Mr. Gimmick
*

Roben

Mr. Gimmick
« dnia: Września 27, 2015, 13:21:30 »
Link do Artykułu

Chyba nie nalezy tej gry tak przedstawiać :D

Ta gra ma dużo sekretów, i nie raz potrafi zaskakiwać graczy.
« Ostatnia zmiana: Listopada 18, 2015, 15:28:50 wysłana przez daf »

*

Offline MWK

  • Asystent Administratora
  • *****
  • 1236
    • www.mwkpegasus.prv.pl
Odp: Mr. Gimmick - Dyskusja ogólna
« Odpowiedź #1 dnia: Października 20, 2015, 00:51:28 »
Co tu gadać. To jednak z tych gier, że jak ktoś mi mówi "aa PegaZus, to tanki i galaksjan" ALBO "no to pokaż na to coś fajnego" to zarzucam co na prawdę potrafi nasza konsola, a potem idzie "Lickle", a potem "Crisis Force", a potem "Batman2" i tak dalej, a na koniec jakieś demo, aż im szczęka opada ;-)

Nie ulega wątpliwości, że "Gimmick" to jedna z, jeśli właśnie nie ta NAJbardziej dopieszczona gra ever i postarało się o to SunSoft odnosząc przy tym wbrew pozorom podobno bardzo umiarkowany sukces.

Chciałbym Wam zwrócić uwagę na fragment pewnego filmu, opowiadającego o jednym z aspektów tej gry, czyli o ultraślicznej muzyce i mistrzu Masashi Kageyama >> http://www.youtube.com/watch?v=CKevE-_U4g0&feature=youtu.be&t=10m25s
A tak w ogóle to polecam zapoznać się z całym filmem... pozostałymi częściami "Diggin' in the Carts" również, tak na deser ;-)
« Ostatnia zmiana: Października 20, 2015, 01:06:54 wysłana przez MWK »

Odp: Mr. Gimmick
« Odpowiedź #2 dnia: Listopada 07, 2020, 11:39:08 »
Gimmicka widzę tak samo jak MWK - każdy kojarzy proste gierki a to przecie poważna platforma się zrobiła pod koniec cyklu życia. Również polecam zalinkowany film, cały cykl oglądałem krótko po tym jak został wypuszczony w świat, każdy odcinek z zapartym tchem. Dodam iż dla mnie ten tytuł to opus magnum Famicoma / NES.
Gierkę oczywiście poznałem jak wsiąkłem w "retro", zauroczyłem się tytułem i jestem pod jego wpływem do dziś.
Zdobyłem piracką wersję (Shun Guai Pipe V)- każdy "pirat" oczywiście nie ma chipu muzycznego a na dodatek piraci skopali sample / kanał DPCM także mjuzik brzmi podwójnie gorzej. Mój egzemplarz dodatkowo miał "Black Hole" - zabezpieczenie antypirackie na początku właściwej ostatniej rundy, ponoć niektóre Pipe V tego nie mają. 30 żyć na start zamiast trzech. Dodatkowo kartridż ogólnie był dość wybredny - krzaczył się na początku drugiego poziomu na każdej konsoli; po usunięciu kondensatora przestał się pieprzyć na lepszych sprzętach pokroju IQ-502 ale na przykład na "klawiaturce" GLK-2016 chrzanił się teraz już od pierwszego poziomu. Beka.

Niby cukierkowa grafika, niby dla dzieci lecz Gimmick ma bardzo wysoki próg wejścia - pamiętam kilka dni mi zajęło żeby naturalnie mi się sterowało Yumetaro. Pierwsze co trzeba ogarnąć w minimum bardzo dobrym stopniu to posługiwanie się gwiazdką. Szacun za tę mechanikę, przy galaktycznym skillu można przefruwać całe plansze na naszym międzygwiezdnym "pojeździe". Speedrunerzy też lubią takie bajery w grach. W ogóle cała gra ma rozbudowaną jak na standardy 8-bit fizykę.

Detale robią robotę - inteligencja przeciwników oraz ich nieprzewidywalne zachowanie. Mimo tego nadal jest zachowane okienko na adekwatną reakcję. "Organiczność" świata - dla przykładu te słodkie kręcenie nóżkami jak przewrócimy przeciwników z początku drugiego etapu, w tym samym etapie można spotkać stado mew latające w oddali oraz ptaszora który nam pomaga wrócić po zebraniu sekretu. To tylko kilka przykładów, jest ich wiele więcej. Każda lokacja ma swoich rdzennych mieszkańców.

Jaki byłem zaskoczony jak okazało się że po zebraniu wszystkich sekretów dostałem się do innego poziomu - sądziłem że w pełni ukończyłem grę a tu niespodzianka! Druga niespodzianka to jak pisałem zabezpieczenie antypirackie...

Grafika jest imponująca ale są puste / brzydsze miejsca - te pierwsze to często lokacje sekretów, które wyglądają jak oderwane od danego etapu. Dość brzydka jest plansza piaskowa - kwadratowe bloki platform układają się w mocno rzucający się w oczy, regularny, nudny wzór. Twórcy wykreowali własny świat w który mnie zaprosili a on mnie zassał totalnie, grafika była istotnym elementem tego.

Najlepsze zostawiłem na koniec, muzyka to w moim mniemaniu najlepszy soundtrack z ery 8-bit. Są inne dobre, ale ten jest the best. Yamaszka robi robotę, Sunsoft Bass oczywiście też obowiązkowo jest. Cała ścieżka dźwiękowa ma coś takiego że przywołuje u mnie takie nieopisywalne uczucie takiego sentymentu, tęsknoty aż się łzy w oczach kręcą, nie umiem więcej słów do tego dopasować; a ja przecież dopiero miałem do czynienia z tym tytułem jako dorosły człowiek! Jest też trochę radości, smutku, tchnięcia nadziei, wzbudzania niepokoju, dania znaku że trzeba być uważnym bo zło czyha na każdym kroku.
Tyle razy słuchałem muzyki poza grą że nie zliczę, setki razy na pewno. Jak zamykam oczy to te kompozycje przywołują obrazy z gry a nawet inne inspirowane grą, wiecie że niby niezbadane zakątki tego wykreowanego świata. Podglądałem poszczególne kawałki w Famitrackerze ale wersji skandynawskiej bo NSFImport oczywiście nie ogarnia Sunsoft 5B, jeszcze za głupi jestem żeby ogarnąć umysłem wszystko co tam Kageyama nawyprawiał, może kiedyś wespnę się na taki poziom że chociaż zbliżę się do takich kompozycji choć jednym dziełem. Udźwiękowienie to kolejny istotny element układanki składającej się na mistyczny końcowy produkt.

Gra kultowa we wtajemniczonych kręgach, szkoda podwójnie - że została wydana za późno przez co każdy ślinił się już na maszynki 16-bitowe oraz że przez prawie 30 lat nikt nie podjął się ponownego podejścia do tematu oraz próby wypłynięcia z nim na wody "masowe". W ogóle z tą popularnością to tak dziwnie - są takie gry z 1991 / 1992 roku które się katastrofalnie sprzedawały a taki Wario's Woods / Wario no Mori (1994) albo Kunio Kun no Nekketsu Soccer League (1993) raczej dobrze się sprzedawały patrząc dziś po ilości egzemplarzy na portalach aukcyjnych
« Ostatnia zmiana: Listopada 07, 2020, 11:41:07 wysłana przez Verteks »

*

Online OsA

  • **
  • 346
    • #58OsA
Odp: Mr. Gimmick
« Odpowiedź #3 dnia: Listopada 24, 2020, 11:59:18 »
Ok, gra jest dobra. Pod względem audio-wizualnym nawet bardzo dobra. IQ przeciwników rzeczywiście nad wyraz wysokie jak na pegasus.
Ale za tyle wkurwienia ile dostarczyła mi ta gra muszę jej dać mały minus.


Udało mi się w bólach ukończyć, a właściwie "prawie" ukończyć, bo oczywiście bez dodatkowego poziomu, więc mały karakan nie uratował lafiryndy i smutny skończył w piwnicy.
Ale to nie ważne. Gra wróciła do ekranu tytułowego, pojawiły się napisy cudownych twórców - mnie to wystarczy.
Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE!

Jeszcze powiedz, że zajebiste....

*

Offline Mcin

  • **
  • 368
Odp: Mr. Gimmick
« Odpowiedź #4 dnia: Czerwca 24, 2021, 21:20:40 »
 
Mr. Gimmick!

Pan Sztuczka obwieścił po raz kolejny urbi et orbi, że Sunsoft zna się na robieniu gier na NES’a.  Niezła z niego sztuka… hmm… ;)

Gra zaczyna się mało ambitnym intrem zrobionym w mangowej stylistce,  po czym zostajemy przeniesieni w sam środek akcji. Tym, co rzuca się w oczy od razu, jest grafika. Nie przypomina ona za bardzo wstępu, nie za wiele ma też wspólnego z Disneyowską kreską, a mimo wszystko wydaje się taka baśniowa… i chyba właśnie takim epitetem najlepiej ją określić. Wszystkie postacie są bardzo „krągłe”, jakby stworzono je z kilku kółek. Do tego popracowano z różnymi odcieniami, dzięki czemu nie ma wrażenia kanciastości znanej z innych gier. Niby nic, ale biorąc pod uwagę, że możliwości pionierskiej konsolki Nintendo kończą się na wyświetlaniu 24 kolorów jednocześnie, to jest się czym „jarać”.
Oprawa audio też stoi na najwyższym poziomie. Dźwięki z gry doskonale odzwierciedlają to co się dzieje na ekranie. Muzyka jest adekwatna do zwiedzanych lokacji i doskonale pasuje do stylu gry. Tak jak grafika, jest po prostu baśniowa, a klimat, który buduje, jest niesamowity. Na miejscu Gimmicka uniósłbym pluszową piąstkę ku niebu i zakrzyknął „witaj wesoła przygodo!”.
A jest gdzie doświadczać tych przygód i innych pałających chęcią mordu atrakcji. W grze poziomów jest 6, każdy jest unikatowy. Niby zwiedzamy tajemny kompleks fabryczny najeżony pułapkami (Wołoszańskiego się naoglądali;)) czy też przemierzamy pustynię, ale cały czas mamy tą dziecinną świadomość, że ta bajka dobrze się skończy, nawet jeżeli nasz bohater wpadnie do dołu najeżonego kolcami. Oczywiście to wszystko zasługa klimatu, o którym tak się rozpisałem.
No dobra, to przecież zręcznościówka a nie przygodówka i na oglądaniu widoczków nie może się skończyć, mamy przecież co robić w tym niegościnnym, pluszowym świecie. Ale nasz mały przyjaciel może wyczarować nad głową gwiazdkę większą od niego samego. Nie dość, że zwalcza ona wrogów, to jeszcze możemy na niej podróżować. W przeciwieństwie do innych gier nie znika ona po chwili, tylko odbija się od otoczenia w zależności od wysokości, z której spada i kąta, pod którym uderza na posadzkę, co autorzy gry skrzętnie wykorzystali. Szkoda tylko, że na placu boju jednocześnie może być tylko jedna gwiazdka. Możliwość przemieszczania się lotem koszącym nad głowami oponentów i bombardowania ich to by było coś!

A Przeciwnicy są nie byle jacy. Nawet zwykli owalogłowi nie przemieszczają się według starego schematu „na chama na wroga”. Widać to już na samym początku- pójdziesz gdzieś, to oni za tobą, i nie każdy zrobi to samo. Nie jest to zaawansowana sztuczna inteligencja, ale i tak fajnie, że reagują na nasze ruchy bardziej niż tylko obracając lufę w naszym kierunku (Contra się kłania). Do tego możemy skakać po ich czerepach, co nie tylko można, ale i trzeba wykorzystać.
Co krok jest coś nowego. A to kule armatnie, głazy spadające na głowę, maszynowe wyrzutnie strzał czy jazda na wózku fabrycznym. W zasadzie powinno być fajnie, ale zawsze jest ale- bardziej niż zręczności wymagana jest tu znajomość poziomu. Po prostu trzeba wiedzieć kiedy i jak skoczyć i tak dalej. Z tego, co powinno być największą zaletą zrobili największą wadę, przez co momentami Mr. Gimmick! staje się nudny. Do tego poziom trudności jest wyższy niż w przeciętnej grze. Na szczęście twórcy mieli głowę na karku i dali zapas 8 żyć (7 plus „zerowe”) zamiast standardowych 3. Szybko też zdobywa się bonusowe.
Mam jeszcze kilka zarzutów. Końcowy Boss, przed którym chylą czoła wszyscy pluszowi mordercy jest… najprostszy w całej grze!!! Bez problemu przeszedłem go z marszu. Powinni go zamienić z piątym, cholernie trudnym „szefem”.

Do tego jak się zacznie jakąś fabułę, trzeba ją zamknąć. Niech to już będzie nawet sztampowy happy end ( a w zasadzie happy ending ;)). Chyba nikt mi nie będzie miał za złe jak przyspojleruje, bo końcówkę skopali dokumentnie, oszczędzę wam tylko zawodu. Nasz bohater po misji wraca do domu, po czym przypomina sobie, po co tam w ogóle był!! To tak jakby Rambo przypomniał sobie o głównym przeciwniku po odebraniu medali za wykonaną misję. Żaaaaaal.
Podsumowując, Mr. Gimmick! to, mimo wad, wciągająca produkcja zapewniająca kilka godzin dobrej zabawy, do tego wprowadzająca takie nowinki jak imitacja praw fizyki. Mimo że ją skończyłem, pewnie jeszcze do niej wrócę. Chociażby po to, żeby znaleźć wszystkie bardzo dobrze poukrywane bonusy. I poczuć ten niesamowity klimat, cofający mnie do czasów, kiedy w niedzielę o ósmej rano oglądało się bajki na Polsacie.
Ocena: 7/10

Sorry but you are not allowed to view spoiler contents.

« Ostatnia zmiana: Czerwca 24, 2021, 21:23:12 wysłana przez Mcin »