Nasza konsolowa droga Pegasus/NES/Famicom
*

Offline żur0

  • Administrator
  • *****
  • 928
  • Piszcie posty Kamraci Pegasusa!
    • Contrabanda. O Retro. Po Bandzie.
Nasza konsolowa droga Pegasus/NES/Famicom
« dnia: Grudnia 16, 2021, 11:17:04 »
Ostatnie posty w różnych wątkach skłoniły mnie do założenia tematu wspominkowego, który gromadziłby historie związane z naszą konsolową drogą jeśli chodzi o Pegasus/NES/Famicom. Myślę, że to całkiem ciekawe przypomnieć sobie i opisać kolejne przystanki naszej hardware'owej przygody. Dodatkowo zbliżają się święta, a Pegasus często był prezentem pod choinkę w latach 90. Zacznę od swojej krótkiej konsolowej historii, a Was zachęcam do podzielenia sie swoimi opowieściami.

1) Początek.
Pierwszą konsolę dostałem naprawdę późno, mógł to być jakiś 1997 rok. Tak jak gdzieś już pisałem, musiałem długo przekonywać rodziców, że konsola jest mi w jakikolwiek potrzebna do życia. Dodatkowo, druga połowa lat 90. była na polskiej wsi czasem niekoniecznie mlekiem i miodem płynącym, toteż argumentacja małego dziecka, które niezbyt rozumie otaczające realia, była początkowo odrzucana. Myślę, że z Pegasusem zetknąłem się pierwszy raz w okolicach roku 1995, kiedy pięknego nowiutkiego MTka dostał kuzyn, z którym moje dzieciństwo było nieodłącznie związane. Co ciekawe do roku  1997 jednym z argumentów moich rodziców było też to, że nie mieliśmy odpowiedniego TV do podłączenia konsoli. W naszej części domu prym wiódł jakiś ruski, ogromny TV, który był oczywiście przestrojony na kolor i miał takie bajeranckie czerwone podświetlane przyciski do przełączania kanałów (tak byłem w tamtym czasie pilotem do TV). Nie wiem nawet jakie tam było złącze antenowe, ale wiadomo, że jako dziecko wierzyłem rodzicom na słowo. Nie da się i koniec. Na parterze naszego domu gdzie mieszkali dziadkowie, prym wiódł już Elemis, który był zdecydowanie bardziej nowoczesną konstrukcją z pilotem itd itd. Do niego na pewno dało się podłączyć konsolę (co zrobiłem zresztą później), ale w tamtym czasie musiałem czekać na zakup lepszego TV.

Po zakończeniu roku szkolnego udało mi się w końcu przekonać rodziców do zakupu konsolki. Wszelkie warunki były spełnione: wyniki w nauce (muszę się pochwalić czerwonymi paskami do końca gimbazy, potem już było... hahahaha potem już "byli czasy"), nowy TV - po komunii zakupiłem z moich uzbieranych pieniędzy nowiutkiego Sony Trinitrona 21'. Pamiętam, że razem z odtwarzaczem video Philipsa za taki zestaw zapłaciliśmy ponad 3000 zł i na tamte czasy to były naprawdę duże pieniadze. Oczywiście ufundowałem z mojej komunijnej kasy 4/5 inwestycji, ale nie czułem się wydymany jak w tych memach o kasie z komunii - marzyłem o nowym TV, bo marzyłem o swojej pierwszej konsoli.

No i stało się! Rodzice przywieźli mi z targu nowiutką konsolę o wdzięcznej nazwie Mortal Kombat. Jak dziś o tym myślę, to wydaje mi się, że to była najbardziej oczekiwana rzecz w moim życiu. Przed "dniem zero" nie mogłem spać ze 3 dni z całej tej ekscytacji. Moi koledzy wymieniali się już grami, a do mnie miał zaraz trafić oczekiwany sprzęt. Niestety po podłączeniu konsoli okazało się, że nie dziala sporej wielkości karabin dołączony do zestawu, więc w kaczki grać się nie dało. Tydzień oczekiwania na wymianę konsoli i tata przywiózł następna, która działała już jak powinna. Nie muszę mówić chyba jak przekatowałem wszelakie gry z dołączonej składanki 99999999in1. Kiedyś na poprzednim forum dużo mówiło się o cenach konsol, bardziej zaawansowani wiekiem użytkownicy próbowali sobie przypominać ile kosztował Pegasus. Jestem wewnętrznie przekonany, że taki klon u mnie na targu kosztował na pewno w przedziale 150-200 zł, to była naprawdę spora kasa. Wiem, że adamstar wspominał kiedyś, że za oryginalnego Pegasusa, na którego długo zbierał z bratem, w 1998 roku wydał 180 zł. U mnie na targu to były porównywalne pieniądze za klona - na wsi jednak dostęp do takich rzeczy był ograniczony, więc ceny pewnie windowano.

Z wymienioną konsolą bujałem się długo przez pierwszy okres grania na Pegasusie. Po jakimś czasie urządenie padło i zamieniłem je na jakiegoś dosyć solidnego Terminatora czy Saturna, za którego daliśmy już pewnie z połowę tego co za pierwszą konsolę. W międzyczasie kilka razy wymieniałem pady, które nie wytrzymywały ostrego grania i dokumentnie odmawiały posłuszeństwa. W tamtym okresie sukcesywnie gromadziłem również kolekcję moich cartów - głównie na wspomnianym targu oraz bazarze "Manhattan" w Puławach. Byłem również mocno aktywny na lokalnym rynku wypożyczeń cartów, potrafiłem w 3 klasie podstawówki przejechać z 5 kilometrów na rowerze w jedną stronę żeby pożyczyć od jakiegoś dalekiego znajomego dzieciaka cart na jeden wieczór i aby na drugi dzień oddać mu go w szkole. Totalne szaleństwo i uciekanie spod kurateli rodziców.

2) Wieki średnie.
Przełom i początek tysiąclecia  przyniósł kolejne konsole. Myślę że na początku nowego stulecia wylądowała u mnie klawiatura edukacyjna GLK. Wspominam ją bardzo miło - była solidna, odpalała wszystkie dostępne mi carty, dodatkowo miała te funkcje edukacyjne co dawało namiastkę kompa, o którym już solidnie myślałem. W międzyczasie mój kuzyn dostał swój pierwszy komputer, więc MTek poszedł u niego w odstawkę i gdzieś po roku  jego Pegasus zlądował u mnie. No i tak płynęło mi konsolowe życie w asysście Pegasusa MT 777-DX oraz klawiaturki. Wszystko to trwało do roku 2003 kiedy otrzymałem swojego pierwszego kompa - prawdziwego rozkurwiacza z Athlonem 2000+, 512MB RAMu i grafiką GF4 64MB. Pegasus poszedł w kąt, a ja oddałem się wtedy graniu we wszystkie szalone hity tamtych czasów GTA III/VC,  Fify, Max Payne i inne tego typu klasyki.

3) Przebudzenie.
Cały rozbrat z Pegasusem nie trwał jednak aż tak długo, bo w międzyczasie kumpel z klasy zapożyczył mi kilka płytek z CD-Action, gdzie były zin Emu-Kącik. Dowiedziałem się o emulacji, potem ściągałem na lekcjach informatyki romy i przenosiłem je na dyskietkach na swojego kompa. I gdzieś w tym czasie pojawiło się w moim życiu EMU-NES i wspaniały okres współpracy i przyjaźni z Bojanem. Wtedy korzystałem więcej z emulatorów, ale zdarzało mi się  odpalać gry również na Mtku. Wpadłem ponownie mocno w sidła Pegasusa, poszerzałem sukcesywnie swoją wiedzę na temat Famicoma/NES oraz  jego ogromnej biblioteki gier. Wszystkiemu towarzyszył wręcz trudny do opisania klimat rozkwitu forum EMU-NES#PL, gdzie ciągle coś się działo, codziennie wpadały nowe ciekawostki i rozwiązywano coraz to nowe sekrety i tajemnice naszego systemu. Mogę powiedzieć, że lata 2004-2007 na stałe umocowały mnie w społeczności Pegasusa.

4) Współczesność.
Obecnie jestem posiadaczem Famicoma AV, zakupionego dzięki pośrednictwu MWK (chwała tej transakcji i jej kierownikowi!). Jest to moja "codzienna" konsola, której używam kiedy tylko jest czas i chęć żeby pograć. W międzyczasie przepadł - wsiąkł na wsi Pegasus MT, więc na aliexpress dokupiłem jakąś konsolkę Hamy w trybie NTSC, żeby mieć również na czym pograć jak jestem u rodziców. Spisuje się ona różnie, ale nie narzekam. Nie wszystkie tytuły działają tak jak należy, więc gdy jestem w domu gram w te, z którymi chiński wynalazek radzi sobie bez przeszkód. W międzyczasie zakupiłem na urodziny mojemu chrześniakowi jakiś inny model z Aliexpress i o dziwo spisywał się naprawdę bardzo dobrze, dużo lepiej niż to co mam w domu. Oczywiście nie muszę mówić, że Młody był bardzo szczęśliwy -  teraz zawsze staramy się wspólnie pograć kiedy nasze drogi się przetną - albo u rodziców, albo kiedy jestem gościem u mojej siostry.

Obecnie nie mam większych planów odnośnie zakupu kolejnych konsol z rodziny Famicom/NES. Nigdy nie posiadałem Nintendo Entertainment System i jakoś nigdy nie czułem potrzeby by ją nabyć. Wolę japoński świat Famicoma. Jedyne co mi czasem świta w głowie to chęć nabycia Sharp Twin Famicoma, ale na dzień dzisiejszy nie bardzo mam gdzie trzymać konsol w poznańskim mieszkaniu. Myślę, że to jest melodia przyszłości kiedy zamienimy mieszkanie na większe bądź... może jakiś dom? To jest moje marzenie, by mieć swój kąt gdzie mógłbym pracować i zaaranżować to miejsce dodatkowo jako gamerooom.

To takie moje wspomnienia jeśli chodzi o konsolową drogę z  Pegasusem.
A jak to wyglądało u Was? :)


« Ostatnia zmiana: Grudnia 16, 2021, 12:26:37 wysłana przez żur0 »

*

Online daf

  • *****
  • 1542
Odp: Nasza konsolowa droga Pegasus/NES/Famicom
« Odpowiedź #1 dnia: Grudnia 16, 2021, 12:50:02 »
No cóż, pozostaje mi wkleić tu moją opowieść z facebookowego wydarzenia "Pegasus Flashback 2015", które w owym roku organizowałeś, Piotrek.

Bardzo dobrze zapamiętałem wigilię w 1991 roku. Gdy wieczorem zajrzałem pod choinkę, moim oczom ukazał się tam wielki karton, na którym jakaś amerykańska rodzina grała w grę z czerwonym ludzikiem, na niepodłączonej konsoli i bez podłączonych padów. Taka też właśnie konsola czekała na mnie wewnątrz pudła. Mimo wielu rzeczy, które wówczas otrzymałem, to właśnie owy Pegasus wzbudził we mnie największe zainteresowanie. Cóż, dzisiaj - po 23-ech latach [dzisiaj już po 30-tu /dop. daf] - nadal włączam go z taką samą przyjemnością jak wtedy, gdy miałem 4 lata. Można powiedzieć, że zostałem oczarowany i zaczarowany klimatem tych gier. Tak we mnie trzasnęło, że siedzi do dziś!

Pegasusa otrzymałem więc stosunkowo wcześnie. Mało kto w tamtym czasie mógł poszczycić się własnym egzemplarzem, bądź jakimkolwiek innym klonem (w ówczesnych latach, słynne dziś Terminatory nie zalały jeszcze rynku). W rezultacie w moim pokoju dosyć często gościłem znajomych – początkowo z tej samej klatki w bloku, a później już z całego podwórka bądź nawet z dalszych okolic osiedla. Jako że początkowo posiadałem jedynie dołączony do konsoli cartridge, słynny i kultowy już 168in1, najczęściej grało się ze znajomymi w Battle Tank, Contrę oraz Urban Champion. Z ojcem, który podobnie jak ja połknął tego konsolowego bakcyla, ustanawialiśmy kolejne rekordy w Galagę oraz StarForce. W pamięci pozostał mi także wieczór, gdy wspólnie z nim udało się uratować wszechświat w Contrze. Wielka euforia i duma. Takich momentów z życia nie zapomnę nigdy. To wszystko dał mi ten kawałek plastiku z elektroniką w środku.

Kilka lat później nastąpił czas komunii mojego rocznika. Wielu z moich rówieśników właśnie wtedy otrzymało swoje Pegasusy (w tym okresie, a był to rok 1996, na topie musiał być model IQ-502, bowiem większość drugoklasistów otrzymało właśnie tę konsolę). Wtedy właśnie zaczął się w moim życiu okres pierwszego handlowania - wymieniało się na gry ze znajomymi, jednakże wcale nie trzeba było wymieniać się gra za grę. Równie popularnymi były zamiany typu gra za jakiś zestaw Lego, zabawkę, bądź cokolwiek innego, co miało się w posiadaniu, a co było mniej ważne niż gra, którą chciało się nabyć.

Innym źródłem nabywania gier była oczywiście grudziądzka giełda. Było tam mnóstwo stoisk z szeroko pojętą elektroniką, a w tym także z grami na Pegasusa. Prawdziwy raj dla młodego gracza. Początkowo gry można było jedynie kupić (totalnie nie pamiętam już cen, gdyż były to czasy, gdy gry kupowali mi jeszcze rodzice). Później handlarze wpadli na pomysł, aby umożliwić nam "wymiankę". Zasady były proste - przynosisz swoje cartrigde, możesz się nimi wymieniać z handlarzami (1 za 1), a dodatkowo za każdą wymianę dopłacasz 3 zł. Ile to razy szliśmy ze znajomymi z 3-4 grami w ręce oraz z dokładnie odliczoną wielokrotnością 3 zł w kieszeni.

Taki okres, gdy to Pegasus był moim priorytetem i głównym źródłem zabawy, trwał w moim życiu dosyć długo. Dopiero w okolicach końca podstawówki, gdy mój egzemplarz uległ zniszczeniu, na pierwszy plan wyszła nowa Sega Mega Drive. Udało mi się wykupić wszystkie gry na tę konsolę, które pojawiły się w moim mieście. Całe 7 sztuk. Nikt ze znajomych nie miał wtedy SMD, więc jakakolwiek wymiana nie wchodziła w grę, pozostało mi jedynie grać w te konkretne siedem tytułów. Nie mówię - niektóre były niezłe, jak Sparkster czy Donald in Maui Mallard, jednak konsola nie dała mi nawet ćwiartki tej radości, którą przez tyle lat dał mi Pegasus.
A później pojawił się PC. Sega została sprzedana mojemu koledze - człowiekowi, który wcześniej zaoferował mi najwięcej tytułów na Pegasusa w życiu, wspaniałemu kamratowi do grania w tamtych czasach. Teraz jednak na pierwszy plan wysunęły się gry komputerowe. I tak utrzymywało się przez kilka dobrych lat.

Aż w końcu w roku 2005, kolega przyniósł mi rom gry pewnej gry na Pegasusa. Zapytał się mnie - "pamiętasz tę grę z żabami na Pegasusa? Mam jej rom, można pograć na komputerze". I to był dzień, w którym wszystko zaczęło się tak nagle od nowa. Praktycznie wszystkie najlepsze wspomnienia powróciły w ciągu jednej rozgrywki w Battletoads and Double Dragon. Początkowo zacząłem ściągać romy [ze strony gargi.piwko.pl /dop. daf], ale chęć posiadania starej konsoli z dzieciństwa - modelu MT-777DX była zbyt duża, więc kilka miesięcy później zakupiłem takową na Allegro.
I taki stan rzeczy, podczas to którego Pegasus daje mi najwięcej miłych chwil przy padzie, a ja dzięki temu poznałem mnóstwo świetnych ludzi, trwa do dziś. I niech trwa jak najdłużej!

Na zdjęciu: ja z ojcem, 24.12.1991


*

Offline Mati

  • *
  • 400
  • Gilop
Odp: Nasza konsolowa droga Pegasus/NES/Famicom
« Odpowiedź #2 dnia: Grudnia 16, 2021, 13:11:31 »
Fajny temat. Mój tekst co prawda z pega gruzu vol.1 gdzie jeszcze byliśmy jako emu-nes, ale to właśnie w nim jest zawarta cała historia, więc pozwalam sobie wkleić, bo lepiej mojej historii już się napisać nie da. W tym tekście jest wszystko co kiedyś chciałem opisać i zmotywowało mnie to, że właśnie wtedy wydajemy gazetkę. P.s. Sorry, że z błędami. Myślałem, że mam poprawiony tekst, ale zrozumieć się da. :) Mam na imię Mateusz. Jestem osobą niewidomą i historia którą chcę opisać od początku do końca jest na tyle ważna, że chyba jest już tak wplątana w moje życie, że niewyobrażam sobie życia bez tego o czym będę pisać, bez tych ludzi nie ma życia, ale od początku. Udoziłem się w 1988 roku. Los chciał, że urodziłem się osobą niewidomą, ale czy to ma jakieś znaczenie? Myślę, że zupełnie nie. Jak już trochę podrosłem i miałem 5 lat, to pewnego dnia sąsiad z zaściany przynosi do mnie wielkie pudło z czymś dziwnym. Nie miałem pojęcia z czym, ale po krótce wyjaśnił mi co to jest. Była to gra telewizyjna i jak się później okazało zwana Pegasusem. Podłączył to do telewizora i zaczęły wydobywać się jakieś dźwięki. Myślę sobie jakaś zabawka. Pierwszą grą jaką usłyszałem była gra Super Mario Bros. Potem zapytał mnie czy chcę spróbować zagrać, to mu mówię tym swoim cienkim głosem, że nie, bo nie umiem. Jak można grać będąc niewidomym? Kolega nierezygnował i nakłaniał mnie do próbowania. Nie będąc do końca świadomym o co w tym wszystkim chodzi, bo trudno będąc świadomym czegoś w wieku 5 lat a już na pewno tego jakie granie, co to w ogóle jest. Zgodziłem się i pierwszą grą w jaką zagrałem z kolegą była Contra. Wytłumaczył mi i pokazał jak wygląda konsola, kartridże, pady, czyli wszystko co miałoby sprawić, że ja będę grał. Zagraliśmy na dwóch i od tamtej pory zainteresowałem się tą grą telewizyjną do tego stopnia, że chciałem się uczyć grać. Tak mi się to podobało, że kolega był tak miły, że zostawił to cudo u mnie a ja codziennie rano wstawałem, prosiłem siostrę, tatę żeby mi to coś podłączał i będąc jeszcze taki mały powoli uczyłem się tego grania słuchając dźwięków i wciskając byle co nawet czasem udało mi się coś przejść, ale dorastając i ucząc się codziennie praktycznie zacząłem rozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Pamiętam pierwsze reakcje bliskich o kur. Jak on to zrobił? Nie widzi, ale gra. Niesamowite, ale do mnie to niedocierało jeszcze tak jak rozumiem to teraz. Jakiś czas później trafiłem do szkoły dla niewidomych w Laskach. Tam Pegasusa nie było, ale był kolega, który też znał temat, lecz byliśmy jeszcze za dziecinni, by o tym poważniej porozmawiać, ale kolega wiedział o co chodzi i jakoś tak się stało, że od tamtej pierwszej rozmowy byliśmy najlepszymi kolegami. Pierwsze oznaki tego jak to co się lubi potrafi połączyć. Przyjeżdżając na weekendy do domu kolega oczywiście przynosił do mnie tego Pegasusa, a nawet zdarzało się, że on cały czas u mnie był pod moją nieobecnością, ale grały i siostry i tata, więc każdy z tego w jakiś sposób korzystał mniej lub bardziej. Dorastałem tak z tą konsolą ucząc się coraz bardziej, coraz więcej. Z przerwami, bo przecież w przedszkolu nie było czegoś takiego, ale zawsze wracając do domu zaczynałem myśleć, że będzie fajnie, bo będzie Pegasus i będę nabierał kolejnych doświadczeń. Jakiś czas później miałem 2 lata przerwy i zupełnie zapomniałem o tej konsoli, ale po tych dwóch latach kolega znowu do mnie przyniósł Pegasusa i tym razem zostawił go u mnie już na stałę. Mieszkał za ścianą, więc nie było żadnym problemem żeby się umawiać na wspólne granie i dalsze rozwijanie czegoś co mnie tak zaczęło uszczęśliwiać, lecz cały czas nie miałem pojęcia dlaczego. Po prostu idąc tokiem rozumowania dziecka, ale już coraz starszego dziecka wiedziałem, że to jest coś wspaniałego, fajnego, niesamowitego i w taki sposób nabierałem doświadczenia słuchając, ucząc się grania z kolegą sąsiadem. Pewnego razu przyszedł taki czas, w którym konsola już zaczęła odmawiać posłuszeństwa. Po prostu się zaczęła psuć i gdy się zepsuła na dobre strasznie nierozumiałem dlaczego tak się stało a ja byłem już tak zafascynowany tą konsolą, że nie było dnia mojego pobytu w domu który niezaczął by się od podłączania konsoli. Cóż, trzeba było się jakoś z tym pogodzić. Straszie to przeżywałem, płakałem, ale cóż. Dziś powiedziałbym, że żyć trzeba dalej, ale dziecko przecież tego nie powie. Nadszedł 1998 rok i czas Pierwszej Komunii Św. Przygotowania, nauki tych reguł z katechizmu, ale mnie tam bardziej zastanawiało co dostanę na tą uroczystość. Nadszedł ten dzień i z niecierpliwością wyczekiwałem na moment rozdawania prezentów, aż w pewnym momencie podchodzą do mnie dirce, dwie siostry i mówią, że to dla mnie i, żeby służyło mi to na długo i, że będę zadowolony. Nie wiedziałem co to może być. Na pewno niepomyślałem o Pegasusie w pierwszej chwili. Co najfajniejsze, że kolega z którym się przyjaźniłem za czasów szkolnych też dostał Pegasusa z tym, że on dostał model Iq502 z pistoletem i ze złota czwórką w komplecie. Ja dostałem natomiast samą konsolę z okablowaniem i jak się później okazało z wbudowanymi grami w środku i też z jakimś pistoletem. Po powrocie do domu ze szkoły, bo w szkole miałem uroczystość Komunijną zaczęła się dalsza część uroczystości w rodzinnym gronie, a ja z rodzeństwem rodzonym i ciotecznym odpakowawywaliśmy prezenty. Wszystko jakoś było rzucone na dalszy obiekt zainteresowań prócz Pegasusa. Po rozpakowaniu zaczęli wszyscy grać z tym, że beze mnie, bo ja nie mogłem się dopchać do TV, do mojego wymarzonego prezentu. Każdy chciał grać i w ogóle zamieszanie. Strasznie smutno mi się zrobiło, ale pomyślałem sobie, że przecież oni sobie pójdą za jakiś czas i może będzie już późno, ale przecież są inne dni, więc będę mógł się nacieszyć swoim prezentem i tak też było następnego dnia. Od rana do wieczora grałem. Potem trzeba było wracać do szkoły, czego bardzo nie chciałem, ale nie było czego żałować, bo odbyliśmy pierwszą pielgrzymkę do Częstochowy a po powrocie z niej okazało się, że mój przyjaciel zabrał ze sobą konsolę i u niego po szkole cały dzień potrafiliśmy grać w świetlicy na dole zdobywając kolejne doświadczenia, kolejne levele w grach i tak dalej. Niezapomnę jakiś czas później dnia, w którym po powrocie do domu kolega przynosi do mnie grę wtedy jak on to nazwał Turklesy a chodziło o Teenage mutant Nina turtles tournament fighters. Gra mi się spodobała do tego stopnia, że chciałem żeby mnie nauczył grania w tą grę. Sam niezbyt dobrze potrafił w to grać, ale grał na tyle dobrze, że potrafił ją przechodzić różnymi postaciami, którymi można było grać. Uczyłem się tak tej gry intensywnie, że sam podochodziłem po jakimś czasie kto ma jakie ciosy specjalne itp. Itd. I nauczyłem się tej gry na pamięć do tego stopnia, że grając w nią dziś idzie mi najlepiej chyba i osoby widzące grając ze mną czasem przegrywają ze mną. Znam grę perfekcyjne. Znam wszystkie ciosy, opcje itp. Itd. Tyle razy ją ukończyłem, że szok, ale to jest właśnie ta magia Pegasusa. Przyszedł taki czas, że kolega pożyczał coraz więcej tych gier, kartridży a ja się uczyłem grać. Pewnego razu i mój Pegasus zaczął odmawiać posłuszeństwa. Funkcjonował krócej niż tamten kolegi z zaściany, ale co porównywać Terminatora z Thompsoniciem, chociaż i tak dziwie się, że Terminator w ogóle coś wytrzymał. Cóż, przeżyłem to mniej niż tamtą konsolę, ale też bardzo mnie to bolało. Dwa lata przerwy i mamy rok 2000. Długa przerwa, ale tym razem niezapominałem o konsoli, lecz nie grałem. Zostały tylko wspomnienia, ale nigdy nie myślałem sobie, że już nie zagram i w ogóle, po prostu chyba sobie myślałem o innych rzeczach, które pozwalały mi na dalsze życie i nie przeżywając tego tak mocno. Pegasus kolegi funkcjonował cały czas, tego ze szkoły i właśnie w roku 2000 ponownie przywiózł go ze sobą do szkoły. Czemu wywiózł go wcześniej do domu? Nie wiem, ale czy to ważne? Najfajniejsze jest to, że on miał już w pokoju mały telewizorek połączony z radyjkiem i płytami Cd, gdzie dało się podłączyć Pegasusa i można było grać. Dla osób widzących grało się ciężko, bo obraz był malutki jak na mały ekranik wyglądający jak szkiełko od zegarka, albo i może mniejszy, za dobrze tego nie pamiętam, ale my graliśmy mierząc się już zawodowo w Tmnt 4 na multi, piękne czasy. Jeszcze w tym samy roku podczas jednego z moich pobytów w domu wpada do mnie kolega z zaściany z Pegasusem Mt777dx, ale wtedy nie znałem modeli, nazw pegasusów, więc dla mnie to był jakiś tam pegasus, ale ważne, że w ogóle był. Po obejrzeniu go ztwierdziłem, że był solidniejszy od mojego i bardzo podobny do pierwszego jaki przyniósł mój kolega. Zapytałem go skąd go ma, to ztwierdził, że go pożyczył, ale widocznie na wieczne oddanie, bo Pegasus już został w moim domu i jakoś nikt nigdy się o niego nieupominał, więc uznałem, że jest mój. Przyniósł pare gier i się grało. Ja już z jakimś tam doświadczeniem, ale cały czas poznawałem nowe gry, nowe możliwości, ale się grało. Zaczęło się pożyczanie kartridży, kupowanie na bazarach, podmienianie gier jak się jakaś podobała ah, długo by o tym pisać. Uzbierałem całkiem pokaźną ilość gier w tamtych czasach, ale nie taką jaką posiadam teraz, ale wiadomo, że teraz jak już się ma doświadczenie, to wie się co można kupić i co to za gra. Kiedyś kupiło się Batmana, to był Batman a w środku inna gra zupełnie, ale kogo to obchodziło? Gramy w Batmana, to gramy w Batmana i wszyscy są zadowoleni
Pegasus na wieczne oddanie wytrzymał do roku 2003. Gdy spaliłem telewizor, to rodzice się zdenerwowali i zaraz pojechali do sklepu po nowy telewizor, ale nie było mowy, żeby na tym telewizorze już grać. Czyżby koniec historii z Pegasusem? Tak, bo rodzice wyrzucili wszystkie moje kartridże na śmietnik włącznie z Pegasusem, a Pegasus był w idealnym stanie do tej pory, ale co zrobić? Siła wyższa. Nastąpiła przerwa od Pegasusa, choć ja myślałem, że to już w ogóle koniec Pegasusa w moim życiu. Kolega też już Pegasusa nie miał, więc zapoznał mnie z Playstation 1, które równie dobrze mi się spodobało i nawet byłem w stanie ztwierdzić, że te realne dźwięki, ta muzyka to wszystko jest lepsze od tego Pegasusa, ale chwilowo to trwało, bo jak grywałem na Psx, to i tak po pewnym czasie chciałem jednak dalej mieć Pegasus, ale nie było takiej możliwości i grając na tym Psx z mniejszym zapałem w końcu podkowiec 2003 dostałem pierwszy komputer, który też sprawił mi tyle radości. Porzuciłem i Psxa i zacząłem uczyć się pracy na komputerze... 
Wtedy już sobie myślałem, że mam komputer, to na co mi ten Pegasus, zresztą szybko o nim zapomniałem, bo przecież miałem już komputer. Na początku nic takiego, bo nie miałem od razu Internetu, ale zabawa zaczęła się przednia jak pół roku później zdecydowaliśmy, że u nas w domu będzie Internet i tak też się stało. Wtedy to była frajda. Internet w domu? Co może być lepszego od Internetu w domu? Zastanawiał się ten jeszcze młody człowiek, ale już mądrzejszy i bogaty w jakieś tam doświadczenia, ale to jeszcze nic co pozwalałoby mu na normalne życie, bo wiekowo może i był już dojrzalszy, ale że tak powiem tylko wiekowo, mało ważne. Jak już obsługiwałem Internet tak żeby czytać pisać posty na forach itp. Itd., to przed znalezieniem emunes szwagier odpalił jakąś grę u mnie na komputerze, która miała dźwięk jak Pegasus, ale okazało się, że to emulator z jakiegoś gameboya, ale właśnie wtedy coś we mnie tknęło i pomyślałem sobie hmm. Skoro można odpalać takie rzeczy na komputerze, to może da się grać na pegasusie w taki sam sposób? Kolega mi wyjaśnił sytuację, że można i od razu chciałem wiedzieć wszystko na ten temat. Co zrobić, co ściągnąć itp. Itd. I rzeczywiście po jakimś czasie wracając na jakąś przerwę do domu wpisałem w gogle coś takiego jak gry na pegazusa do ściągnięcia. No i tu stała się piękna rzecz, bo wyskoczyła mi w pierwszym wyniku strona emunes. Jaka mnie podnieta wzięła, to sobie tego niewyobrażacie. Cieszyłem się jak dziecko. Zaraz przejrzałem stronkę bardzo dokładnie i wreszcie znalazłem. Gry do ściągnięcia, bezpośrednie linki do gier, ale oczywiście najpierw pobrałem emulatory polecane przez kolegę, następnie rozpakowałem wszystko i wg instrukcji jakie podawał kolega odpalałem. Padło oczywiście na Mario Bros. Na początku emulator Nester. Jakaż to była radość, jak wszystko poszło i zadziałało. Nie mogłem uwierzyć, że to w ogóle się stało. Nie myślałem o niczym innym jak tylko o tym, że wszystko wraca, że będę mógł grać i się tym cieszyć. Testowałem potem emulatory żeby sobie dobrać odpowieni i dobrałem nestopię, której używam do dziś, choć dziś już nie gram na emu, bo mam ponownie konsolę, ale do tego dojdziemy. Zaczęło się potem mailowanie do admina strony emunes Bojana. Odpisywał zawsze a ja tylko nie mogłem się doczekać kiedy mi odpisze po napisaniu maila i nawet czekałem godzinę, dwie myśląc, że zaraz to nastąpi, ale Bojan odpisywał różnie. Raz tego samego dnia, raz następnego, ale odpisywał zawsze. Nigdy nie było tak żeby się zdarzyło żeby nie odp, albo mnie zlekceważył. Jakiś czas później postanowiłem, że zarejestruję się na forum emunes. Pierwszy mój Nick, to Fan monstera, bo moją grą ulubioną była wtedy Monster In my poczet i potrafiłem w to grać codziennie i nawet napisałem recenzję jakiś czas później. Pewnego razu dowiedziałem się o czymś takim jak kody gamegenie. Zadawałem sobie pytanie, to w grach na pegasusa też były kody? Okazuje się, że tak, są. Pomyślałem sobie to teraz będę mógł próbować grać na maxa, skoro mogę być nieśmiertelny, albo mieć nieskończoność żyć. Wtedy zaczęła się zabawa. Uważałem, że nic już nie przebije emulatora, bo raz, że można zapisywać stan gry i jeszcze te kody. Kto by tak na początku niepomyślał prawda?  Na emunes się zaklimatozywałem już w taki sposób, że po przeniesieniu się na serwer e9 wszyscy wiedzieli już, że jestem niewidomy, ale nie mogli sobie tego wyobrazić jak ja gram, a ja tłumaczyłem tylko tak jak potrafiłem wtedy. Dziś można to już udowodnić po przez filmiki na youtube, czy nawet osobiście, ale kto w ogóle o tym myślał w tym 2004 2005? Pewnego razu na forum zarejestrował się człowiek o dziwnej ksywie. Nazwał się Oldschoolowy dziad, a ja jakiś czas miałem takie coś, że witałem każdego użytkownika, który był nowy na forum po przez prywatną wiadomość. Jedni odpisywali, drudzy nie, ale ten Dziad odpisał i mało tego zaczęliśmy się nawet poznawać. Ledwo się zarejestrował a ten Mati już go męczy. Rozmawialiśmy potem już praktycznie przez prywatne wiadomości do momentu, gdy już wszyscy mieli mnie dość, bo byłem okropnym spamerem i łamałem regulamin. Straszne czasy. Pisałem w każdym wątku nie mając o tym pojęcia zupełnie. Zakładałem setki tematów, dosłownie total spamer. Nie znałem jakiejś gry, to i tak się wypowiadałem, bo przecież fajnie było napisać fajna gra, kultowa gra i tyle. Miałem już ze 16 lat, ale co z tego? Głupi jak but, więc administracja się wkurzyła i jak tolerowała moje wyczyny przez rok czasu co i tak dziwię się, że to znieśli tak w końcu miarka się przebrała i Mati zasłużył na dożywotniego bana. Nierozumiałem tego wtedy, poczułem się odrzucony i samotny, więc poszedłem na inne forum mypegasus.pl i tam wypowiadałem się tak samo właściwie, plus najazd na emunes.pl. Brzydkie czasy. Przez to nawet opuściłem się w graniu i w ogóle jakoś tak nie przyjemnie było w tym życiu. Strasznie przeżywałem to wszystko i wysyłałem uciążliwie maile do Bojana i kilku innych osób żeby mnie przyjęli powrotem na forum, że się poprawię i w ogóle jak na spowiedzi. Nikt mi nie odp. Zupełne lekceważenie, więc tym bardziej zacząłem najeżdżać na EN aż w końcu doszło do poważnej konfrontacji między mypegasus, a EN, ale wtedy właśnie wszyscy coś zrozumieli, zaczęli dorastać i po jakimś czasie patrzę, że zostałem odbanowany i 1 z userów napisał, że nie ma sensu ta wojna i, że każdy zasługuję na szansę, ale właśnie to była ta harektyrystyczna cecha EN, bo właśnie tu zawsze czuło się tą przyjaźń, to pozytywne nastawienie gdzie na innych forach tego nie ma a już na pewno nie na 1 dzisiejszym o pegasusie, ale nie ma co wspominać o bublach niepotrzebnie. To emunes jest najlepsze i to ono zapoczątkowało scenę w Pl i nie ma co do tego wątpliwości, bo reszta for to Romy i emulatory i oczywiście gdyby nie kilku z nas, którzy tam piszą, to było by to po prostu pegasus i nic więcej. W sumie do pg nic nie mam, bo wynieśli się stamtąd ci, co pisali bzdury. Teraz jesteśmy tam my, czyli ludzie z EN, ale też ci, którzy mają o tym pojęcie, czyli NES-Famicom-Pegasus itp. Itd. Nie ma co tu jednak pisać gdzie kto pisze, bo to każdego sprawa. Dziś każdy idzie swoją drogą i niech tak zostanie. Za czasów zapoczątkowania zgody między mną i EN zaczęła się rozmowa o tym, by zorganizować zlot emunes. Na początku jak wiadomo było mnóstwo propozycji i każdy rzucał wszystko co mu się nasunęło na język. Każdy był aktywny, ale wiedzieliśmy wtedy, że to tylko marzenia na razie, ale przecież marzenia się spełniają, więc nierezygnowaliśmy. Po jakimś czasie dochodziło do przedsięwzięć typu NCL-Nes champions league, czyli rozgrywki online w różne gry sportowe i nie tylko. Następnie kilka użytkowników spotkało się już w Realu. Przychodzi rok 2009, gdzie dochodzi do pierwszego FamiCONu, bo tak został nazwany ten konwent. Można? Można. Nie byłem na pierwszej edycji, bo wtedy wypadło mi coś innego, ale strasznie tego żałowałem, ale obiecałem sobie, że na drugi konwent pojadę cokolwiek się wydarzy. Na forum już wypowiadałem się normalnie, znowu czułem się tam jak w domu a sama relacja z pierwszego zlotu tak mnie jarała, że normalnie marzyłem o tym, by przyspieszyć tylko ten czas do lipca 2010, by poznać tych wszystkich ludzi, zagrać, spożyć jakieś piwko i nie tylko.Jakiś czas później stała się piękna rzecz, bo tak się złożyło, że jechałem do Warszawy na kontrolę lekarską i jakoś tak sam z siebie zadzwoniłem do Dziada by właśnie się spotkać, poznać i w końcu zagrać. Tak też się stało. Poznałem wtedy też innych użytkowników tego forum. Ryan, Winyl, Abo, Kwiatek. Potem to już co jakiś czas na weekendy wpadałem do chłopaków. Zaczęła się między nami rodzić taka więź, taka przyjaźń. Nie czułem tego wszystkiego w życiu tak wspaniale jak wtedy. To było coś niesamowitego. Tego nie da się opisać. Takie sytuacje w życiu trzeba przeżyć po prostu, by to zrozumieć, poczuć. W tym samym czasie zdecydowałem się na kupno konsoli i co najciekawsze, że trafiłem na konsolę taką samą jaką przyniósł za pierwszym razem mój kolega w dzieciństwie. Co to było za uczucie i zaczęło się. Kupowanie cartów od znanych forumowiczów, sprawadzanie gier itp. Itd. I tak zacząłem zbierać kolekcję i dziś mam pokaźną sumkę tych gierek. Cały karton po butach ;D. Znowu nadeszły te czasy, gdzie mogę cieszyć się graniem, wymieniać się o tym na emunes.pl i co najważniejsze już nie tylko wirtualnie, ale też po przez spotkania. Znam tych ludzi przecież już bardzo dobrze, tak jak oni mnie zresztą. Pojawiłem się w końcu na drugiej edycji FamiCONU, by poznać resztę ekipy. Jedna z najlepszych edycji zlotu, może dla tego, że pierwsza i tak mi się podobało. Wszyscy okazali się bardzo przyjaźni. No i już wiadomo, że stałem się jednym z tych członków emunes.pl tych niezapomnianych i prowadzących forum. Z każdą edycją poznawałem coraz więcej nowych twarzy i było po prostu cudownie, najcudowniej, że chyba lepiej w tej kwestii się nie da. Trzecia edycja, poznałem człowieka, który jest jednym z najbliższych dla mnie. Żuro, to człowiek, który walczył o tępienie spamu kiedyś a jednak teraz napiliśmy się alkoholu, zapaliliśmy tysiące fajek, coś pyknęliśmy i jest dobrze. Ta sama znajomość rapu, lubimy Sokoła, winyle, Noona i dobre albumy jeśli chodzi o Pl Hh. Dobry chłopak. Pozdrowienia dla ciebie Piotrek. Teraz od tych paru ładnych lat jest taka paczka przyjaciół, którzy zawsze są i nawet jak kontakt jest mniejszy, bo każdy z nas ma swoje życie, to i tak jesteśmy ze sobą mocno związani przyjaźnią i pasją konsolową. To wszystko zmieniło mnie i całe moje życie. Całe emunes, cała ta społeczność. Nigdy niesądziłem, że coś takiego nastąpi w moim życiu, a jednak. Takim oto sposobem dotarliśmy do końca roku 2013. Emunes istnieje i istnieć będzie, ale jeśli też my pokażemy, że nadal tego chcemy, bo to, że będziemy się spotykać na zlotach, czy poza nimi osobiście raczej stało się standardem i przyjacielskim obowiązkiem że tak to ujmę. Kocham tych ludzi, kocham tą pasję, kocham to, że nie jestem inny pomimo niepełnosprawności i, że to ci wspaniali ludzie to zaakceptowali i są ze mną na dobre i złe. Nie ma nic lepszego w życiu jak wiedzieć, że masz ludzi, którzy w najgorszych chwilach są i będą. Dziękuję wszystkim za to. A dla strony emunes jak i forum życzę kolejnych owocnych 10 lat. Czas pokaże jakie będą te lata, ale oby były i oby pasja siedziała w nas do końca, tyle z mojej strony. Mateusz. 
 

*

Offline OsA

  • **
  • 425
    • #58OsA
Odp: Nasza konsolowa droga Pegasus/NES/Famicom
« Odpowiedź #3 dnia: Grudnia 16, 2021, 14:06:43 »
Pierwsze spotkanie
Próbuję ze wszystkich sił sobie przypomnieć czy w momencie zakupu pierwszego pegasusa już większość kumpli go miała czy też byłem jednym z tych pierwszych. Ale chyba ta druga opcja wydaje mi się bardziej prawdopodobna. Po szale na Commodore 64, któregoś pięknego dnia ojciec wrócił z bazaru z niespodzianką. Był to pegasus - klon "Mortal Kombat". Nie pamiętam czy ja w ogóle jakoś szczególnie namawiałem ojca na zakup. Wszystkie te wspomnienia jeśli chodzi o okoliczności początków mam bardzo zamglone. Pamiętam jednak wielką radość jaką wywołała u mnie ta konsola. Były to okolice roku 1995-1996, więc stosunkowo późno. Niestety nie dane mi było długo się cieszyć, bo klon Mortal Kombat pewnego pięknego dnia się zepsuł. Wymiana zasilacza nic nie dała i dla młodego, dziecięcego serca to był naprawdę mocny cios. Po latach niezbyt miło wspominam tego klona, bo nacieszyłem się tą konsolę może góra 3 miesiące...




Będę świetnym piłkarzem? Jebać - dawać pegasus
Wiadomo jakie to były czasy w latach 90. Czwórka dzieci w domu, tylko ojciec pracujący - no nie było kolorowo. Nie można było sobie pozwolić na każdą zachciankę, toteż nie było lekko wywalczyć kolejną sztukę konsoli. Jednak po wielu dniach czy tygodniach suszenia głowy rodzicom - zgodzili się kupić mi... korkotrampki. Tak - chciałem zacząć trenować piłkę nożną, jednak aby to robić musiałem kupić porządne korko-trampki. Rodzice nie mieli serca odmówić młodemu piłkarzowi z marzeniami wypisanymi na twarzy. Ruszyliśmy na rynek, zlokalizowany w centrum mojego małego miasta (jest on do dziś dnia). I przechadzając się po straganach, powoli zbliżaliśmy się do stoisk z butami, jednak ja zatrzymałem się u ruskich przy stosie konsol i dyskietek, jak to każdy w moim rejonie nazywał. Ojciec, który był ze mną - już wiedział. To co naprawdę mnie uszczęśliwi to nie nowe korkotrampki.... tylko nowy pegasus. Pozwolił mi wybrać: albo nowe korkotrampki albo nowy pegasus. Wybór był prosty.


I tak wróciłem do domu z nowiutką konsolą Ending-Man Terminator. Tutaj muszę powiedzieć, że Terminatory z XX wieku wykazywały się naprawdę dobrą jakością. Pady miały wbudowane gniazdo mini-jack. Plastik był sztywny, zasilacz ciężki, masywny i porządny. Naprawdę prezentował się niesamowicie. I tak rozpoczęła się na poważnie moja konsolowa przygoda z pegasusem.


Nie miałem wtedy pojęcia o czymś takim jak NES, Famicom czy "oryginalny pegasus". Kuzyn posiadał model IQ-502, jednak nikt z nas nie uznawał tej konsoli za "lepszą". Powiem więcej. Model IQ czasami grymasił i nie chciał wczytywać niektórych gier. Terminator nigdy nie miał problemów z żadną grą. Byłem dumny z mojej konsoli i nie zamienił bym jej na żadną inną. Moja miłość kwitła i pół dnia spędzałem na grze na pegasusie. Gdy słyszałem chłopaków za blokiem - szło się na dwór. Ale po powrocie znowu pegasus. Lata 90. to masa dzieciaków na rejonie, więc wymiana cartów kwitła w najlepsze, dzięki czemu każdy z nas miał okazję ograć wiele ciekawych tytułów. Kto bardziej dziany mógł iść na rynek wymienić carta za 3 PLN lub kupić nowego za 10 PLN. Całe dzieciństwo grałem na 12-calowym czarno-białym telewizorze. Czasami siostry pozwalały mi pograć u nich na telewizorze unitra. Był kolorowy, więc granie na nim w te same gry to był zupełnie inny wymiar i nowe doświadczenie. Z bananem na ustach ponownie przechodziłem swoje ulubione pozycje. To co jeszcze zapamiętałem z tamtych lat to bardziej męska miłość do konsoli. Mama w ogóle, siostry grywały, ale bardziej jako ciekawostka. Natomiast męska część rodziny młóciła w pegaza dzień i noc. Nawet ojciec i jego ulubiony Lode Runner. Niejednokrotnie siedziałem obok niego i czekałem czasami godzinę, aż w końcu skończy grać i przejmę stery.




XXI wiek
Paradoksalnie początek nowego wieku to powolny koniec pegasusa. A nawet wcześniej bo w roku 2000 zakupiony został pierwszy komputer w moim domu. Oczywiście do nauki - dla siostry - na studia. Porzuciłem poczciwego pegaza na rzecz nowszych gier, takich jak: Colin McRae Rally 2.0 czy FIFA 2000. Pegaz nadal gdzieś tam się kurzył w kącie, odpalany już mocno sporadycznie. Aż któregoś dnia podczas remontu czy porządków zrobiłem jedną z najgorszych rzeczy w życiu... Wyrzuciłem poczciwego terminatora. Nigdy mnie nie zawiódł. Oczywiście był już popękany po tych wielu latach frustracji, a ja... zrobiłem mu coś takiego. Cartridge zostały porozdawane, a my przecież mamy komputer. Ogień zwany pegasus przygasł w moim sercu. Ale coś wciąż się tliło.




Emulacja
Minęło kilka lat. Okolice 2004-2005, kiedy znudzenie grami komputerowymi sprawiło, że człowiek miał ochotę znów pograć w dawne gry. Wiadomo: nutka nostalgii robi swoje. No i tak rozpoczęły się czasy emulacji i ściągania kolejnych romów z gargi.piwko.pl. To co najbardziej mi się podobało w emulowaniu to możliwość zapisywania stanu gry. Dzięki temu miałem szansę w końcu dojść dalej czy przejść całą grę z którą sobie nie radziłem za dzieciaka bez możliwości zapisu. To dało mi możliwość odkrywania tych gier na nowo. Nie zapomnę któryś wakacji z początku XXI wieku, kiedy u kuzyna na wsi ogrywałem Super Mario Bros 3. Codziennie po kilka poziomów. Schodzili się wszyscy znajomi ze wsi i oglądali jak przechodzę całą grę. I pomimo, że emulowane gry sprawiały mi frajdę to zawsze, ZAWSZE czułem, że to nie to. Że gra w ten sposób niszczy całą magię tego za co kochałem pegasusa. Gra na klawiaturze to także nie to co chciałem robić.




2006: powrót terminatora
Dzięki emulacji i nostalgii, tlący się żar w sercu znów zaczął buchać ogniem. Nie było już odwrotu. Odłożyłem kasę i pobiegłem na rynek po Ending-Man Terminator - moją ukochaną konsolę z dzieciństwa. Oczywiście model z 2006 roku nie ma startu do modeli z XX wieku. Znacznie gorsze i tańsze wykonanie, choć na tle dzisiejszych klonów - prezentuje się nadal świetnie.  Skoro odzyskałem pegasusa to nadszedł czas na pozyskanie cartów. Przez internet, raczej jeszcze wtedy człowiek nic nie kupował, więc popytałem wśród znajomych i większość mi po prostu oddała carty zalegające gdzieś w piwnicy. Kilka cartów kupiłem jeszcze na rynku za własne pieniądze i w ten sposób udało mi się skompletować kolekcję około 70 cartów. Nikt nie zwracał uwagi na jakość carta. Nie miało znaczenia czy to kanciak czy zaokrąglony. Fajnie jakby label pokrywał sie z zawartością - tyle wystarczyło. Namówiłem nawet kuzyna i 2 kumpli też na powrót do pegasusa i tak razem siedzieliśmy w temacie, ale chyba ja jako jedyny pozostałem wierny ideałom.




Dzisiaj
I ten stan trwa do dziś. Nadal posiadam poczciwego terminatora z 2006 roku, jednak uruchamiam go bardzo rzadko. Obecnie najczęściej gram na Mi Boxie, gdzie na android tv, emuluję gry. Powróciłem do emulacji w bardziej tradycyjnym wydaniu, czyli gram po prostu na padzie. Jest to dla mnie wygodna opcja, bo:
1. Zapisywanie stanu gry - nie zawsze mam  dużo czasu, więc przydaje mi się ta opcja, gdy po prostu mogę pograć pół godzinki, zapisać i jutro kontynuować. W trudniejszych grach zdarza się, że zapisuję między poziomami, aby w razie czego zacząć od tego momentu. No niestety nie jestem już tak dobrym graczem jak kiedyś i nie mam już takiego zacięcia/cierpliwości, aby próbować tyle razy co kiedyś.
2. Game genie - są gry, które w dzieciństwie były skreślone z powodu poziomu trudności. Dzisiaj również sobie nie wyobrażam ich przejść w normalnym trybie. I jak widzę na youtube jak ludzie je przechodzą to przecieram oczy ze zdumienia. Zdarza się, że dla totalnego chill outu włączę sobie jakiś kod (np. nieśmiertelność) i na totalnym luzie przechodzę sobie grę. Tak tez zrobiłem z Turtles 1.
Nie mniej nadal interesuję się sceną i samym pegasusem. Mam chęć wrócić do bardziej normalnej gry na pegasusie. Nawet zamówiłem nowego klona z aliexpress. Myślę też nad zakupem krzysiocarta. Zima to dla mnie dobry czas na pegasus. I codziennie odkrywam nowe świetne gry o których nigdy nie słyszałem. Jest jeszcze tyle gier do ogrania, że życia człowiekowi braknie. I bardzo dobrze :)
Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE!

Jeszcze powiedz, że zajebiste....

*

Offline sdm

  • **
  • 140
Odp: Nasza konsolowa droga Pegasus/NES/Famicom
« Odpowiedź #4 dnia: Grudnia 16, 2021, 21:25:15 »
Szperając w pamięci to pierwszy raz z famiclonem to był rok 1991. Wyjazd chyba do miasta SUSZ w celu zakupu kilku mebli oraz okazyjnie  Pegasus'a. Była to już nieco późna pora i sklepik w którym za szybą stał (chyba) 777DX był zamknięty... Za to inny zaraz obok był jeszcze otwarty, ale w nim nie było Pegasus'a tylko inny famiklonik NINTENDO MK III-1500 z wbudowanymi 150 grami... Pamiętam jak dziś - za gablotką było sporo kartridży, które chciałem dodatkowo, jednak rodzice stwierdzili, że skoro jest "AŻ" 150 wbudowanych, to nie ma sensu więcej dopłacać... :D Do dziś się zastanawiam co mnie wtedy ominęło, bo pamiętam te carty to nie były składanki xxx in1 ale pojedyńcze gry.

Potem sąsiad miał 777DX z dwoma cartami - 168in1 i Don Doko Don 2.

Tak to było, jak dobrze pamiętam.. :) A przed Pegasus'em był oczywiście legendarny RAMBO :)
« Ostatnia zmiana: Grudnia 16, 2021, 21:27:23 wysłana przez sdm »

*

Offline Duobix

  • **
  • 121
Odp: Nasza konsolowa droga Pegasus/NES/Famicom
« Odpowiedź #5 dnia: Grudnia 17, 2021, 00:05:10 »
Panowie powyżej już i wystarczająco dużo z serca wylali w internet...
Wspaniale się to wszystko czyta.
 
Jako dzieciak miałem NES'a. Ba, tego samego mam po dziś dzień!
Inne dzieciaki miały pegazusy, aczkolwiek... Grałem może na takowym, wtedy, raz. Byłem zdziwiony jak szybko Mario popiernicza względem wersji którą miałem. Pamiętałem że wszędzie na targowiskach w Kędzierzynie stali goście rozstawieni z żółtymi kartami - czasami było tak że było stoisko z ciuchami, i jakieś 3-4 przypadkowe karty się znalazły leżeć pomiędzy tym.


Co ciekawe, ostatnie parę lat u mnie przyniosły odwrót od emulacji, stąd min. posiadam famicoma AV, na którym co jakiś czas odpalę sobie coś pod wyrafinowane odmóżdżenie.


*

Offline Krisuroku

  • *
  • 473
  • くりすろく
    • Krisuroku Twitch
Odp: Nasza konsolowa droga Pegasus/NES/Famicom
« Odpowiedź #6 dnia: Grudnia 17, 2021, 19:21:29 »
Moja wspominka może być nieco chaotyczna, ale co tam XD
 
Były to okolice roku 1992-1993, kiedy to mój tata pożyczył od znajomej sprzęt (grę telewizyjną).
Po wnikliwych wspominkach i łączeniu faktów po latach stwierdziłem, że musiała to być konsola Fenix.
Pamiętam też, że wraz z konsolą był cartridge 500in1 - ta składanka z rycerzykiem na której to miałem pierwszy kontakt z grą Rockman.
Ta fascynacja gdy całą czwórką (rodzicie, ja i moja siostra) wpatrywaliśmy się w ekran. Coś pięknego.
Nie pamiętam dokładnie jaki to był czas po oddaniu pożyczonej konsoli (musiał być nie długi, gdyż nie mogę sobie skojarzyć tej luki czasowej bez konsoli), pojawił się u nas MT-777DX wraz z osobno zapakowanym pistoletem CASEL.
Oczywiście do zestawu konsoli dołączony był cartridge 168in1.
Tak! To był ten moment, gdy posiadaliśmy już własnego 8bitowca w domciu :)
Przez jakiś czas jeszcze pożyczaliśmy od wspomnianej wcześniej znajomej składankę 500in1 a czasem i jeszcze od jednego mojego kolegi, który też takową składankę posiadał. Wszystko za sprawą chęci zagrania w grę Rockman. Przyszedł niestety czas kiedy to pojawiły się
przeszkody w pożyczeniu wspomnianej składanki zarówno z pierwszego jak i drugiego źródła. Wtedy tata postanowił kupić na targowisku Rockmana. Początkowo oczywiście udawał przy mamie, że to pożyczone. Jednak szybko się wydało, że kupił tego carta :P
Co ciekawe pamiętam ten dzień bo kojarzy mi się z pysznym sokiem bananowym, który jakby nie patrzeć jest moim ulubionym. Takowym się właśnie rozkoszowałem podczas gierczenia we własnego już Rockmana :D
Mój dobry kolega/ sąsiad pokazał mi pewnego dnia u siebie na konsoli grę Chip & Dale 2. Byłem zachwycony tytułem i wspomniałem rodzicom, że fajnie by było mieć i tę gierkę. Nie pamiętam już dokładnie okoliczności ale niedługi czas po tym, do mojej kolekcji gier dołączyły: Chip & Dale 1 (na labelu był numer 4) oraz Robocop 2.
Co ciekawe u nas na Pegasusie grali wszyscy, nawet moja przyszywana ciocia czy kuzyn XD.
Moja mam potrafiła z ciocią siedzieć po nocach grając w Tetris czy Bombermana.
Mam też taką wspominkę. jak mieliśmy jakieś spotkanko rodzinne, ciocie, wujkowie itp. Zagrywaliśmy się w EuroBusiness.
Kiedy ja i moja mama odpadliśmy z gry to usiedliśmy z boku, włączyliśmy konsolę i graliśmy na zmianę w Super Mario Bros - rany jakie to było piękne :)
Po kilku latach od zakupu konsoli (2 albo 3 nie jestem w stanie teraz tego określić) Tata przyniósł kilka pożyczonych gier od znajomego.
Różne składanki 4in1 dzięki którym poznałem takie gry jak Cliffhanger, LifeForce, Jackal, Super Contra (w wersji Durkwing Duck 2), Mickey's Safari in Letterland oraz jakiś Bilard, któego nazwy teraz nie przytoczę.
Był wśród nich jeden wyróżniający się cartridge. Wydawał się taki błyszczący i nowiutki.
Mowa oczywiście o Złotej Czwórce.
Już przy samym włączeniu tatko do mnie mówił, że jest tam fajna gra o Robinie Hoodzie.
Jak się okazało, gierka tak mi się spodobała, że prosiłem rodziców o Złotą czwórkę.
Baa nawet rysowałem na kartce tego carta i podsuwałem rodzicom XD
Oczywiście doczekałem się ale nie tyle Złotej Czwórki co pojedynczego carta z Super Robin Hood (wersja BOX), który kosztował coś około 60zł o ile mnie pamięć nie myli.
Za Złotą Czwórkę w boxie trzeba było wtedy zabulić coś około 80zł. Więc zakup był podyktowany finansami.
Nie byłem zawiedziony gdyż to właśnie na Robinie zależało mi najbardziej.
 
Przyszedł okres w którym to mój tata postanowił pożyczyć konsolę swojej siostrze.
Byłoby spoczko, gdyby do cioci nie przychodziły dzieci znajomej.
Tak się zajęły konsolką, że kiedy do mnie wróciła miała niesprawne kontrolery oraz pistolet ;/. Był to dla mnie wielki smutek.
Mimo to, kupiliśmy jakieś zamienniki padów. Przez jakiś czas miałem też wymienione kable na takie jakby od skrętki.
Jedynie minus bo nie posiadały wtyczek a jedynie same blaszki stykowe, te takie nasuwki, które są wewnątrz wtyczek.
Wkrótce w domu pojawił się pierwszy PC. Mimo, że miałem okazję od czasu do czasu na nim zagrać to nadal Pegasus był dla mnie main grową platformą.
Kiedy nadszedł czas przeprowadzki w inne miejsce, lata mijały.
Miała też miejsce zmiana PC na nieco lepszy o parametrach.
Ze wspomnianym sprzętem musieliśmy się pewnego dnia pożegnać za sprawą kłopotów finansowych jakie nas dopadły w tamtym okresie.
Ja dorastałem ale nadal zagrywałem się na moim MT-eczku. Raz nawet jak urwałem się z ostatniej lekcji w szkole, to wbiłem do domu i odpaliłem sobie Mighty Bomb Jack na konsoli XD.


Dopiero w okresie drugiej klasy szkoły średniej, dorobiliśmy się kolejnego kompa.
Poznałem emulacje więc na konsoli już zbytnio nie grałem.
Synek mojego kuzyna w tym czasie gierczył w bazarowe gierki. Wpadłem na pomysł by mu te gierki dać ale z zaznaczeniem, by do mnie wróciły w momencie
gdy już mu się znudzą. No i to był kardynalny k***a błąd. A o tym za chwilę.
Gdy już dorobiłem się internetu, przypadkowo trafiłem na forum EMU-NES#PL. Wiem, że gdzieś przed samym dołączeniem na forum lub jakoś w podobnym okresie, poznałem Zitza, który to pomógł mi w ogarnięciu roma z Super Robin Hood.
Niedługi czas potem ugadałem się z Nim na granie przez neta w gierki na emulatorze.
Społeczność na forum ożywiła we mnie pewną iskrę. Chęć budowania kolekcji i grania znowu na żywym sprzęcie.
Postanowiłem się skontaktować z żonką kuzyna w sprawie wspomnianych wcześniej gier. Niestety, usłyszałem tekst w stylu "gry już są wywiezione". Ręce opadły. Byłem zmieszany i mocno niezadowolony.
Postawiłem sobie za cel odbudowę kolekcji.
Lata mijały. Zaczęło się jeździć na FamiCONy, gierek przybywało i tak jakoś dotarliśmy do aktualnego stanu rzeczy ;)
 
« Ostatnia zmiana: Grudnia 17, 2021, 19:25:04 wysłana przez Krisuroku »
Nie w tym roku! XD

*

Online Preki

  • **
  • 342
Odp: Nasza konsolowa droga Pegasus/NES/Famicom
« Odpowiedź #7 dnia: Grudnia 18, 2021, 19:44:05 »
No więc u mnie te całe szaleństwo zaczęło się w 1995 bądź 1996 roku wraz z Pegasusem SP-60. Chyba tym konkretnym klonem, który nieudolnie udawał Super Famicoma, tym bardziej nie pamiętam czy ten sprzęt to był scalak czy już glut, ale raczej ten drugi gdyż pamiętam że po dwóch latach wyzionął ducha. Nie pamiętam też do końca żółtego multikarta który był dołączany do konsoli, multikartów było i dalej jest od cholery i są to kartridże których "skatalogowanie" jest niemalże niemożliwe i tym samym ciężko mi przypomnieć sobie który to był. W każdym razie jeden z tych które miały proste menu na czarnym tle i tym charakterystycznym dźwiękiem przerzucania kursora. Jedne z pierwszych gier w jakie grałem to oprócz oczywistego Super Mario Bros. były: Nuts & Milk (prawdopodobnie pierwsza gra w jaką grałem, choć częściej bawiłem się edytorem poziomów), F-1 Race, Popeye oraz wszystkie trzy gry wykorzystujące pistolet świetlny, który wyglądał tak. Oczywiście rodzice także byli zainteresowani elektroniczną rozrywką, dalej pamiętam jak na tym multikarcie moja mama ogrywała Lode Runnera oraz tryb Clay Shooting w Duck Hunt. Nie pamiętam w co rodzeństwo tłukło, poza tym że brat zajebiście uwielbiał Yie-Ar Kung-Fu, którego ja nie ogarniałem (zawsze byłem na bakier z fighterami, do stosunkowo niedawna).

Oczywiście całe sąsiedztwo też posiadało pegaza w tej czy innej formie, wymienianie się kartami było powszechne, zakupy na bazarkach robiło się od święta raczej. Ktoś kto miał kultowe 168 in 1 był królem na dzielni. Bo wiadomo - Contra, na żadnym innym karcie nie miałem styczności z tą grą w tamtych latach, choć oprócz tego klasyka trafiłem na Star Force, zaś moi rodzice (tak, tata też) upodobali sobie Galagę, swego czasu naprawdę w nią wymiatając. Sam nie posiadałem tego multikarta do czasu aż zamiast SP-60 pojawił się nie mniej kultowy Terminator, jeszcze na scalakach, czyli okolice roku 2000, kiedy jednak triumfy już święcił komputer standardu IBM PC, którego dostaliśmy na gwiazdkę od rodziców w 1999 roku, całe dni przed aferą Y2K buga (który okazał się być niczym). Pecet nas fascynował lepszą grafiką, w tym 3D, zupełnie innymi gatunkami gier które na konsolach były dość rzadkie a jak już były, to były pokracznie wykonane. Co się stało z Terminatorem? Nie pamiętam, albo wyleciał na śmietnik wraz z kartami bo się zepsuł, albo komuś oddaliśmy za uczciwą cenę, gdyż uważaliśmy, że po co nam pegasus skoro jest komp. Ale jednak nostalgia za Marianem, Contrą, strzelaniem do kaczek była wciąż silna...

Lata mijały a wciąż po głowie chodziły myśli typu "kurde, fajnie by było sobie znowu zagrać w Mario". To były też lata kiedy wszyscy jarali się Dragon Ballem, i od znajomych na płytce dostaliśmy emulator SNES-a z różnymi grami o tej tematyce (i Chrono Trigger, którego nie ogarnialiśmy). Nie wiedziałem wówczas to co jest SNES, ale gdy spojrzałem na konfigurację sterowania i zobaczyłem znajomo wyglądający kontroler, wiedziałem że to ma coś wspólnego z pegazem. Nie myliłem się, i wkrótce buszując po internetach zarówno w szkole jak i u wujka natrafiłem na stronę Emu-Russia (szkoda że zdechła w sensie nie można już ściągać stamtąd romów). Wtedy też poznałem gorzką prawdę że Pegasus to była podróba a prawdziwa konsola nazywała się NES bądź Famicom. W końcu mogłem powrócić do starych gierek po tych sześciu latach, tym bardziej że komputer już był w coraz bardziej opłakanym stanie, bo o jego ulepszaniu nie było mowy (wiecie - słabe oceny w szkole bla bla bla), więc gierki na stare konsole były w sam raz. Oprócz klasyków jakie doskonale znaliśmy z bratem odkrywaliśmy gry o których w czasach pegasusowych nie mieliśmy pojęcia, że istnieją. Przede wszystkim Mega Man czy Castlevania. Oczywiście nadużywaliśmy save state'ów twierdząc że te gry są okrutnie trudne - przyzwyczajenie do nabijania sobie 99 żyć trainerami z 168 in 1 które czyniły gry do przejścia pozostało. Z czasem za zaoszczędzone zaskórniaki kupiliśmy jakiegoś byle jakiego gamepada jeszcze na port MIDI, żeby się grało prawie tak jak za starych dobrych czasów. Długo się w ten sposób nie grało bo pad się strasznie szybko rozlatywał, jak to kontrolery do PC miały w zwyczaju.

Przez długie lata emulacja mi wystarczała, choć to też z tego powodu, że po prostu była bezkosztowa, a ja nie miałem za dużo w kieszeni. Nie wiedziałem też czy te stare sprzęty będą jeszcze działać po tylu latach, wszak przerobiłem dwa klony więc co się dziwić moim obawom. Moje podejście zaczęło się zmieniać od EZKonu 2013, który odbył się w Warszawie, a współorganizatorem eventu był znajomy ze studiów. Wtedy miałem pierwszą po latach szerszą styczność nie tylko z Pegausem, ale i oryginalnym sprzętem od Nintendo. Wtedy też poznałem się z ekipą wówczas EMU-NES, czyli obecnej Contrabandy. Z Chip Jockeyem lamiliśmy w Contrę a MaarioS za moimi plecami przeszedł Battletoads na żywca, na prawdziwej konsoli. Coś, co uważałem za awykonalne (i w sumie dalej uważam xD). Już wtedy sobie myślałem, że fajnie by było posiadać taki sprzęt w domu, choć druga strona mnie dalej uważała, że emulacja to to samo i co najważniejsze, po uczciwej cenie. W międzyczasie trafiłem też na stronę Hardcore Gaming 101, wpierw czytając o pecetowych retro gierkach aż w końcu zacząłem czytać o tytułach których nie znałem na konsole, które znałem, w tym oczywiście na Famicoma. Będąc przekonany że znam wszystko co ukazało się na 8-bitowcu od Nintendo, odkryłem całą masę interesujących tytułów dzięki tej stronie, choć nie wszystko było tam opisane. W przyszłości z tym serwisem nawiązałem współpracę która z przerwami trwa do dziś.

Przyszedł rok 2017, już dawno byłem po studencko-biedackim okresie życia, ale dopiero wtedy udało  mi się znaleźć stałe zatrudnienie i co za tym idzie regularne zarobki. I tak się złożyło że w maju tego roku na Facebooku przewinęło mi się wydarzenie o nazwie "FamiCON 9" udostępnione przez CJ-a. Naturalnie ciekawość mnie zżerała i gdy tylko ujrzałem że to zlot fanatyków Pegasusa pomyślałem - to trzeba obczaić. I na tym zlocie zdecydowałem, że jednak wchodzę w to. Niedługo potem kupiłem Famicoma, rozpoczynając swoją skromną retro kolekcję, którą z początku się nie chwaliłem, bo co sobie pomyślą - stary chłop a kupuje i gra w gierki w które grał mając 6 lat ;) Ale jak widać, nie jestem z tym sam. Gdy brat przyjechał któregoś dnia w odwiedziny i wyjąłem Famicoma z szafki mówiąc mu, w co będziemy grać, spodziewałem się biadolenia że po co kasę wydawać skoro są emulatory, ale wbrew moim oczekiwaniom pół dnia spędziliśmy grając w co popadnie, co ojciec skomentował słowami "pegazus, ja pierdolę" (xD). Oprócz konsoli i taniego flashcarta jakim jest Krzysiokart, zacząłem zbierać sobie powoli małą kolekcję starannie dobranych, oryginalnych kartridży, ale raczej nie planuję robić z niej jakiś mega zbiorów, zwłaszcza że sytacja na rynku retro obecnie nie rozpieszcza.

Więc tak to u mnie wyglądało. Mógłbym szczegółowiej to opisać, ale raz że nie mam weny, a dwa to po co?

*

Online daf

  • *****
  • 1542
Odp: Nasza konsolowa droga Pegasus/NES/Famicom
« Odpowiedź #8 dnia: Grudnia 27, 2021, 22:18:20 »
Trochę ten dzień przegapiłem, ale... 3 dni temu stuknęło mi 30 lat z Pegasusem. Dzień, w którym poznałem takie gry jak Contra, Mr. Mary, Warpman, Mappy, czy wiele innych tytułów na 168 in 1, miał miejsce właśnie 30 lat (i 3 dni) temu. Ogrom wspaniałych wspomnień, a także przyjaźń z wieloma z Was, mają miejsce dzięki tej szarej konsoli. Dzięki, wznoszę toast.