Doki! Doki! Yūenchi: Crazy Land Daisakusen (aka Disneyland)
*

Offline OsA

  • ***
  • 596
    • #58OsA
Doki! Doki! Yūenchi: Crazy Land Daisakusen (aka Disneyland)
« dnia: Stycznia 26, 2023, 09:05:39 »


Wyprodukowana przez KID w 1991 roku w Japonii - wersja z ludzikiem w hełmie.
Wydana również w Europie w 1993 roku - jednak zmieniono główną postać na trolla, który zupełnie nie pasuje do scenerii całej gry. Prawdopodobnie to jedyna zmiana w tej wersji gry. Gra miała zostać także wydana w USA - były takie plany, ale anulowano ją. Natomiast w Europie wprowadzoną zmianę, aby głównym bohaterem była popularna lalka Troll Doll.

Zastosowano ciekawą mechanikę gry - każdy hit zmienia kolor naszego wojownika, jednocześnie sprawiając, że miotami silniejszymi piłkami. Nie wiem czy była jeszcze jakaś gra na nes w tym stylu, że im więcej hitów zbierzemy (czyli jesteśmy bliżej utraty życia), tym mocniejszą broń mamy do dyspozycji.

Tajemnicza siła porywa dziewczę i nasz bohater, nota bene, z widowni kina/teatru rusza na ratunek. Rycerzyk zasrany.
Teoretycznie przemierzamy niezwykły park rozrywki i gra wygląda cukierkowo, bajkowo - w sam raz dla dzieci. Niech was jednak nie zwiedzie pierwsze wrażenie, bo w dalszych poziomach są nieco creepy przeciwnicy, jak choćby w poziomach "cmentarzowych".

Nie jest to zbyt popularna gra, ale popularna była w Polsce. Ciężko znaleźć osobę, która nie miała z nią styczności. Disneyland opanował wszystkie polskie bazary, a label z Kaczorem Donaldem czy Myszką Miki przyciągał młodego  adepta pegasus to zakupu bądź wymiany właśnie na tegoż carta.

---

Zakładam temat bo  takiegoż nie ma, a dwa - w dniu wczorajszym udało mi się ją ukończyć. Dwa podejścia - dwa dni - razem chyba lekko ponad 2 godziny. Nie jestem zbyt obiektywny, bo darzę tę grę dużą dozą nostalgii i zawsze ją lubiłem. Podoba mi się motyw przewodni - lunapark,  podoba mi się główna postać i mechanika gry. Podobał mi się nawet poziom trudności w młodości. Podobało mi się to, że gra jest "powolna" nic nas nie goni, można na spokojnie iść, zastanowić się i pomalutku rozwalać kolejnych przeciwników. W młodości dotarłem bodajże do dziewiątego poziomu, a konkretnie do bossa, który był dla mnie nie do przejścia. Nie pomagał fakt, że dziewiąty etap był zdradliwy, a system passwordów działał maksymalnie do 8 poziomu, więc trzeba było to wszystko przechodzić ponownie.

Tym razem, nieco starszy i mądrzejszy - dość szybko znalazłem patent na bossa z 9 poziomu. I z tym patentem jest on bardzo łatwy. Tak właściwie wszystkie bossy robią wrażenie, bo są fajnie wykonani i przede wszystkim są ogromni, ale każdy jest w miarę prosty. W moim odczuciu najtrudniejszy boss to ten z dziesiątego etapu. To jedyny na którym musiałem chwilę posiedzieć. Nawet Ci końcowi byli dość łatwi. Na pewno nieco irytuje fakt, że trzeba oddać masę celnych ciosów, aby ich pokonać. Łatwo tutaj o moment dekoncentracji, a co za tym  idzie - straty życia.  Na pewno duży minus to lagowanie na bossach. I to dość solidne.

To także jedna z niewielu gier (a może jedyna?), gdzie po napisach końcowych mamy jeszcze jedną walkę z ostateczną postacią finałowego bossa. Ciekawe rozwiązanie.

Grałem w wersję japońską znaną nam wszystkim i w niej kody do poziomów są tylko do 8 etapu. Kolejne to już tylko znaki zapytania. Jakie to było wkurzające w młodości.
Ale w sieci znalazłem kody do wszystkich poziomów. Zobaczcie zresztą sami TUTAJ.
I zastanawia mnie teraz czy:
a) w wersji europejskiej były dostępne kody do wszystkich poziomów?
b) ktoś po prostu "odgadł" te kody lub były wydrukowane w jakimś japońskim "Nintendo Power". Bo kody działają także w wersji JP, gdzie mamy ???? zamiast właściwego kodu.

« Ostatnia zmiana: Stycznia 27, 2023, 07:51:30 wysłana przez OsA »
Nie wiedzieliśmy, że tworzymy wspomnienia. Po prostu dobrze się bawiliśmy.

*

Offline daf

  • *****
  • 1761
Odp: Doki! Doki! Yūenchi: Crazy Land Daisakusen (aka Disneyland)
« Odpowiedź #1 dnia: Stycznia 26, 2023, 09:57:18 »
Nie znam, nie przepadam, nie wypowiem się. Dodam jedynie, że była to najczęściej szukana gra na EmuNES w dziale "Szukam gry". ;) Przynajmniej raz na pół roku ktoś się rejestrował na forum i w pierwszym swoim poście pytał właśnie o tytuł tej gry. Świadczy to o tym, że faktycznie była to bardzo popularna pozycja na stoiskach bazarowych w latach 90. Mnie akurat umiejętnie ominęła, poznałem ją jedynie na emulatorze.

Odp: Doki! Doki! Yūenchi: Crazy Land Daisakusen (aka Disneyland)
« Odpowiedź #2 dnia: Stycznia 26, 2023, 21:51:17 »
Nie rozumiem fenomenu tej gry ,jak dla mnie jest mocno średnia :DFaktem jest jak Daf wspomniał, że ludzie szukają tej gry i możliwę że ta popularność jest przez grę z Amigi o kopiącym piłkę ziomeczku .
« Ostatnia zmiana: Stycznia 28, 2023, 14:52:28 wysłana przez Ćwirek »

Odp: Doki! Doki! Yūenchi: Crazy Land Daisakusen (aka Disneyland)
« Odpowiedź #3 dnia: Stycznia 28, 2023, 12:56:44 »
DOKI! DOKI! YUENCHI: CRAY LAND DAISAKUSEN

Odnoszę wrażenie, że gra niesłusznie została zepchnięta na margines. Można to niejako argumentować tym, że istniały o wiele bardziej grywalne tytuły. Koniec końców, osobiście uważam tą pozycję za istną perełkę.

Gra, jak wskazał założyciel tematu, zaczyna się niewinnie, bowiem rozpoczynamy grę w cukierkowej scenerii. Pierwsze trzy etapy można przejść bez problemu. W tym przypadku stopniowe zwiększanie poziomu trudności jest jak najbardziej na miejscu i zachęca do dalszej wyprawy (chociaż wyjątek od tej reguły mamy np. w Battletoads, gdzie już trzeci level u osoby niewprawionej może powodować drgawki, ale to nieco inna opowieść). Dostajemy ciekawą, acz krótką listę lokacji: wspomniany park rozrywki, dżungla, etap "morski", cmentarz/krypta/dom duchów (nie wiem, czym to do końca jest). Niektóre się powtarzają, lecz oczywiście w zmienionej wersji. Poza powyższymi, są jeszcze trzy etapy, w których nasz bohater siedzi w wózku i zmuszeni jesteśmy przemierzyć nim: rollercoaster, tory w kopalni oraz bodajże najtrudniejszy moment w grze, czyli jazda w przestrzeni kosmicznej.

Bossowie są dosyć łatwi, ale ciekawie wykonani. Kiedy tylko poznamy ich schemat, ubicie pozostaje jedynie kwestią kolejnych 2-3 minut. Niestety,  powtórzę autora postu: dwaj z nich - kapitan Hak i wydro-wąż z krypty - powodują okrutne lagi.

Ciekawostką i niewątpliwymi plusami gry jest system obrażeń postaci - im więcej bęcków dostanie, tym silniejszą bronią dysponuje. Kolejnym ciekawym zabiegiem jest walka post-finałowa tuż po napisach końcowych. Odnośnie tych rzekomych napisów na końcu jest jeszcze jeden smaczek, a mianowicie przedstawienie bossów oraz ich "prawdziwych" imion, tak jakbyśmy mieli do czynienia z listą aktorów grających dane postacie (np. Indianin grany przez Wahoho, ale pamięć może mnie mylić).

System kodów uważam za sprawiedliwy, ponieważ mając kombinację znaków do ostatniego etapu byłoby nieco za łatwo.

Duży plus to muzyka. Motywy z gry, szczególnie z cmentarza lub nutka lecąca podczas walki z bossami, są wyjątkowo udane.

Sterowanie postacią jest ok, chociaż nieraz skok wydaje się nieco drętwy, szczególnie jeśli zamierzamy wskoczyć na poruszające się platformy. Razi też odepchnięcie postaci po otrzymaniu obrażenia (bohater pozostaje jednak w miejscu, kiedy jest akurat w trakcie strzału). Wyjątkowo przeszkadza to na poziomie dżungli lub morskim.

W grze uświadczymy również paru itemów, które pojawiają się niekiedy po pokonaniu wrogów
-serce (stan obrażeń bohatera cofa się o 1)
-moneta (punkty, które raczej niczego nie wnoszą)
- zegar (zatrzymuje czas, a tym samym przeciwników, BA! nawet bossa)
- ptaszek (chwilowy kompan, który podlatuje do celu i zadaje mu obrażenia).

Znajdźki generowane są losowo, zatem po respawnie nie ma pewności, co wypadnie za ubicie konkretnego przeciwnika.

Gierka jest przyzwoita, jednak po jej przejściu nie mamy ochoty na ponowną kampanię. Tytuł musi nieco "odleżeć", zanim ponownie po niego sięgniemy. Może dlatego nie zobaczymy jej w żadnym z rankingów gier na NES. Doki! Doki! jest typowym średniakiem - są tytuły lepsze, ale więcej jest gorszych.