Karnov
*

Offline daf

  • *****
  • 1439
Karnov
« dnia: Stycznia 09, 2018, 22:07:16 »
Cześć, dzisiaj opowiem o fajnej grze na Pegasusa, którą od jakiegoś miesiąca nieustannie forsuję i namawiam niewinnych ludzi do zagrania w nią. Karnov - gra, która widniała niedawno na przybyłej z Rzeszowa liście gier do przejścia podczas ppP. Jakoś nie wywołała ta pozycja entuzjazmu w mojej osobie. Ot gra, której kiedyś tam spróbowałem, przechodząc zapewne pierwszy etap. Taki tam crap z wyglądu, nic szczególnego. Otóż właśnie nie - jest w tej grze bardzo fajny klimat, który podczas grania przypominał mi wielokrotnie o Rygarze tudzież Altered Beast. Niby surowy graficznie średniak, ale posiadający w sobie nutę orientalizmu oraz magii. Wiecie - starożytne ruiny, potwory, fireballe, dinozaury... no i ruski strongman.

Karnov jaki jest - każdy widzi...

Gra opowiada o losach Jinborova Karnovskiego. Ciężko powiedzieć mi coś więcej o tej wschodnio-radzieckiej postaci, ale bardzo podoba mi się jej koncept. Karnov to taki znany ze starych powieści oraz filmów Mongoł - łysy, wielki chłop, z podłużnym wąsem i z kierpcami na stopach. Równie ciężko było mi stwierdzić jaki jest cel wędrówki naszego chłopa przez starożytne krainy. Gra nie wyjaśnia sprawy, tylko rzuca Jinborova uderzeniem pioruna prosto do pierwszego etapu. Instrukcja do NESowej wersji gry tłumaczy nam, iż skarb starożytnej, spokojnej wioski Creamina zostaje skradziony przez siły nieczyste z innego świata - a dokładnie przez wielkiego smoka imieniem... Ryu. Uciśnieni mieszkańcy wioski swoją nadzieję wiążą z jednym człowiekiem - "a one-time circus strongman", który opanował sztukę władania kulami ognistymi. Ogółem rzecz biorąc, ta "fabuła" to klasyka gier na tę platformę, rozwiązanie uniwersalne dla setek gier. Nie jest to jednak ważnym punktem tego tytułu. Najważniejszy jest sam motyw wędrówki naszego siłacza przez niezbadane lądy.


Przed nami 9 etapów, o typowej dla Famicoma długości. Nie można zaliczyć gry do zbyt krótkich, ale nie jest też na tyle długa, aby rozgrywka zniechęcała. Pod tym względem jest w sam raz. Jinborov zbiera na swojej drodze liczne itemy i power-upy. Dzięki nim rozbudowuje swoją broń, posiada możliwość lotu na woskowych skrzydłach Ikara, broni się za pomocą tarczy, wspina się na drabinę, czy posiada parę opcji dodatkowej broni. Fajnie to wszystko sprawdza się w praktyce. Łatwiej dzięki temu walczyć z takimi kreaturami jak kobieta-wąż, skalny człowiek, bądź dwugłowy smok Gidora. Tak, gra naprawdę posiada bardzo fajny, orientalny klimat.

Grafiki oraz muzyki nie będę zbytnio wychwalał. Głównie z racji tego, że za bardzo nie ma czego. Gra wygląda średnio, ale jak już wielokrotnie podkreślałem - ten styl trafia do mnie całkowicie. Lubię takie jasne, słoneczne, starodawne lokacje, z nadgryzioną zębem czasu architekturą. Uwielbiam takie postaci jak Karnov. Dla mnie więc - gra jest naprawdę bardzo dobra, z wyważonym poziomem trudności oraz długością.

Razem z MWK graliśmy w wersję angielską. Odpaliłem właśnie tę, ponieważ nie chciałem stracić informacji z cut-scenek. Cóż... żadnych cut-scenek nie było. Występują one natomiast w wersji japońskiej. Okazało się jednak, że dobrze iż wybraliśmy właśnie tę wersję, bowiem w japońcu nie ma nieskończonych kontynuacji, a w tej były. No i opcja ta się przydała, bowiem nie raz braliśmy dodatkowe kredyty.
Kto liczy jednak na jakieś satysfakcjonujące zakończenie dalekiej wędrówki, będzie musiał obejść się wielkim smakiem... Po pokonaniu Ryu wersja amerykańska żegna nas takim oto endingiem. No skandal, Panie, skandal... I duża ujma dla tego tytułu. W japońcu jest to nieco bardziej rozbudowane i to już się ceni.

Jeżeli nie będziecie więc wiedzieli w co sobie pograć, odpalcie grubasa. My się naprawdę dobrze bawiliśmy i wciągnęliśmy się w świat wschodu na długie 2-3 godziny. 7/10.



*

Roben

Odp: Karnov
« Odpowiedź #1 dnia: Stycznia 10, 2018, 18:37:08 »
Grałem w tą grę za małolata, bardzo wciągająca, kiedyś nawet szukałem tej gry na forum konkurencji.

Odp: Karnov
« Odpowiedź #2 dnia: Stycznia 21, 2018, 00:41:54 »
"Grubego" miałem za dzieciaka na jakimś dziwacznym ruskim carcie z TMNT: Tournament Fighters i Doraemonem.
Sama gra była raczej brzydka i wspominam ją jako dość toporną, jednak bez wątpienia miała coś w sobie (teraz uświadomiłem sobie, że mógł to być klimat, o którym wspomina daf), bo często do niej wracałem.

Najmocniej zapadły mi w pamięć muzyka (w zasadzie jeden zapętlony kawałek) i bezlitośnie spawnujący się przeciwnicy :V

Zapraszam i polecam.

*

Online Preki

  • **
  • 294
Odp: Karnov
« Odpowiedź #3 dnia: Października 25, 2018, 00:11:24 »
No to sobie pograłem trochę. Jak to w przypadku Data East, graficznie i dźwiękowo jest bardzo średnio, umówmy się - ich porty z automatów nie były najlepsze, co widać chociażby po Bad Dudes. Choć muszę przyznać, muzyka jest bardzo skoczna i jakoś się nie nudzi ani też nie irytuje. Co jednak mnie irytuje, to fizyka bohatera. Gdy skaczemy możemy jakoś sterować Karnowem, ale starczy zejść z krawędzi/drabiny i już leci on prosto w dół, albo przepaść.  Ciężko się z tym oswoić, nie jedno życie przez to straciłem. A i w drugim poziomie jest takie jedno chamskie miejsce, gdzie na samym początku nie widać jak szeroka jest przepaść, przyznam że za pierwszym razem dałem się na to nabrać.

A i trochę się zawiodłem, że w porcie na NES-a nie ma szkieletów jeżdżących na strusiach, to jedni z bardziej absurdalnych i popapranych wrogów jakich spotkałem w tego typu grach.

Odp: Karnov
« Odpowiedź #4 dnia: Listopada 05, 2020, 13:48:16 »
Grubas dobrze naparza, strzelanie oraz kasowanie przeciwników jest w tej gierce mięsiste, satysfakcjonujące. Pasek przedmiotów przypomina mi rozwiązanie z Ninja Hattori Kun, zdecydowanie zwiększa to grywalność oraz dodaje powód do ponownego ogrywania. Szkoda tylko że skrzydła są właściwie obligatoryjne w ósmym poziomie (Grecja?) na te ogromne przepaści i ogólnie popaprany układ tego poziomu. Odpadłem ostatecznie na ostatnim etapie przed bossem i rzuciłem grę w cholerę, zawiły labirynt mnie wymęczył. Respawn przeciwników to policzek w stronę gracza. Czasem bugi z kolizjami, szczególnie platform - niby doskoczyłeś a i tak spadłeś.

Różnorodne lokacje ale biedne a nawet czasami brakuje detali żeby wskazać że jakieś znajdźki są gdzieś tam wysoko w powietrzu do sięgnięcia z pomocą drabiny. Grafika nierówna, w wielu miejscach brakuje cieniowania otoczenia przez co zastanawiałem się czy to element tła czy platforma. Przewijanie ekranu jakieś takie szarpiące.

Utwór przygrywający w tle chwytliwy, lecz po pewnym czasie robi się uciążliwy. Za duża powtarzalność.

Jak ktoś nie grał to polecam spróbować bo jest przyzwoicie, ja spróbowałem i mimo nieukończenia uważam że już więcej radości z tego tytułu nie wyciągnę.
« Ostatnia zmiana: Listopada 05, 2020, 13:49:57 wysłana przez Verteks »

*

Offline daf

  • *****
  • 1439
Odp: Karnov
« Odpowiedź #5 dnia: Listopada 06, 2020, 08:25:28 »
Cytuj
Szkoda tylko że skrzydła są właściwie obligatoryjne w ósmym poziomie (Grecja?) na te ogromne przepaści i ogólnie popaprany układ tego poziomu.
Zgadza się - etap jest zaiste męczący i trochę denerwuje konieczność używania tych skrzydeł. Z drugiej strony, można to traktować jako pewnego rodzaju urozmaicenie. Całkiem fajny ten motyw skrzydeł Dedala, a w pozostałej części gry nie jest on wystarczająco wykorzystany, więc może dobrze, że jeden level polega niemal tylko i wyłącznie na ich używaniu. Ale zgodzę się, że mapę etapu mogli ułożyć zdecydowanie przystępniej i klarowniej. Na plus za to wygląd samej lokacji - piękne kolory (ostatni screen w pierwszym poście).

Cytuj
Różnorodne lokacje ale biedne a nawet czasami brakuje detali żeby wskazać że jakieś znajdźki są gdzieś tam wysoko w powietrzu do sięgnięcia z pomocą drabiny. Grafika nierówna, w wielu miejscach brakuje cieniowania otoczenia przez co zastanawiałem się czy to element tła czy platforma.
To wszystko jest najprawdziwszą prawdą i ciężko mi zaprzeczyć, ale... Dla mnie ma to jakiś taki niewytłumaczalny smaczek, bardzo mi się podoba taki styl graficzny, o czym pisałem już wcześniej na górze. Nie wiem, taki mam fetysz - ta surowa architektura w grze podoba mi się bardzo i przypomina mi inne gry, do których mam ogromny sentyment.

Dzięki za te kilka słów opinii o Grubasie.

*

Online Preki

  • **
  • 294
Odp: Karnov
« Odpowiedź #6 dnia: Listopada 06, 2020, 18:00:06 »
Całkiem fajny ten motyw skrzydeł Dedala
Nigdy nie zapomnę jaki ubaw miałem, widząc łysego, fruwającego grubasa który zieje ogniem, co czyni go jednym z bardziej absurdalnych protagonistów w grach, zaraz obok kulfona/mordy samuraja z Samurai Zombie Nation.

*

Offline OsA

  • **
  • 354
    • #58OsA
Odp: Karnov
« Odpowiedź #7 dnia: Listopada 13, 2020, 07:10:59 »
Ograłem ten tytuł ostatnio, więc chętnie dorzucę swoje 3 grosze.

Pierwsze wrażenie gra robi słabe. Rzeczywiście wydaje się, że to kolejny nesowy platformer, jakich wiele.... wydaje się, że spokojnie gra nadaję się na składanki typu 358in1. Ale z czasem tytuł zyskuje i to sporo.
Największe zalety tej gry to przede wszystkim: mnogość lokacji i dużo power-upów. Do tego gra nie jest statyczna, bo mamy i pływanie i latanie xD

Na minus: bossowie, którzy działają bardzo schematycznie.
Dodam, że po uruchomieniu gra wydaje się bardzo łatwa, jednak z czasem robi się ciężko.

Mnie najbardziej rozjebali pojawiający się z dupy jacyś pakerzy, którzy spadali z góry (nie pamiętam w którym poziomie).
Aha, no i moim zdaniem gra jest krótkawa. Do ogrania w jakąś godzinę, a jak ktoś wymiata to nawet w pół (na youtubie chyba jest 17 minut).
Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE! Jedz bo JEBIE!

Jeszcze powiedz, że zajebiste....