany rdzeń rozgrywki. Cieszą detale, takie jak odbijanie porwanych żółwi, które utraciliśmy, czy nieobecność utraconych w animowanych scenkach. Mam wrażenie, że Konami porwało się z motyką na słońce i wymiatacze postanowili po raz kolejny przesunąć granice możliwości konsoli, lecz zabrakło trochę umiejętności, a trochę technologii, a trochę pewnie czasu i budżetu... Konami nie raz udowadniało, że rozbudowane mappery to dla nich woda na młyn, tutaj nie dostali szansy się wykazać, a szkoda, taki MMC3 czy MMC5 zrobiłby robotę.
Finalnie nie przeszedłem, w tym roku się zawziąłem, ale po dojściu ze 2 razy do finałowego bossa... straciłem wenę. to u mnie częsta przypadłość, nie kończenie gier.
6/10
PS wiecie, że to jedna z niewielu gier, gdzie klatkaż jest zatrzymany na 30? raczej rzadko spotykana technika, tym ciekawsza, że jak rozumiem, MMC1 nie ma licznika cykli czy linii. Tyle odnośnie talentu programistów z Konami.
https://youtu.be/IQzQxRgsFMY?t=929
3 dni temu bym o sam tym nie wiedział.

Dwójka to dla mnie kupsztal. Ok, ładnie zrobili oprawę graficzną i dźwiękowa, ale gra to w 90% atak klonów, na których jest 1 skuteczny patent, powodujący szybki ból kciuka. Gra jest zauważalnie dłuższa od średniej na platformę, ale przy tej monotonii to żaden plus. Widocznie w Konami styknęło grafików i Muzyków, a zabrakło programisty czy projektanta, który by sensownie ogarnął mechanikę. Jedna z najgorszych gier od Konami na NES, jak nie najgorsza. Wstyd.

Trójeczka to krok do przodu. Co prawda znowu walczymy w większości z klonami, ale walka nabrała głębi, a poziomy uroku. Teraz atak specjalny kosztuje punkt zdrowia, więc gra dostała element zarządzania zasobami. Brakuje mi większej możliwości interakcji z otoczeniem, podnoszenia przedmiotów, lubię takie aspekty w wybijankach. No i bossowie są strasznie pancerni, a walka z nimi to znalezienie tej jednej techniki, przy której nie tracisz żyćka i cierpliwe wykonanie, albo atak na pałę i módlmy się, żeby hp starczyło do końca.
Oczywiście, gra zyskuje na dwóch, gdzie możemy włączyć albo wyłączyć zadawanie obrażeń współżółwiowi. No ja zazwyczaj grałem na prostym, ale jak ktoś przeszedł Battletoads na 2 i mu mało... powodzenia.
Grafika i muzyka? Konami... i nic nie muszę dodawać.
Ogólnie, solidna produkcja. Samemu mi się nie chce do tego siadać, w tandemie z kimś mogę się pokusić. takie 7/10

Żółwiki Turniejowe to już najwyższa liga, krem kremów, miód nad miody, 10/10 którego będę bronił jak niepodległości i bez gadania najlepsza turniejowa bijatyka na Pegasusa, koniec kropka. Za dzieciaka nie grałem wiele, ale jak zacząłem się wkręcać w emulację i fora retro (2008) to ciupane było do porzygu, czy to z kuzynem na jednym ekranie, czy online (Misiek, odezwij się, jak to czytasz :*), najwięcej grałem Leo, potem uczyłem się Caseya, a przeciwnicy ogarniali głównie Ralpha (ah, nienawidzę tego ataku w obciąganie... )czy nubisiowego Shreddera. No i nie mogę zapomnieć o tym, że co drugi turniej, który próbowaliśmy rozegrać online, był w żółwiki. Tak, zgadliście, żadnego się nie udało dokończyć XD Towarzysze zapomnieli wspomnieć o możliwości użycia kulki, która potrafi wywrócić balans spotkania, czy różnicy w animacji w zależności od dystansu do przeciwnika, co pokazuje dbałość o szczegóły. Muzyka z mostu została zerżnięta w filmowym Mortal Kombat, składam pozew!
Co ciekawe, , jak czytałem opinie to na zachodzie czy w Japonii gra nie jest szczególnie ceniona, uważana za gorszą od wydania SNESowego czy ogólnie uboższa od dominujących wtedy bijatyk, wyrosłych na fali popularności Street Fightera 2. Bo sprajty mrygają, a liczba ciosów niezadowalająca. I kij wam w oko lamusy, ja tam zachwycam się prostym, acz wymagającym taktyki, jak i refleksu systemem ciosów. A komentarze o skrajnym braku balansu se w nochala wsadźcie, jeśli komuś Shredder jest nie do pokonania, to po prostu mało grał. A w przeciwieństwie do Street fightera 2, tutaj za tryb Turbo nie trzeba dopłacać, o!
Z resztą, pokazałem tę grę koledze z Brazylii, który wyrósł na ogrywaniu King of Fighters na automatach i pomijając, że mnie złoił w pierwszym podejściu (wstyd, wstyd) to docenił grę.
Kończąc, gra wybitna, jedyne przeciwwskazanie to ogólna awersja do turniejowych bijatyk. Całej reszcie polecam.

*

Offline Mati

  • *
  • 383
  • Gilop
Odp: Teenage Mutant Ninja Turtles - 4 części
« Odpowiedź #5 dnia: Grudnia 03, 2021, 01:13:46 »
Jak dla mnie w Tmnt tf powinno być jeszcze ze 2 postaci do wyboru, ale i tak jest dobrze. No dla mnie numer 1 jeśli chodzi o bijatyki no może jeszcze wrzuciłbym tutaj Joy meh fight na drugą pozycję. Co do kulki no to trudno mi jej używać jeśli gra się nie widząc, ale oczywiście umiem jej użyć, ale najprościej chyba mi się ją brało Leonardem przez ten ślizg. No i zawsze miałem ubaw jak zdarzyło mi się, że dwóch przeciwników jednocześnie padło pod koniec rundy a raz zdarzyło mi się, że Shredder jak mnie pokonał to jeszcze mógł mnie bić ręką po wszystkim, ale tylko raz taką sytuację widziałem. Nigdy więcej razy.

Odp: Teenage Mutant Ninja Turtles - 4 części
« Odpowiedź #6 dnia: Grudnia 04, 2021, 09:22:45 »
TMNT jako jedyne poznałem za dzieciaka, dość krótko było mi dane pograć na pożyczonym kartridżu ale już wtedy poziom wodny nie był problemem ;)
Współcześnie też trochę pograłem ale najdalej dotarłem do poziomu nocnego, na mapce świata były jakieś lampy czy coś a żółwiki musiały się przemknąć. Największy zarzut to niekończące się fale przeciwników, cholernie męczące to jest. W późniejszych poziomach to przeciwnicy stają się gąbkami na obrażenia, fujka.

TMNT 2 prawie przeszedłem solo, zawsze Shredder spuszczał mi lanie. Za to udało mi się przejść grę w co-op, Shredder miał za mały damage-per-second żeby zdążyć nas dwoje położyć na matę.
Nie przepadam za beat'em upami ale grało mi się w "The Arcade Game" sympatycznie. Bardzo dobra grafa jak na NES, może nieco płytki gameplay - ja ciąglę nawalałem tym skośnym atakiem z powietrza, najlepszy.

TMNT 3 nie grałem, widzę że podobne do drugiej części. Może kiedyś.

TMNT TF, eh... są bijatyki w które gra mi się dobrze ale na pewno nie jest to ta gra. Nie umiem w to grać po prostu :(
Doceniam grafikę,  próbę stworzenia bijatyki 1vs1 na NES gdzie ten gatunek się po prostu nie nadawał na tę platformę ze względu na ograniczenia sprzętowe konsoli. Mimo tego wyszło bardzo dobrze, stare Konami - wiadomo.